Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Data utworzenia: 2011-08-05

Legalna kąpiel dla nielicznych

 

Jest pełnia lata i choć pogoda czasem nie rozpieszcza, to i tak ciągnie człowieka nad wodę. Tymczasem radykalnie zmniejszyła się liczba legalnych kąpielisk, jest ich o połowę mniej niż jeszcze rok temu. Dlaczego? Stoją za tym restrykcyjne przepisy zawarte w nowej ustawie o prawie wodnym.

Z prowadzenia kąpieliska zrezygnować musiał Janusz Olbromski, właściciel ośrodka wypoczynkowego położonego w malowniczym zakolu Warty.

 – Tereny mamy bardzo atrakcyjne, przyjeżdża sporo gości ze Śląska, albo Łodzi. Wszystkich wabi do nas obecność rzeki, można powędkować, urządzić spływ kajakiem, oraz zwyczajnie popływać. W trosce o komfort letników przed laty uruchomiliśmy wspólnie z gminą legalne kąpielisko. Został wydzielony odpowiedni teren na plażę, bojami wytyczyliśmy obręb bezpiecznego akwenu, wybudowaliśmy kilkunastometrowe molo. Żeby wszystko było zgodne z przepisami, sanepid badał czystość wody. Nigdy nie było większych przeciwskazań, woda nadawała się do kąpieli. No chyba, że zakwitły sinice, wówczas zamykaliśmy kąpielisko na parę dni. Teraz, niestety, nie funkcjonuje ono wcale. Nie stać mnie na spełnienie wszystkich warunków, jakie wynikają z nowej ustawy. Wszystko dlatego, że gmina nie jest zainteresowana partycypowaniem w kosztach, nie widzę także chęci do jakiejkolwiek współpracy.
 

Profesjonalizm kosztuje

Żeby kąpielisko mogło uchodzić za takie z prawdziwego zdarzenia, należałoby zatrudnić profesjonalnych ratowników. Jak się zorientowaliśmy, ratownicy zrzeszeni w Wodnym Ochotniczym Pogotowiu Ratunkowym nie palą się do pracy w regionach, które nie uchodzą za turystyczne. Niemal wszyscy uciekają nad Bałtyk, albo rozliczne jeziora.

– Już wiosną próbowałem zorientować się w kosztach zatrudniania 2-3 ratowników i okazało się, że trzeba byłoby się liczyć z wydatkiem około 3 tysięcy złotych na głowę. Oczywiście z ubezpieczeniem, podatkiem itd. – tłumaczy Janusz Olbromski.

– Pomyślałem wówczas, że można byłoby przekształcić kąpielisko w miejsce zwyczajowo przeznaczone do kąpieli. Tutaj nie ma wymogu zapewnienia profesjonalnej opieki ratowników, pozostaje jednak obowiązek stałego monitoringu jakości wody. Jednorazowo to wydatek rzędu 400-450 złotych. Pozostaje jeszcze kwestia utrzymania obiektu, co jakiś czas trzeba wyrównać dno rzeki, oczyścić nabrzeże i regularnie dbać o porządek. W skali całego sezonu trzeba na to przeznaczyć kolejne kilkaset złotych.

Urzędowe wymagania

Pieniądze to nie wszystko, organizator kąpieliska musi sprostać wielu formalnym wyzwaniom. Jego działania winny zacząć się na wiele miesięcy przed wakacjami, do 31 grudnia roku poprzedzającego sezon kąpielowy musi złożyć wniosek do wójta, burmistrza, lub prezydenta miasta o umieszczenie danego akwenu w wykazie kąpielisk. Trzeba w nim zawrzeć swoje dane osobowe, określić lokalizację kąpieliska, wskazać przewidywaną maksymalną liczbę osób korzystających z akwenu, podać termin otwarcia i zamknięcia kąpieliska oraz opisać jego infrastrukturę. Do wniosku trzeba załączyć pozwolenie wodnoprawne, aktualny profil wody w kąpielisku (sporządza się go mniej więcej do połowy marca) oraz ocenę jej jakości. Nie wolno także zapomnieć o przedstawieniu sposobu gospodarowania odpadami.

Sporo papierkowej roboty mają także urzędnicy. W zakresie ich obowiązków znajduje się m.in. sporządzenie wykazu kąpielisk na podstawie złożonych wniosków (do 31 maja), przygotowanie stosownej uchwały, która zostanie potem poddana pod głosowanie podczas posiedzenia rady gminy, czy rady miejskiej. Wcześniej ów projekt muszą zaopiniować: dyrektor regionalny zarządu gospodarki wodnej, wojewódzki i państwowy inspektorat ochrony środowiska, a w przypadku kąpielisk morskich właściwy dyrektor urzędu morskiego. Po stronie urzędników leży ponadto prowadzenie i aktualizacja ewidencji kąpielisk, nieodpłatne przekazywanie informacji na wniosek właściwego państwowego inspektora sanitarnego, dotyczących oceny jakości wody oraz zakazu kąpieli. Rolą urzędników jest także informowanie społeczeństwa o kondycji kąpieliska.

Jak już wspomnieliśmy, najważniejszą sprawą w przypadku kąpielisk jest stały monitoring jakości wody. Prowadzi go nie tylko sam organizator, ale i właściwa dla danego terenu jednostka badawcza. Kontrole urzędowe, w zależności od zapotrzebowania mogą mieć charakter bieżący, sezonowy lub czteroletni. Ten rodzaj badania jest bezpłatny zarówno dla organizatora kąpieliska, jak i danego samorządu. Szczegółowe wytyczne znajdują się w „Rozporządzeniu Ministra Zdrowia z dnia 8 kwietnia 2011 roku w sprawie prowadzenia nadzoru nad jakością wody w kąpielisku i miejscu wykorzystywanym do kąpieli” (Dziennik Ustaw z 22 kwietnia 2011 Nr 86 poz. 478).
 

Kąpielisk jak na lekarstwo

Skoro przepisy stały się tak restrykcyjne, to gdzie można bezpiecznie oddać się urokom kąpieli w naturze? Oczywiście prym wiodą tu miejscowości nadbałtyckie. W samym województwie pomorskim znajduje się aż 70 kąpielisk regularnie monitorowanych przez stacje sanitarno-epidemiologiczne, każde z nich obsługiwane jest przez kilku, czasem kilkudziesięciu ratowników. Nieco mniej, bo niespełna 50 kąpielisk, doliczyliśmy się w województwie zachodniopomorskim oraz 16 w kujawsko-pomorskim. Rzecz dotyczy nie tylko kurortów nadmorskich, ale i miejscowości położonych nad licznymi w tej części kraju jeziorami. Co ciekawe, w województwie warmińsko-mazurskim, słynącym z obfitości jezior właśnie, funkcjonuje zaledwie 13 kąpielisk spełniających obowiązujące normy. Z danych Państwowej Inspekcji Sanitarnej wynika, że bezpiecznie kapać można się tylko w Giżycku, Kale, Lidzbarku, Olsztynie, Ostródzie, Pelniku, Swobodzie, Szczytnie i Wielochowie.

Dużo gorzej jest w Polsce centralnej. Tutaj do legalnego, czystego kąpieliska trzeba jechać godzinami. I tak na przykład w województwie łódzkim istnieje zaledwie 7 profesjonalnie przygotowanych akwenów: w Głownie (rzeka Mroga), Grotnikach (rzeka Linda), Łasku (rzeka Grabia), Rawie Mazowieckiej (rzeka Rawka), Rząsawie (rzeka Widawka), Skierniewicach (Zalew Zadębie) oraz Słoku (na rzece Widawce).  Jeszcze gorzej jest w województwie lubuskim, tutaj zlokalizowano tylko trzy kąpieliska, w miejscowościach: Długie (jezioro Lipie), Sławno (jezioro Sławskie), Tarnów Jezierny (jezioro Tarnowskie Małe|). Najgorzej jest jednak w Małopolsce, bo tutaj bezpiecznych, naturalnych kąpielisk po prostu nie ma – przynajmniej tak wynika z danych Głównego Inspektoratu Sanitarnego.
 

Za drogie aquaparki

Czy jest jakakolwiek alternatywa dla mieszkańców tych regionów naszego kraju, gdzie z kąpieliskami krucho? Jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest korzystanie z krytych lub otwartych pływalni, czy też wyrastających jak grzyby po deszczu aquaparków. Problem jednak w tym, że to kosztuje. I to nie mało. Dla przykładu wróćmy do Małopolski: Park Wodny „Kraków” normalną wejściówkę ceni sobie na poziomie 20 złotych w dni powszednie, w weekend godzina luksusowego pławienia się w wodzie to wydatek 22 złotych. Łatwo policzyć, że koszt pobytu w aquaparku dla 4-osobowej rodziny ledwo „zamknie się” w stu złotych. I to za jedną, skromną godzinkę… W tej sytuacji szukamy kolejnej alternatywy. 

Kąpiel na dziko­­­? Darmowe niebezpieczeństwo

Wybór pada zazwyczaj na dzikie kąpieliska. Tych jest naprawdę sporo, występują one chyba w każdej okolicy. Za niektórymi ciągną się mroczne historie, bo ktoś się utopił, bo za sprawą niefortunnego skoku z mostu kręgosłup ktoś sobie połamał, bo zanieczyszczenia… Ale jakoś nam to nie przeszkadza, tłumaczymy sobie, że nas to nie dotyczy i ochoczo dołączamy do tłumu pławiących się w zupie pełnej bakterii. „Za zupełną darmochę” – jak zwykł mówić Jurek Owsiak - delektujemy się słońcem, wylegujemy na kocykach, przegryzamy kabanosy. I możemy to robić nie tylko przez godzinę, a przez cały Boży dzień.

Niestety, na tym pozytywy się kończą.  Na każdym kroku łamie się tutaj prawo i zasady dobrego wychowania. Kierowcy, jeśli by mogli, wjechaliby swoimi samochodami do jeziora, czy rzeki. Na nabrzeżach w niekontrolowany sposób rozpala się ogniska. To miejsca, w których zazwyczaj spożywa się też alkohol. Powszechnie wiadomo, że pijaństwo w połączeniu z wypoczynkiem nad wodą, może prowadzić do tragicznych następstw. Od początku wakacji w całym kraju utonęło blisko sto osób, w kilkunastu przypadkach zawinił alkohol. Jak przekonują specjaliści, pod jego wpływem źle oceniamy sytuację. Jeśli odpoczywamy nad jeziorem, morzem, czy rzeką i pijemy na przykład niewinne piwko, po prostu nie wchodźmy do wody.  Jeśli widzimy, że ktoś jest nietrzeźwy i chce pływać, zareagujmy, nie bądźmy obojętni. Zwracajmy także uwagę na sprzęt, którym będziemy poruszać się po wodzie. Bywa, że wypożyczone kajaki, czy łódki mają dziurawe dna. Czasem wypożyczający nie pamiętają o udostępnieniu kapoków, bezwzględnie powinno się je zakładać przynajmniej dzieciom. I niezależnie od tego, gdzie zażywamy kąpieli, nie spuszczajmy oczu ze swoich maluchów. Jedna chwila nieuwagi może zakończyć się tragedią.

Przemysław Chrzanowski
pchrzanowski@ww.org.pl

wersja do druku


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi