Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Rycerzem być...

 

W Bolesławcu, niegdyś nadgranicznej miejscowości położonej nad Prosną, znajduje się niezwykłej urody baszta.
Na wzgórzu, u jej stóp widać resztki ruin po średniowiecznej warowni wybudowanej przez Kazimierza Wielkiego.
To szczególnej urody miejsce wielokrotnie stawało się miejscem spotkań ludzi, którzy nad życie ukochali sobie
rycerski stan. Przyjeżdżają tu, zakładają średniowieczne osady, pokazują współczesnym, jak drzewiej bywało...


Handel istnieje od zawsze... Dlatego podczas rycerskich spotkań nikogo nie dziwią
stragany ze średniowiecznym asortymentem. Dominuje oczywiście ówczesny oręż.
Na zdjęciu sprzedawca łuków zachęca klienta do nabycia jednego z egzemplarzy.



 
Po zakupie koniecznie należy nowy sprzęt wypróbować. Z takiej broni spokojnie można
na wylot przeszyć każdą średniowieczna zbroję. Na szczęście dzisiejsi rycerze
strzelają co najwyżej do słomianej tarczy.

 


Członkowie bractwa rycerskiego chętnie dzielą się swoimi doświadczeniami z młodymi
mieszkańcami Bolesławca. Wywijanie szabelkami bardzo się chłopakom spodobało.
Te groźne rycerskie atrybuty mogli zdzierżyć tylko za zgodą rodziców.


 
Za chwilę cała okolica zadrży. Strzelcy nabijają właśnie lufy swych rusznic
strzelniczym prochem. To dość długi, mozolny rytuał.

 


Najwięcej hałasu można jednak narobić za sprawa tej niewielkiej armaty. Po odpaleniu lontu
najlepiej zatkać sobie uszy. W przeciwnym razie można nabawić się „pękniętych bębenków”.


Strzelcy opanowali wzgórze. Za moment odpalą lonty w swoich rusznicach.
Każdemu udziela się lekkie poddenerwowanie. Nie zawsze strzały dochodzą do skutku.
Tym razem jednak pójdzie wszystko dobrze.


 
Walka. To, na co wszyscy czekają. Rycerze toczą z sobą pojedynki w ramach
uroczystego turnieju. Widać, że zakuci w zbroje mężczyźni nie oszczędzają się.
O sile ciosów świadczą liczne wgięcia, widoczne na zbrojach i tarczach.


Przed pojedynkiem dobrze jest upaść na kolana i odmówić modlitwę za powodzenie w walce.

 


Kolejna brutalna walka. Brzęk żelastwa nie napawa optymizmem. Chyba nikt nie chciałby
stanąć oko w oko z jednym z walczących rycerzy.


I stało się. Jednemu z walczących polała się krew. Na szczęście rana okazała się niegroźna.
Migiem opatrzył ją, znający się na sztuce, zakonnik.


Przy rycerzach zawsze są damy ich serc. Na co dzień czuwają nad domowym ogniskiem.
Podczas turniejów, służą swoim mężczyznom. Pomagają wyzwolić się ze zbroi,
raczą ich napitkiem oraz wykwintną strawą.

Autor:

Przemysław Chrzanowski 

wersja do druku


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi