Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Data utworzenia: 2012-08-30
Data modyfikacji: 2014-02-27

Cypryjski syndrom

 

W klasycznej śródziemnomorskiej formie narodził się produkt słowiański w treści. Pewnej czerwcowej soboty 2012 roku upieczono w Irządzach kilkanaście nietypowych chlebów.

To prawda, że ciasto wyrobiono na tradycyjnym zakwasie, lecz kształt bochnom nadały półkoliście wyżłobione deski, z dalekiego Cypru sprowadzone. Dostarczył je Stanisław Pisarek – romantyk o trzeźwym stosunku do spraw przyziemnie bytowych. Osadzony na co dzień w sercu ruchliwej aglomeracji, zadowolenia szuka w rejonach mniej ludnych i hałaśliwych, w możliwie niewielkim stopniu zatrutych cywilizacją.

Między rynkiem a macierzą Kutza

Ulica 1 Maja jest przedłużeniem Warszawskiej. To jeden z głównych szlaków Katowic. Choć nie ma przy nim kopalnianych wież z kręcącymi się kołami wyciągowymi, jest stolicą Górnego Śląska w socjologiczno-architektonicznej pigułce. Przepołowiona torami tramwajowymi arteria biegnie od rynku, mija Zawodzie, a potem skręca w kierunku Szopienic (dzielnice miasta) – rodzinnych stron piewcy regionu, Kazimierza Kutza. Teatr, banki, wyższe uczelnie, dziesiątki sklepów, punktów usługowych i rozmaitych instytucji decydują o składzie osobowym, wyglądzie, a nawet zapachu przechodniów. Na przystankach, chodnikach, „zebrach” dla pieszych mijają się studenci, zuniformizowani garniturami urzędnicy, zarośnięci kloszardzi, Cyganie i opuchnięci gorzałą goście o tatuażach bynajmniej nie artystycznych. Dalej od centrum rzedną przylegające do siebie kamienice, ich znośnie wyglądające fasady przykrywają bardziej ruderowe niż mieszczańskie tyły. Od głównego nurtu odchodzą wąskie uliczki i szerokie skrzyżowania. Dawna zabudowa ustępuje osiedlowym blokom, za nimi mylące uczucie spokoju wywołuje porośnięte krzakami pustkowie. Tym szlakiem po zmroku lepiej nie podążać, bo szczękę i portfel dość łatwo tu zgubić.

***

W jednym z prostopadłych do 1 Maja zaułków ma swoją firmę Stanisław Pisarek.  Otoczenie nie jest nazbyt efektowne, jednak w dalekim od Wall Street krajobrazie, w bocznej bramie bocznej uliczki całkiem nieźle prosperuje jego zakotwiczony w branży interes. Wydawnictwo założył ponad dwadzieścia lat temu z pobudek raczej nie altruistycznych. Jak wyznaje na stronie internetowej, „w tamtych czasach drukowanie zbioru wciąż aktualizowanych taryf celno-przewozowych skazane było na sukces”.


Stanisław Pisarek z cedrową deską.

Zyski pozwoliły rozszerzyć edytorską ofertę i realizować bardziej ambitne projekty. Dziś Stanisław Pisarek rzuca do księgarń pozycje lekkie i stosunkowo łatwo znajdujące nabywców (np. doskonale nadające się na urodzinowy prezent dla 50-latka pocieszne historyjki rysunkowe), ale też ezoteryczną literaturę dla poszukujących sensu życia czytelników. Dumą napawają go publikacje o górach, a zwłaszcza siedmiotomowa „Wielka encyklopedia gór i alpinizmu”. Ten wydawniczy dział jest jego sercu szczególnie bliski, wspinaczka to jedna z jego pasji. Choć skończył oceanografię, świetnie czuje się hen nad poziomem morza, lecz także poniżej jego linii. Z podobnym entuzjazmem zdobywa szczyty i eksploruje podziemne jaskinie. Przekroczył pięćdziesiątkę a żwawy jest jak dwudziestolatek. Raków taternika i kasku speleologa używa równie często, co lin kołyszącej się na mazurskich jeziorach żaglówki czy kierownicy pokonującego ekstremalne trasy roweru.  Zażarcie pedałował w Ameryce Południowej i wokół afrykańskiego jeziora Malawi. Krótko mówiąc, mężczyzna niesamowicie aktywny.

Polska też jest piękna

Stanisława Pisarka trudno przypisać do określonego punktu na globusie. Pochodzi z Częstochowy, interes prowadzi w Katowicach, mieszka w Czeladzi. Trzy lata temu jego córka wyszła za Cypryjczyka i osiedliła się w jednym z większych ośrodków tej grecko-tureckiej wyspy, konkretnie w Limassol. Kochający tata często odwiedza ów uroczy zakątek Europy, za każdym razem wracając bogatszy o nowe doświadczenia.  

Wbrew pozorom pociągają go nie tylko odległe od ojczyzny krainy i miejsca, gdzie pozostaje sam na sam z surową naturą (góry i jaskinie). Wartościowe są dla niego również polskie pejzaże, w których obecność nie wymaga super sprawności i nadzwyczajnej kondychy.

***

Nasz bohater jest posiadaczem nieruchomości w znanym beskidzkim kurorcie Szczyrk oraz szerzej nieznanych (a szkoda), położonych na obrzeżach Jury Krakowsko-Częstochowskiej Irządzach. Na stronie internetowej oba te miejsca nazwał zbiorczym terminem „Stasikówka”. W beskidzkiej i jurajskiej „Stasikówce” można doskonale wypocząć, o czym przekonują zdjęcia należących do Stanisława Pisarka pensjonatów.

Chata w Szczyrku posadowiona jest na zboczu Skrzycznego. Podobno przy sprzyjających warunkach pogodowych chmury ściela się poniżej jej fundamentów, powstaje więc wrażenie, że jest się nie na zboczu Skrzycznego, lecz na zboczu Everestu lub przynajmniej Mont Blanc.

Z kolei ciche i spokojne Irządze wydawca-podróżnik wybrał, by uciec od turystycznej komercji. Przy okazji ujęła go serdeczność okolicznych mieszkańców. Poza pokojami do wynajęcia ma tu dziesięciohektarowe gospodarstwo. To kawał ziemi , w początkach Polski Ludowej właściciel takiego areału zasługiwałby na miano kułaka.

Rzecz jasna, posiadłościami kieruje poprzez zaufanych zarządców. Ostatnio zmarł niestety plenipotent ze „Stasikówki” w Szczyrku. Na jego miejsce pożądany jest typ rozmiłowanego w przyrodzie introwertyka, któremu niestraszne trzymetrowe zaspy śnieżne i samotne dozorowanie obiektu w martwym sezonie. 

Było w dechę

Z wizytowanych rejonów przywozi pamiątki. Dwie, dość długie deski z półkolistymi wgłębieniami zabrał z Cypru. Córka mieszka w dużym mieście, ale gdy ojciec przyjeżdża, zwiedzają mniej zurbanizowane tereny. Deski wypatrzyli w opuszczonej chacie. Przed laty były popularnym narzędziem do produkcji tutejszego pieczywa. Stanisław Pisarek przypuszcza, że wystrugano je z drewna cedrowego, bo cedr na Cyprze jest powszechny, jak u nas brzoza.  


Smarowanie.
 

Wgłębienia mają pośrodku stożkowatą wypustkę, zatem włożone w nie ciasto uzyskuje kształt spłaszczonej kuli z zabawną dziureczką w samym centrum.  

Jedna z desek trafiła do katowickiego biura wydawnictwa, druga do Irządz. To właśnie tej drugiej na moment przywrócono użytkowy charakter.

***

16 czerwca 2012 roku nad cedrową deską pochylili się pracownicy miejscowej piekarni. To przykre, ale Stanisław Pisarek nie zdołał poznać ani procedury cypryjskiego wypieku, ani oryginalnego składu wyspiarskiego chlebka.  Z przyczyn obiektywnych irządzcy fachowcy dokonali syntezy obcej formy i rodzimej treści. Bochenki przygotowali jak te, którymi karmią swoich powszednich klientów.


Posypywanie.

Przed wsunięciem półproduktu do pieca grupa wytrawnych piekarzy chwilę głowiła się nad detalami. Zastanawiano się, czy wgłębienia czymś wysmarować, czy może posypać. Jak na syntezę przystało, ostatecznie zwyciężyła opcja posypkowo-smarownicza (co widać na zdjęciach).  


Do pieca.

Piec rozgrzano do dwustu stopni Celsjusza. W obawie przed sfajczeniem pamiątkowego przedmiotu, w gorącym wnętrzu trzymano go tylko dwadzieścia pięć minut. Później bochenki dopiekano już bez cypryjskiej formy.


Gotowe!

Z eksperymentu Stanisław Pisarek wysnuł kilka istotnych wniosków. Przede wszystkim, temperatura oryginalnego wypieku musiała być niższa niż w naszych piekarniach, po drugie, sam proces pieczenia był od naszego dłuższy.

***

Ale właściwie, po co odbył się ten happening? 

- Żeby coś się działo – odpowiada po namyśle jego inicjator.

Córce polecił rozwikłanie tajemnicy cypryjskiego pieczywa. Jeśli zdobędzie dokładny przepis i recepturę ciasta, śródziemnomorską tradycję przeszczepi na środkowoeuropejski grunt.

- Przy tamtejszych starych domostwach widziałem okrągłe piece z wnękami, do których dokładnie pasują moje deski.

Kiedy będzie miał w ręku spisany przez córkę instruktarz, taki piec wybuduje w Irządzach. I jak posunięty w latach (bo pamiętający sposób posługiwania się deskami) Cypryjczyk pochodzenia greckiego, będzie w nim wytwarzał przepyszne chlebki

***

Stanisław Pisarek dowodzi, że Polska jest krajem naprawdę ogromnych możliwości. Jeśli ma się głowę na karku, można tu cieszyć się życiem i urzeczywistniać najbardziej szalone pomysły.

Maciej Pawłowski


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi