Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Data utworzenia: 2014-04-28

Uskrzydlające debiuty

 

Przemysław Chrzanowski: „Debiuty” to nie tylko nazwa konkursu, towarzyszącego dorocznemu Festiwalowi Polskiej Piosenki w Opolu, ale także przedsięwzięcie, które na trwałe wrosło w klimat Zespołu Szkół w Deszcznie. Czym charakteryzuje się wasz konkurs?  

Sławomir Byczkowski, pomysłodawca „Debiutów” w Zespole Szkół w Deszcznie: - Konkurs „Debiuty” dotyczy materii artystycznej. To autorski pomysł – mój, moich współpracowników oraz uczniów. Chodzi tu o obudzenie wrażliwości młodzieży, o wypełnienie pewnej luki, która wytworzyła się w szeroko pojętym procesie kształcenia artystycznego. W podstawie programowej nie ma miejsca na to, żeby uczeń doskonalił się, tworzył autorskie prace.

Debiutować można u was w kilku dziedzinach.

- Początkowo „Debiuty” obejmowały pięć kategorii, potem było ich sześć, a ostatecznie siedem. Mamy tu śpiew, grę na instrumencie, malarstwo, poezję, fotografię, recytację i film krótkometrażowy. Dla nas najbardziej budujące jest to, że bywamy pierwszymi osobami, którym rąbka swej twórczej tajemnicy uchylają młodzi literaci, fotograficy, czy plastycy. Bardzo często o tych artystycznych pasjach nie mają pojęcie ich najbliżsi. Atmosfera wokół przedsięwzięcia jest gorąca już od początku roku szkolnego.

Uczniowie dopytują, interesują się szczegółami konkursu. Żyją „Debiutami”. To dla nich bardzo ciekawa, wewnętrzna rywalizacja. Współzawodnictwo podyktowane jest również tym, że na zwycięzców czekają stypendia dyrektora. Atrakcyjna gratyfikacja z pewnością ma korzystny wpływ na poziom mobilizacji uczniów. Młodzi ludzie otwierają się, nie wstydzą się swoich artystycznych prób. Udowadniają, że w sztuce nie ma granic. W oczywisty sposób przekłada się to także na wzrost zainteresowania konkretnymi przedmiotami.

Dlaczego „Debiuty”?

Dlatego, że uczestnicy konkursu robią coś po raz pierwszy w danej kategorii. Formuła naszego konkursu jest dość specyficzna, ponieważ zwycięzcą „Debiutów” w konkretnej dziedzinie można być tylko raz. Zdarzały się w historii szkoły takie osoby, które dwukrotnie z sukcesem debiutowały na przykład jednego roku w kategorii literackiej, a w rok później w konkursie bodajże fotograficznym.

Laureaci naszych konkursów często rozwijają skrzydła w danej dziedzinie, czasem artystyczna pasja staje się ważną częścią ich życia. Tak dzieje się w przypadku naszej absolwentki, która z powodzeniem debiutowała u nas w konkursie fotograficznym, a dziś jej prace można oglądać w internecie, jej nazwisko staje się coraz bardziej znane. Ostatnio zaprosiliśmy ją do udziału w „Debiutach” w charakterze warsztatowca. Teraz to ona ukierunkowuje młodych ludzi, daje im wartościowe rady, a przede wszystkim pokazuje swoją osobą, że taka droga ma sens.

Konkurs ma charakter wieloetapowej rywalizacji. Jak ona przebiega?

- Uczestnicy „Debiutów” muszą najpierw przejść wewnętrzne eliminacje, oceniającymi są tutaj jedynie nauczyciele naszej szkoły. Od tego momentu zaczyna się rywalizacja, mająca na celu stworzenie wyselekcjonowanej grupy finalistów. Osoby te mają możliwość współpracy z warsztatowcami. Pod okiem fachowców mogą poszerzać swoje umiejętności, tworzyć dzieła literackie, plastyczne, filmowe itd. Fantastycznie prowadzi te zajęcia na przykład pani Wanda Kudlaszyk, regionalista, artystka-malarka. Jest tutaj regularnie przez dwa, trzy miesiące w roku i daje z siebie naprawdę wszystko, by młodym ludziom pokazać prawdziwą, namacalną sztukę. To nie jest rysowanie na małej kartce A4, są sztalugi, wielkie płachty papieru, płótno. Maluje się pędzlem, olejnymi farbami, rysuje węglem... Potem te prace są widoczne, bo eksponujemy je w naszej szkole nawet przez lata.

A jak wygląda sama rywalizacja?

Muszę powiedzieć, że wiąże się ona z naprawdę dużym stresem. Trzeba stanąć oko w oko z kilkunastu jurorami. Ważna jest w tym momencie ciepła rozmowa, która stworzy uczestnikowi konkursu komfortowe warunki prezentacji. A potem trzeba tylko zrealizować to, co wynika z regulaminu. Jeżeli jest to prezentacja wokalna, należy zaśpiewać trzy utwory o zmiennym nastroju, jeżeli to prezentacja fotograficzna, uczestnik rywalizacji musi nie tylko pokazać zdjęcia, ale i opowiedzieć o okolicznościach ich powstania. W trakcie takiej rozmowy zaczynają topić się wszelkie lody, młodzi ludzie z sekundy na sekundę czują się pewniej. To samo z debiutantami startującymi w dziedzinie literatury. W tym przypadku często chodzi o traumatyczne doświadczenia z ich życia. Wiele tekstów ma charakter bardzo osobisty, dlatego ich upublicznienie nie przychodzi łatwo. My wówczas występujemy w roli świeckich spowiedników, którym powierza się najskrytsze tajemnice.

Jest pan pomysłodawcą „Debiutów”. Co skłoniło pana, żeby podjąć takie wyzwanie?

- To wypłynęło poniekąd z rozmowy, którą zainicjowała niegdyś moja córka. Pięknie śpiewająca, utalentowana nastolatka widziała wówczas potrzebę pokazania swoich umiejętności w konfrontacji z rówieśnikami. Zdałem sobie wówczas sprawę, że to może mieć głęboki sens. Dotychczas młodzież mogła prezentować swoje umiejętności co najwyżej podczas szkolnych akademii, ale w takich okolicznościach trudno uciec przed sztucznością, sztampą. Dzisiaj jesteśmy dalecy od tak skostniałych form wyrazu, przemawiamy do uczniów za pomocą choćby happeningów. To poniekąd efekt „Debiutów”, za sprawą których udało się stworzyć sprawnie funkcjonującą platformę artystyczną. Dzisiaj wiem, że nasze przedsięwzięcie było strzałem w dziesiątkę.

Co „Debiuty” dają samym uczestnikom konkursowych zmagań?

- Dziś młodzi ludzie budują swoją pozycję w gronie rówieśników poprzez swego rodzaju licytację. Zwykle chodzi o poziom zaawansowania w zakresie znajomości na przykład gier komputerowych. U nas autorytet buduje się poprzez uczestnictwo w „Debiutach”. Osoby, które śpiewają pokazują się dosłownie wszędzie, jeżdżą z występami do filharmonii, hospicjum, domu małego dziecka. Wyliczać można by bez końca. W takich okolicznościach młodzi ludzie zyskują pewność siebie i wiarę we własne możliwości. Stają się otwarci, nie obawiają się wyzwań. Poza tym ma to swoje odbicie w ocenach przedmiotowych. Debiutanci mogą liczyć na wyższe stopnie, czasem ich artystyczne prezentacje wpływają także na dorobek punktowy, istotny przy rekrutacji do szkół ponadgimnazjalnych. Nie kończy się to zatem jedynie na tradycyjnym uścisku dłoni.

Zdaje się, że za „Debiutami” stoi szeroka koalicja organizatorów. Kto angażuje się w to przedsięwzięcie?

- Najbliżej współdziała ze mną w tej materii moja żona. Pracuje w tej samej szkole, a poza tym połknęła tego samego bakcyla. To dla mnie bezcenna opoka. W skład zespołu organizatorów wchodzi ponadto wielu pedagogów z naszej placówki: to pani prowadząca świetlicę, nauczycielka muzyki, nauczycielka historii i wiedzy o społeczeństwie, koleżanki po fachu, a więc polonistki, pani bibliotekarka. Zajęcia warsztatowe to z kolei domena specjalistów spoza naszej placówki. Prowadzą je znani fotograficy, aktorzy, literaci, artyści-plastycy, instrumentaliści, specjaliści od wokalu. 

A kto to wszystko finansuje?

- Wspiera nas rada rodziców, która funduje wspomniane stypendium dyrektora. Jeżeli chodzi o warsztatowców, to staramy się zapewnić im materiały do pracy. Niektórzy nie chcą nawet tego. Nie wspominając już o wynagrodzeniu, bo takowego nie pobierają w ogóle. Robią to wszystko dla dzieciaków, mają z tego satysfakcję. Dodam jeszcze, że każdy z nich musi pokonać wiele kilometrów, żeby spotkać się z uczestnikami warsztatów. Czasem trzeba zabrać ze sobą ciężki sprzęt. Jest to zatem niemałe poświęcenie. 

W Deszcznie „Debiuty” przyjęły się i mają się dobrze. Jaka jest na to recepta? Jakie warunki winni stworzyć ci, którzy chcieliby podobną inicjatywę zaszczepić u siebie?

- Przede wszystkim musi być sprzyjająca atmosfera wśród pedagogów. Na wysokości zadania winien stanąć dyrektor placówki, musi wykazać się dobrą wolą i elastycznością w działaniu. Koniecznie trzeba znaleźć też kogoś, kto to wszystko ogarnie logistycznie, rozplanuje wszystkie etapy przedsięwzięcia, znajdzie osoby, które poprowadzą warsztaty. Pracy jest bardzo dużo, dlatego wszystko należy umiejętnie rozłożyć w czasie. Istotnym elementem tej układanki jest również wspomniana rada rodziców. Nam współpracuje się świetnie, porozumienie na tej płaszczyźnie jest wyższą koniecznością.

Jest pan dumny z tego projektu?

- Na ogół jestem po prostu zadowolony. Dumny byłem ze swej córki oraz kilku cudownie śpiewających moich podopiecznych. Czasem nawet łza wzruszenia w oku się zakręciła.

***

Fot. Arch. ZS Deszczno


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi