Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Data utworzenia: 2013-01-03

Na pohybel księgowym

 

W pewnej angielskiej komedii kryminalnej główny bohater jest świadkiem morderstwa.
„Widziałem jak zabito człowieka” – mówi znajomemu. – „To znaczy, księgowego” – poprawia się po chwili.

Rzeczywiście, wzorcowi buchaltera raczej daleko do humanistycznych ideałów. Księgowemu świat przysłaniają cyferki, treść jego egzystencji stanowi ich sumowanie. To przykre, ale intelektualnie ograniczonego pogrążania się w arytmetyce oczekuje od lokalnych władz minister finansów Jan Vincent Rostowski. W imię „budżetowego bezpieczeństwa” żąda korzystnych bilansów rządzenia. Problem w tym, że coś po księgowemu piękne, po ludzku zazwyczaj takie nie jest. Właśnie „czynnik ludzki” na ogół nie chce się zbilansować. Zestawienia psują te rozdymane „koszty osobowe”, te dotowane z samorządowej kiesy fanaberie, te wybitnie nierentowne przybytki publicznej uciechy. Zwalniać, zwijać, zamykać – to według księgowego recepta na kryzys.

Na przekór ministrowi, niewielu ma on w terenie bezgranicznie oddanych wyznawców. Burmistrzowie, wójtowie, prezydenci wychodzą z założenia, że naród wybrał ich dla siebie, a nie dla Rostowskiego. Dlatego zapewne tak łatwo udowodnić im „ukrywanie faktycznego długu gmin w komunalnych spółkach”. Na przykład w Aquaparkach.

Bacom to się darzy

Od basenowych kompleksów zaroiło się w kraju, jak od hal sportowych i innych miejsc, w których nic się nie wytwarza, nic konkretnego nie powstaje. Te, jeszcze niedawno szczodrze dofinansowywane unijnymi i państwowymi pieniędzmi, konstrukcje są w dobie koniecznych oszczędności propagandowym przykładem „marnotrawstwa”, zgubnego „owczego pędu”, braku ekonomicznej wyobraźni (o ile „ekonomia” w księgowym wydaniu ma coś wspólnego z wyobraźnią).

I jest w tym ziarno prawdy. Gigantomania, budowanie, bo sąsiedzi też budują, stawianie czegoś po to tylko, żeby odnotować „inwestycyjny sukces” okazały się w wielu przypadkach wątpliwą lokatą.

Jednak nie zawsze i nie wszędzie.

***

Nie tylko dla krajowych przybyszów weekend w Białce czy Bukowinie Tatrzańskiej stoi pod znakiem taplania się w nagromadzonych tu basenach, sztucznych oczkach wodnych, zbiornikach z naturalnie ciepłą zawartością. Wiara w dobroczynne oddziaływanie termalnych źródeł skłania tłumy do przesiadywania w przyjemnym bulgocie lub wystawiania ciał na mokre bicze. Pomysłowo zaprojektowane tunele, koryta o zmieniającej się głębokości prowadzą z wnętrza hali do otwartych, gorących akwenów, w których niestraszny wiatr i chłód górskiego powietrza. Zjeżdżając w dół wymyślnie powykręcaną rurą można zasmakować doznań wyczynowego saneczkarza, a na miłośników parowych kąpieli czekają sauny w wariantach fińskim, rosyjskim, tureckim. Piwo i frytki są cholernie drogie, no ale podczas wypadu do Aquaparku takiej rozrzutności uniknąć nie sposób.

Do Bukowiny i Białki walą samotnicy, rodziny, paczki przyjaciół z pracy, zorganizowane grupy szkolne. Często z miejscowości, w których podobne obiekty także funkcjonują. Niestety, nie w otoczeniu malowniczo ośnieżonych szczytów, no i bez bezpłatnego, podarowanego przez wnętrze Ziemi ogrzewania. Pod względem krajobrazu i uzależnienia (a raczej uniezależnienia) od zakładu energetycznego, skalne Podhale nie ma krajowej konkurencji. Co więcej, od kiedy Słowacy zdradzili koronę dla euro, ich termalna baza wyraźnie straciła na atrakcyjności.
 

Przedmurze GOP

Zatem nie każdemu tak się darzy, jak bacom spod Giewontu. O geograficznym pechu może mówić chociażby Dąbrowa Górnicza.

Dawno zamilkły jej węglowe kopalnie, Huta Katowice (wbrew nazwie, wybudowana właśnie w Dąbrowie Górniczej) nie jest już magnesem dla poszukiwaczy szczęścia z wiejskich rejonów Rzeczpospolitej. W początkach mody na Aquaparki, w tym pozbawionym efektownych akcentów, naszpikowanym kominami pejzażu wyrosła imponująca, rekreacyjno-rozrywkowa hydrobudowla.  Jakże jaskrawy i smutny jest kontrast między towarzyszącym otwarciu entuzjazmem a przygnębiającym obrazem dzisiejszości. Pierwsza fascynacja nowością bezpowrotnie minęła, przetrwanie tonącego w długach obiektu próbuje zapewnić miasto, wykupujące rozproszone u współwłaścicieli udziały.


Bez zbędnego monumentalizmu.

Ten sam los powinien spotkać udostępniony w 2008 roku Park Wodny Jura. Zwłaszcza, że wzniesiono go w niedalekich Łazach – gminie podupadającego powiatu zawierciańskiego. Jako administracyjna całość, powiat coraz bardziej oddala się od gospodarczej, kulturalnej, edukacyjnej czołówki regionu. Podczas gdy w województwie śląskim stopa bezrobocia (10,4%) jest niższa od krajowej (12,4 %), w zawierciańskim (17,4 %) znacznie przewyższa oba te wskaźniki. O poziomie życia mieszkańców i stopniu zaspokajania społecznych potrzeb tak naprawdę decydują władze poszczególnych miejscowości.

***

Sąsiadujące z Dąbrową Górniczą Łazy są przedmurzem Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego. Być może dlatego „cywilizacyjne prądy” szybciej i silniej tu docierają niż do innych, zatopionych w prowincjonalnej rzeczywistości rejonów powiatu zawierciańskiego. W Łazach postawiono na korzystanie z inwestycyjnych trendów wspartych finansową przychylnością rządu i Unii Europejskiej. Obok scalania gruntów, kanalizacji, przedsięwzięć Europejczykowi niezbędnych wzięto się za budowę boisk ze sztuczną nawierzchnią, osiedlowych placów zabaw, sztandarowych „Orlików”.  Jeśli mówić o modernizacyjnym plonie Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich, to Łazy są jego najchwalebniejszym przykładem.

***

Swój Park Wodny postawili na miarę potrzeb i możliwości. Wyzbyty monumentalizmu i zbędnych ekstrawagancji, pojawił się w gminie kameralny ośrodek ruchowej aktywności.


Oswajanie z wodą - fot. Krzysztof Blejczak.

Jest czymś więcej niż tradycyjna kryta pływalnia. Sportowy basen „pół-olimpijski” (25x12,5m), masujący podwodnymi strumieniami basen rekreacyjny, brodzik dla dzieci, zjeżdżalnia, ścianka wspinaczkowa, trzy sauny, siłownia kulturystyczna i kawiarenka pozwalają nazywać go Aquaparkiem, choć przy Białce i Bukowinie to oczywiście mikroskala.

***

Wybudowany za czternaście milionów kompleks (2,5 miliona dało ministerstwo sportu, a 3 miliony urząd marszałkowski) nie spowszedniał, jak zbyt długo używana zabawka. Przeciwnie. Żyje i zdobywa coraz większą popularność. Łazowianie stanowią zaledwie 10 % jego użytkowników, reszta ściąga z powiatu i zza jego granic. Nawet mieszkańcy Dąbrowy Górniczej nierzadko wybierają „Jurę” zamiast własnego molocha.


Basenowe mikołajki - fot. Krzysztof Blejczak.

Czterolecie należącego do gminy Parku przeczy poglądowi, jakoby samorządowe było gorsze i mniej zadbane od prywatnego.

 – „Naszym największym skarbem jest załoga, fachowcy, których pozbycie się byłoby niewybaczalnym grzechem” – mówi dyrektor „Jury” Konrad Knop. – „Stanisław Góźdź oswaja z wodą niemowlęta. Sprawia, że kilkumiesięczne dzieci czują się w basenie swobodnie i bezpiecznie. Michał Sroka kieruje sekcją pływacką Uczniowskiego Klubu Sportowego. Jego zasługą są coraz częstsze sukcesy w ponadlokalnych zawodach” – dodaje dyrektor Knop.
 

Bo władza jest dla ludzi

Aquaparki do złotych interesów nie należą, kokosów na nich zrobić nie można. Z gminnego budżetu burmistrz Maciej Kaczyński w pełni świadomie dokłada osiemset tysięcy rocznie. Robi to, by obiekt nie zamienił się w niszczejącą dekorację, „pomnik” słomianego zapału i irracjonalnych ambicji. Skoro już stoi, to niech naprawdę służy społeczeństwu, niech daje ludziom trochę relaksu, choć na chwilę odrywa ich od codziennych problemów.


Konrad Knop, dyrektor Parku Wodnego Jura.

Dlatego baseny w Łazach czynne są w piątek i świątek, a gmina funduje dzieciom bezpłatne karnety. Jeśli ministerstwo dotuje transport uczniów z sołectw, to dlaczego po tę dotację nie sięgnąć. No i wozi się dziatwę z bliższych i dalszych wiosek, urządza dla niej basenowe mikołajki, „wilgotne” Dni Dziecka. Do imprezy dla niepełnosprawnych czy seniorów też dołożyć trzeba, więc dokłada się, bo władza jest dla ludzi.

***

Minie kryzys, upłynie kadencja. Księgowi spakują manatki, zdadzą kluczyki do służbowych aut, opuszczą zajmowane gabinety. Pozostawią po sobie „przyzwoite” wyniki finansowe i… Fachowców na zmywaku w Irlandii.

Na ulicy mało kto powie im: - „Dzień dobry”.

Maciej Pawłowski    

 


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi