Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Data utworzenia: 2007-10-29
Data modyfikacji: 2008-03-20

Biegiem ku jesieni

Tego się nikt nie spodziewał. Kiedy ksiądz w kościele na sumie głosił, że po południu odbędzie się bieg, w którym wszyscy mogą wziąć udział, parafianie uśmiechali się tylko pod nosem. Gdyby mogli, chóralnie odpowiedzieliby na to zaproszenie tak: u nas takie rzeczy są niemożliwe!

A jednak. O 14 przed miejscową szkołą zebrał się spory tłumek zainteresowanych. Z początku „meldowali” się tylko gimnazjaliści, wiedzieli, że pierwsze miejsca są dla nich praktycznie zarezerwowane. Wszak podczas ostatnich zawodów lekkoatletycznych odnieśli wiele spektakularnych sukcesów. Nie minął kwadrans, a w sekretariacie zawodów zaczęli się pojawiać pierwsi odważni dorośli. Odbywało się to na zasadzie: trochę się wstydzę, ale jak ze mną pobiegniesz, to się zdecyduję. I tą metodą udało się do startu w biegu (pierwszym w historii naszej miejscowości) namówić ponad sto osób.


Jednym z głównych organizatorów imprezy była pani Jadwiga Kowalek, sekretarz
gminy Skomlin. Podczas mozolnych przygotowań znalazła nawet chwilę na to, by
misternie przyozdobić swoją okolicznościową koszulkę.


Na trasę 4-kilometrowego biegu musieli wybiec tylko ludzie dobrze przygotowani
fizycznie. Rozgrzewka była tu jak najbardziej na miejscu.


Wielu spośród uczestników imprezy, wspominało, że do takich ewolucji ostatnio
zmuszano ich podczas zajęć wychowania fizycznego w szkole podstawowej. Jak się
okazało, na tę formę aktywności nigdy nie jest za późno.


I już wszyscy są na trasie. Szutrowa nawierzchnia nie każdemu z biegaczy służy.
Zwarta grupa zawodników porwała się na strzępy. Do mety pozostały jakieś trzy kilometry.


Towarzysko, rekreacyjnie, bez pośpiechu. Tak też można było przebiec dystans
jesiennego biegu. Bo nie wynik się liczył, a sam fakt uczestnictwa i to, by stać
się wzorem do naśladowania. Tym bardziej, kiedy jest się odpowiednio od lewej:
wójtem (Grzegorz Maras), proboszczem (ks. Sławomir Masłowski) i członkiem Rady
Gminy (Elżbieta Kiczka)


Młodzi gniewni na wirażu. Jeszcze tylko 1,5 kilometra przed nimi. Są zmęczeni,
ale humory im dopisują. Spodziewają się, że na mecie będą jednymi z najlepszych.
Niestety, nie wiedzą, że w tym czasie zwycięzcy właśnie przekraczają tę
magiczną, białą linię.


W wielu wypadkach bieg stał się marszem. Nikt jednak nie mówił, że to mają być
wyścigi. Wielu uczestników imprezy w tym momencie chwytało się za głowę,
obiecując sobie poprawę własnej kondycji.


Nareszcie na mecie. Radość wielu spośród zawodników była ogromna. Pokonywali nie
tylko swych konkurentów, pokonywali niejednokrotnie własne słabości.


Uplasowali się mniej więcej w połowie stawki. Nie kryli zadowolenia z wyniku,
gratulowali sobie wzajemnie – takich obrazków na mecie jesiennego biegu było mnóstwo.


Do mety dobiega, wspierające się do ostatnich metrów, małżeństwo. Są niebywale
zmęczeni, ale uśmiechnięci. Cieszą się, że po kilkudziesięciu latach,
 w ostatniej chwili zdołali podjąć decyzję o udziale w imprezie.


No i wreszcie dobiegli. Tuż za nimi ostatni maruderzy, a potem rowerzyści i długi sznur
samochodów. Takiej obstawy nie powstydziłby się nawet kolarskiWyścig Pokoju.
Unoszą ręce do góry, metę przekroczą za ułamek sekundy, będą im towarzyszyć
głośne okrzyki i brawa publiczności.


Organizatorzy zadbali o wszystko. Mimo, że od niedzielnego obiadu mięło niewiele
czasu, każdy mógł liczyć na sążnisty kawał smażonej w ognisku kiełbaski.
Najbardziej cieszyły z tego się dzieci.


Faworyci nie zawiedli. Na podium znaleźli się reprezentanci rodzimego gimnazjum.
Najlepiej spisał się Krzysztof Kowalek (w środku), tuż za nim linie mety
przekroczył Paweł Ciężki (po lewej), na trzecim miejscu uplasował się natomiast
Krystian Filipiak.

Autor: Przemysław Chrzanowski

   FOTOSTORY - ARCHIWUM - FOTOSTORY - FOTOSTORY - ARCHIWUM - FOTOSTORY - ARCHIWUM

 

wersja do druku


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi