Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Data utworzenia: 2012-02-09

„Świat był piękny, a ludzie niezgorsi”

 

Stanisława Plewińska to jedna z pierwszych powojennych osadniczek Deszczna, przyjechała tu wraz z rodzicami szukać lepszego życia. Po trudnym (ze względu na biedę) dzieciństwie i jeszcze trudniejszych latach wojny, rodzice dorastającej wówczas Panny Stasi postanowili wyemigrować na Zachód. Dotarli do wsi Krupczyn (dziś część Deszczna) i tu postanowili doczekać szczęśliwie końca swych dni.


Pani Stanisława Plewińska na tle swoich obrazów.

Deszczeńska ziemia, a szczególnie dom w Maszewie, przywitała Panią Stanisławę tragicznie. Przecierpiała wiele, ale mimo tego zachowała radość życia, hart ducha i wolę przeżycia. Sama przyznaje, że ciężkie chwile przetrwała dzięki dobrym ludziom i możliwości przelewania na papier tego, co czuje. Dziś można uznać, że każdy z wierszy poetki jest swego rodzaju komentarzem zdarzeń i przypadków.

Do Pani Stanisławy wybrałam się po przeczytaniu jej najnowszej książki na którą składają się dwa opowiadania „Świat był piękny, a ludzie niezgorsi” oraz „Córka trzech matek”. Nie miałam okazji wcześniej poznać autorki, dlatego po lekturze książki, spodziewałam się spotkać smutną staruszkę, zatopioną we wspomnieniach o tragicznych przeżyciach z przeszłości.

Moje zaskoczenie było ogromne, gdy już na progu przywitała mnie energiczna i uśmiechnięta, elegancka starsza Pani. Z jej postaci, ruchów, sposobu wypowiadanych słów wychyla się żartobliwy chochlik, który pojawia się również na fotografiach zamieszczonych w książce. Pamięć po tragicznie zmarłych synkach jest ciągle żywa, tak samo jak wspomnienia z wojny, ale pani Stasia żyje tym co jest dzisiaj. Pisze, maluje, rzeźbi (chociaż z racji wieku już rzadziej) i uczestniczy w wielu ważnych dla świata literackiego imprezach.


Pracownia autorki.

Skromny pokoik pełen jest starych fotografii i licznych pamiątek. Pani Stasia przy herbacie i pysznych ciasteczkach jej córki Jadwigi zabrała mnie w daleką podróż pełną wzruszeń. Chciałam zrobić krótki wywiad o Jej najnowszej książce, a przesiedziałam tam ponad 2 godziny i wiem, że to i tak za mało, żeby poznać tą Panią. Obowiązek wywiadu jednak spełniłam, a przemyślenia autorki przedstawiam poniżej.

Katarzyna Szczepańska: Do tej pory dała się Pani poznać jako poetka. Znamy „Polny kwiat”, „Kłosy”, „Mój dom wapnem malowany” i ostatni tomik „Przyloty, odloty”. Co popchnęło Panią w stronę prozy?

Stanisława Plewińska: Chciałam opisać ludzi wsi. Jak mają ciężko, pracują i nie mają śmiałości porównać się z tymi z miasta, a mimo to kochają wieś i nigdy nie zamieniliby jej na miasto – Ja bym tak nie zrobiła. Nigdy nie zamieniłam i nigdy nie zamienię wsi na miasto. Piszę o wsi i przyrodzie, które bardzo kocham. Choć bardzo lubię miasto (moje dzieci tam mieszkają), ale nigdy bym się nie przeprowadziła.

K.S.: Ale łatwiej jest pisać prozę?

S.P.: Odważyłam się pisać prozę i mam chęć dalej tak pisać, ale wcale nie jest łatwiej, bo to musi być prawda. Pytają mnie często – „czemu Stasia nie napiszesz czegoś wesołego?” Ale jak mam pisać wesoło, skoro wesoło nie było. Ja nie umiem tak koloryzować.

O sobie samej

Stanisława Plewińska

Szata pola

Nie należę do tych ludzi

Co wspaniałe są ich słowa

Ja należę do tych drugich

Co są prości jak ich mowa

 Dzieło artystki.
 

K.S.: Jak długo przygotowywała się Pani do spisania swojej historii i skąd odwaga by ją odkryć dla ogółu?

S.P.: Nie przygotowywałam się jakoś specjalnie. To po tragicznych przeżyciach (śmierci moich synków) nie miałam gdzie tego bólu pomieścić. Zaczęłam myśleć i z tego bólu najpierw zrodziły się wiersze. Potem mnie namówili na prozę i stąd ta opowieść.

K.S.: Książka napisana jest prostym, potocznym językiem. Nie boi się Pani krytyki za swój warsztat? Że taka niewykształcona, że prosta kobieta, a zabiera się za poważne rzeczy?

S.P.: Jak jestem sama to się nie boję, ale jak jestem między pisarzami to boję się bardzo. Ja tylko siedem klas skończyłam, a między pisarzami mało jest takich ludzi ze wsi. Jednak to co robię wypływa z wewnątrz mnie. Jestem samoukiem i czuję, że po to Bóg dał mi talent, żebym coś z nim zrobiła. Inaczej by się na mnie pogniewał.

K.S. „Świat był piękny…” to historia Pani młodości, a czy „Córka trzech matek” to prawdziwa historia?

S.P.: Tak, ja tylko prawdę piszę. Zmieniłam niektórym nazwiska, bo nie chciałabym kogoś urazić, niektórzy jeszcze żyją, ale reszta to sama prawda. Ciężka, i w tych czasach trudna do uwierzenia, ale prawda.

                        Praca artystki w ogrodzie.                 Przy swoim "domku rozmyślań".

K.S.: Do kogo Pani kieruje swoje dzieła?

S.P.: Do takich ludzi, którzy chcą zrozumieć, że prawda o pracy na wsi jest bolesna, ale jest jeszcze dobroć ludzi, którzy mimo braku szkół rozumieją i potrafią pomóc tak bezinteresownie. Mówię, że tak można przejść w zgodzie swoje życie. Każdy ma swój los przeznaczony i nie ucieknie się. Możesz walczyć i nie uciekniesz. Mimo cierpienia musimy przetrwać wszystko.

K.S.: Jak udało się Pani, mimo tylu nieszczęść, które starczyłyby na załamanie kilku osób, zachować pogodę ducha?

S.P.: Mimo niedobrego życia potrafiłam walczyć. O siebie, o swój byt na ziemi i nie poddawać się. Z jednej strony walczyłam z ludźmi od których cierpiałam, a z drugiej kochałam ludzi którzy mi pomagali. Miałam wielu przyjaciół którzy pomogli mi przetrwać. Złych ludzi trzeba omijać, a dobrych przytulić do serca, bo oni zawsze pomogą. Jestem wolna i szczęśliwa (choć nieszczęśliwie doświadczona), ale nikt ode mnie pusto nie wychodzi jeżeli o coś prosi. O tak.

K.S.: Dziękuję za rozmowę.
 

Artykuł pochodzi z kwartalnika GŁOS DESZCZNA.

wersja do druku


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi