Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Data utworzenia: 2011-12-06

Cyklista, poeta, marzyciel

 

Franciszek Sośnik mieszka w Dobrzeniu Wielkim. Niedawno stuknęła mu sześćdziesiątka. Wielu jego rówieśników zaczyna w tym wieku z rezerwą podchodzić do życia. On wprost przeciwnie, stara się je połykać wielkimi haustami. Jest zapalonym cyklistą, kabareciarzem i poetą. Ma doskonałą pamięć, zna z imienia i nazwiska ponad dwustu swoich przodków.


Pan Franciszek Sośnik.

Przemysław Chrzanowski: Nie za wiele ma pan na głowie? Skąd taka wszechstronność? Swoimi pasjami mógłby pan obdzielić kilku facetów...

Franciszek Sośnik: - A żeby było jeszcze ciekawiej, to powiem, że z wykształcenia jestem matematykiem. Całe swoje życie zawodowe przepracowałem w Szkole Podstawowej w Starych Siołkowicach. Uczyłem nie tylko rachunków, ale i fizyki oraz wychowania fizycznego. Zawsze interesowałem się sportem, fascynuje mnie również historia – przede wszystkim ta odnosząca się do Śląska, ponadto moim konikiem jest genealogia. Bywam też artystą. Myślę, że to wszystko za sprawą niespokojnego ducha, który gdzieś tam głęboko we mnie tkwi i nie pozwala siedzieć z założonymi rękami.

Zacznijmy od sportu. Jest pan cyklistą, co w tym nadzwyczajnego?

 - Obwołano mnie prezesem lokalnego klubu rowerowego, tę funkcję piastuję już od trzech lat. Jest nas całkiem sporo, ponieważ grupa liczy około 130 osób. Nasz peleton tworzą głównie ludzie w średnim wieku oraz emeryci. Praktycznie przez cały rok serwujemy sobie wyjazdy w ciekawe miejsca, pokonujemy dystanse na poziomie 40-50 kilometrów. Byliśmy niedawno na Górze św. Anny, odbyliśmy sporo rajdów po atrakcyjnych miejscach w regionie. W naszym gronie nie brak bardziej ambitnych cyklistów, do rzadkości nie należą wyprawy zagraniczne, jeden z kolegów był jakiś czas temu w Amsterdamie. Wraz z nim i kilkoma znajomymi wybrałem się kiedyś do Zgorzelca, stamtąd do Bogatyni, skąd po pięciu dniach przez Czechy wróciliśmy do domu. W ubiegłym roku natomiast objechaliśmy rowerami wyspę Bornholm, zajęło nam to zaledwie dwa dni. W tym sezonie planujemy zaliczyć polskie wybrzeże. Trasa będzie wiodła z Świnoujścia do Gdyni. Mamy zatem czas zarówno na relaks, jak i prawdziwe wyzwania.

Opolszczyzna to wspaniałe tereny dla turystyki rowerowej i pieszej. Od niedawna w waszej okolicy można powędrować szlakiem św. Jakuba.

- Tak się szczęśliwie złożyło, że wytyczono go po naszej stronie Odry, chociaż jego historyczne położenie było nieco inne. Myślę, że za decyzją o takim jego wytyczeniu stał fakt, iż z tej strony znajduje się kilka atrakcji turystycznych, które można przy okazji zobaczyć. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że nie ma jednego szlaku św. Jakuba, tych dróg jest bardzo wiele w całej Europie. Są to szlaki pątnicze, wiodące do Santaiago de Copostella w Hiszpanii, gdzie spoczywa tenże św. Jakub, jeden z apostołów Chrystusa. Do pielgrzymowania w to miejsce namówił wszystkich Jan Paweł II, który był w Santiago w 1982 roku. Jako pierwsi wyruszyli bodaj Francuzi, potem swój szlak wytyczyli Niemcy, przyszła więc kolej i na Polskę. Jedna z tras wiedzie właśnie przez naszą miejscowość, a nazwano ją „Via Regia”. Uczestniczyliśmy w jej znakowaniu, często zdarza nam się pokonywać niektóre części szlaku, zazwyczaj są to dystanse nie dłuższe niż 15-20 kilometrów. W najbliższym czasie nasz odcinek ma się połączyć z tym, który wytyczany jest od strony Głuchołaz. Cały szlak „Via Regia” ciągnąć się ma prawdopodobnie od samego Kijowa. Trudno dokładnie określić jaki będzie długi w całości. Wiadomo natomiast, że z Dobrzenia Wielkiego do Santiago de Compostela mamy 3424 km. Tak długą pielgrzymkę koniecznie trzeba rozłożyć sobie na kilka miesięcy. Bodajże w kwietniu spotkałem grupę z Olkusza, która z wolna przemierzała opolski odcinek. Zapewniali mnie, że do jesieni zdążą dotrzeć do celu. Dodam jeszcze, że szlak Jakubowy to nie miejsce dla dużych zorganizowanych grup pielgrzymkowych. Ważna jest bowiem medytacja i obcowanie z przyrodą, dlatego nierzadko widuje się tu samotnych pątników.

Z wykształcenia jest pan matematykiem, skąd w ścisłym umyśle miejsce na romantyzm, objawiający się pod postacią poezji?

- Muszę przyznać, że wszystkich to dziwi. Niestety, nie potrafię racjonalnie wytłumaczyć, skąd u mnie ta smykałka do rymowania. Pisałem przez całe życie dla siebie, z nikim nie dzieliłem się swoją twórczością. Wiersze powstawały w różnych momentach, czasem zapominałem o pisaniu na kilka lat. Powody były różne: pojawiła się rodzina, budowałem dom, zajmowałem się pracą. Siebie jako poetę zacząłem ponownie odkrywać całkiem niedawno. Stało się to za przyczyną grupy muzyczno-literackiej „Cool’och”, jaka się w Dobrzeniu Wielkim narodziła ( a właściwie reaktywowała po 14 latach niebytu). Zespół kabaretowy, bo tak nas powszechnie się nazywa, dysponuje bardzo ciekawym repertuarem. Wykonujemy utwory klasyków, nie stronimy na przykład od piosenek Bułata Okudżawy. Mamy także swoje autorskie programy, od paru miesięcy prezentujemy godzinny program pt. „Wino, kobiety i śpiew”. No i jak to w kabarecie, trzeba czasem napisać kilka tekstów, a potem je zaprezentować publicznie. Powiedzieli, że bardzo ładnie mi to wychodzi, że może napisałbym cos więcej… I tak powoli zaczął we mnie budzić się swego rodzaju twórczy głód.

Jego efektem stał się autorski tomik wierszy.

- Tak, udało mi się wydać książeczkę z kilkudziesięcioma utworami. Wybrałem do niej zarówno te wiersze, które pisałem w latach 70., jak i te całkiem współczesne. Nieco wcześniej swoje dzieła publikowałem w lokalnym piśmie. To właśnie jego redaktor naczelny nakłonił mnie do wydania tomiku. Do sprawy przychylnie odniósł się również wójt gminy, który sfinansował całe przedsięwzięcie. Pomyślał sobie, że warto mieć u siebie poetę, który może przyczynić się do promocji gminy. Mój tomik został zatytułowany „Ważę słowa” i z przyjemnością muszę zaznaczyć, że rozszedł się jak ciepłe bułeczki.

Poetą jest pan na zawołanie?

Kiedy przychodzą do mnie ludzie i mówią: „Napisz mi coś na taką, albo inna okazję”, to ja odmawiam, bo nie potrafię tworzyć na zamówienie. Nie jestem pod tym względem rzemieślnikiem. Staram się bacznie obserwować otaczający mnie świat i czekam na tę szczególną myśl. Jeśli takowa się pojawia, biorę do ręki długopis i składam to w zjadliwą całość. W moim przypadku bardzo sprawdza się powiedzenie, że poetą się nie jest, tylko, że się nim bywa. W tej profesji niczego nie wolno robić na siłę.

Czego można panu życzyć?

- Tego, bym nadal miał szansę na swej drodze spotykać ludzi pozytywnie zakręconych. Bo tylko tacy dają mi kopa do działania.

***

Tekst i fot. Przemysław Chrzanowski
pchrzanowski@ww.org.pl

wersja do druku


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi