Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Skomlin jest do kochania

Za modrzewiowe perełki, sport i…

Urodziłem się, kiedy wszystko było na kartki. A właściwie nic nie było. Nie mogłem poznać smaku czekolady, w momencie, kiedy smakowałaby najlepiej. Natomiast odstałem swoje w kolejce po cokolwiek, wysyłany do sklepu z byle czym. Tam zacząłem poznawać swoją wieś. Ludzie ustawieni w bezładnym ciągu wzdłuż lady, przez kilka godzin czasami potrafili opowiadać o tym, jak to dawniej bywało. A ja, dzierżąc pod pachą wielkie torbisko, stałem i chłonąłem wszystko z otwartymi ustami. Nic dziwnego, że już wtedy chyba zapałałem żarliwym uczuciem do Skomlina- swojej małej ojczyzny, położonej na skraju województwa łódzkiego.

Dziś mam już „trójkę” z przodu i znam smak czekolady, w sklepach półki uginają się od dobrobytu, nikt niczego nie racjonuje na kartki, a kolejki gdzieś zniknęły w atmosferze dynamicznego rozwoju gospodarczego. Jedno się nie zmieniło: nadal jestem tu, nie zwiałem ani do raju za oceanem, ani do Zjednoczonego Królestwa. Dlaczego? Bo coraz silniej utwierdzam się w przekonaniu, że moja wieś do kochania jest — jak najbardziej.

Drewniane perełki — nasz turystyczny magnes

Kiedy zadaję sobie pytanie: za co mój Skomlin można pokochać, przychodzą mi na myśl dwie architektoniczne perełki. Budowle, których może nam pozazdrościć niejedna miejscowość w kraju.

Na owalnicy stanowiącej centrum Skomlina stoi modrzewiowy kościół pod wezwaniem św. Jakuba i Filipa. Świątynię zbudowano ok. 1746 roku, postawiono ją na miejscu spalonego wcześniej kościoła. Jej fundatorem był właściciel dóbr skomlińskich Władysław Bartochowski.


Kościół pw. św. Filipa i Jakuba — duma całego Skomlina

Kościół ten jest orientowany (z ołtarzem po wschodniej stronie). Od pozostałych świątyń drewnianych w okolicy odróżnia go to, że ma trzynawową konstrukcję. Obok znajduje się murowana dzwonnica z zegarem. Przed laty udało mi się wejść na jej szczyt, miałem wówczas okazję dokładnie przyjrzeć się dzwonom: Filipowi i Jakubowi. Wokół  kościoła zachowało się kilka starych drzew — pomników przyrody.

W wyniku starań proboszcza ks. Sławomira Masłowskiego, władz gminy i mieszkańców Skomlina udało się zgromadzić środki finansowe na remont świątyni. Wymieniono dach, zewnętrzną elewację, kamienną podbudowę oraz podłogę. Teraz przyszedł czas na renowację wnętrza i polichromii. Remont był konieczny, bo od strony północnej poszycie dachu przypominało sitko. Przy deszczu i roztopach woda lała się do środka, trawiąc drewniane belki oraz polichromie. Nie trzeba było być wnikliwym obserwatorem, by dostrzec, że na sklepieniu rozwija się grzyb.

Podczas modernizacji, cieśle rodem z Podhala wybudowali nową wieżę kościelną. Mieszkańcy Skomlina podziwiali poczynania górali z niekłamanym zachwytem. To już nie zwykłe rzemiosło a prawdziwy artyzm. Idealne proporcje oraz precyzja wykonania widoczne są nawet dla laika. Wieżę kunsztownie obito miedzianą blachą, jej kształt jest do tego stopnia skomplikowany, że gontowe poszycie spróchniałoby, jak przewidują fachowcy, zaledwie po trzech latach. Ciekawostką może być fakt, że na pamiątkę potomnym w tradycyjnej bulli złożono m.in. aktualne fotografie, zapiski dotyczące historii Skomlina i regionu, oraz będące w aktualnym obiegu pieniądze.

Skomliński kościół posiada wystrój w stylu barokowym z elementami rokoka. Pozorne sklepienie beczkowe wsparte jest na kolumnach. Ołtarz główny wykonano w stylu rokoko, na jego środku umieszczono obraz, przedstawiający patronów kościoła: św. Filipa i Jakuba. Poniżej znajdują się drewniane rzeźby św. Mateusza, św. Grzegorza, św. Augustyna i św. Marka. W lewym ołtarzu bocznym znajduje się obraz „Niepokalane Poczęcie”, natomiast w prawym ołtarzu bocznym obraz Anioła Stróża. Wszystkie ołtarze pochodzą z drugiej połowy XVII w.

Na uwagę zasługuje też drewniana barokowa chrzcielnica z miedzianą misą oraz ambona w kształcie kielicha. Przy ołtarzu, z prawej strony znajdują się stalle, w których prawdopodobnie zasiadali fundatorzy kościoła. Stalle z lewej strony wyposażone w kratki — służyły jako konfesjonały.

Na ścianach kościoła, w nawach bocznych znajdują się malowidła siedmiu sakramentów. Szczególnie dobrze zachowane jest malowidło „Sakrament małżeństwa”, na którym widzimy kobiety i mężczyzn przy szabli, ubranych w stroje polskie— kontusze. Widać również charakterystyczne, wysoko podgolone czupryny. Na beczkowym sklepieniu mistrz Więckowski umieścił malowidła ze scenami z życia św. Filipa i św. Jakuba.

Drugą perełką jest modrzewiowy spichlerz z drugiej połowy XVIII wieku— obiekt unikatowy w skali kraju. Podobnym zabytkiem może się pochwalić tylko Kazimierz Dolny na Wisłą. Mimo swej olbrzymiej wartości historycznej, skomliński spichlerz nie jest doceniany zarówno przez zdezorientowanych turystów, jak i okolicznych mieszkańców. Tymczasem obiekt na oczach wszystkich popada w coraz większa ruinę, poprzez dziurawe poszycie dachowe woda cieknie do środka, niszcząc drewniane belki wewnątrz budowli.


To jest właśnie nasz podupadający spichlerz, a właściwie jegofragment (całość trudno
zmieścić w kadrze — taki jest olbrzymi). Zamierzamy walczyć o jego rychły remont.

Cieszy mnie fakt, że wraz z wejściem Polski do Unii Europejskiej pojawiły się możliwości pozyskania pieniędzy na przeprowadzenie gruntownego remontu spichlerza. Kroki w tym kierunku poczyniło już Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Skomlińskiej. Firmuje ono projekt „Na ratunek spichlerzowi”, który przewiduje realizację szeroko zakrojonej kampanii społecznej. Dzięki temu w ciągu jednego roku ten unikalny zabytek ma szansę stać się wielką atrakcją turystyczną — tętniącą życiem wizytówką Skomlina. Realizacją projektu, zawierającego m.in.: stworzenie profesjonalnego filmu promocyjnego na temat spichlerza, uruchomienie specjalnej strony internetowej, założenie uczniowskiego koła regionalnego, wytyczenie szlaków turystycznych wiodących do tego zabytku, zajmą się członkowie wspomnianego stowarzyszenia oraz nauczyciele i uczniowie Gimnazjum w Skomlinie.

Sportem żyje moja wieś

Jestem dumny z tego, że raz do roku moją miejscowość opanowują sportowcy, reprezentujący kluby z całego kraju, a nawet zza granicy. A wszystko to za sprawa kolarstwa, które jest obecne w Skomlinie od niemal 30 lat.


Kolarstwem żyje Skomlin. Od niespełna 30 lat odbywa się tu tradycyjne kryterium uliczne
im. Ryszarda Szynczewskiego. Niebezpiecznych sytuacji nigdy tu nie brakowało,
kolarze muszą szczególnie uważać na skrzyżowaniu ul. Tysiąclecia i Parkowej.

Impreza od kilku lat nosi imię jej pomysłodawcy, nieodżałowanego Ryszarda Szynczewskiego. Pamiętam, jak to w niedzielny ranek, jako mały berbeć, ciągnąłem swego ojca za rękę, by ten czym prędzej zabrał mnie na trasę wyścigu. A on szedł, nie miał żadnych przeciwwskazań, sam przecież był i jest kolarskim kibicem. Wtedy, kiedy wszyscy poruszali się na „Wigrach” drugich, czy trzecich, widok profesjonalnej „kolarzówki” radzieckiej produkcji robił wielką furorę. Dziś dobre rowery nikogo już na drogach nie zaskakują, ale sportowy duch, towarzyszący skomlińskiemu kryterium, nadal jest obecny. I za to mojej miejscowości miłość się należy.

Przy okazji warto wspomnieć o nagrodzie dla najlepszych kolarzy, rokrocznie fundowanej przez mieszkańców Skomlina oraz lokalnych przedsiębiorców. Mowa oczywiście o rozsławionym w całym kraju „Kapeluszu Wuja”. W ideę tę od kilku lat angażuje się wspomniane Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Skomlińskiej. Mimo, iż wyścig kilka razy zmieniał swoją formułę, kapelusz obficie wypełniony społecznymi datkami zawsze trafiał do najbardziej aktywnego zawodnika. Swoją wieś uwielbiam także za reaktywowane przed kilku laty Powiatowe Igrzyska Ziemi Wieluńskiej, odbywają się one na stadionie Gminnego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Skomlinie. Jest to doskonała okazja do tego, by wszystkie gminy naszego powiatu skonfrontowały swe siły na sportowej arenie.

Igrzyska Sportowe Ziemi Skomlińskiej dla Powiatu Wieluńskiego już dawno na trwałe zapisały się w historii regionu. Mogę zdradzić, że po raz pierwszy zorganizowano je w dwa lata po wojnie. Wyłącznym organizatorem imprezy, która wówczas odbywała się w przyszkolnym parku był Ludowy Zespół Sportowy w Skomlinie. Uczestnicy ówczesnych zawodów mawiają, że zawsze panował tu duch wielkiej rywalizacji.


Powiatowe Igrzyska Ziemi Wieluńskiej to sportowe święto nie tylko Skomlina, ale i
pozostałych miejscowości powiatu. Skok w dal to tylko jedna z kilkunastu
obwiązujących dyscyplin.

Do chwili obecnej cieszą się one niesłabnącą popularnością, mimo że ich program praktycznie się nie zmienił. Wyjątek stanowi tu wprowadzenie sztafety 4 razy 100 metrów mężczyzn, która to konkurencja zastąpiła rzut oszczepem. Od kilku lat w ramach tej imprezy organizowany jest turniej strzelecki. Uczestniczą w nich trzyosobowe zespoły, reprezentujące każdą z gmin powiatu wieluńskiego. Igrzyska to nie tylko sportowa rywalizacja. Przy okazji na skomlińskim stadionie organizuje się bogaty w rozmaite atrakcje festyn, połączony z trwającą do późnych godzin nocnych zabawą taneczną.

Moja wieś pięknieje. A me uczucie kwitnie coraz bardziej

Od początku roku Skomlin zmienia się nie do poznania. W centrum miejscowości aż roi się od pomarańczowych kamizelek — takiego poruszenia nikt nigdy tu nie widział. Pojawiły się brukowane chodniki, podjazdy, odwodnienia, skwerki… Niebawem będzie nowy asfalt w całym centrum. A wszystko to w ramach programu „Odnowa wsi” i znacznej dotacji ze Starostwa Powiatowego w Wieluniu. Do tej inwestycji nikt nie podchodzi obojętnie. Nic dziwnego, przecież przez kilkadziesiąt lat wszyscy mieszkańcy mogli tylko narzekać na kondycję naszej lokalnej infrastruktury. Teraz będziemy mieli wieś jak z bajki.

Przemysław Chrzanowski

Fot. autor

wersja do druku


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi