Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Data utworzenia: 2013-03-04

Marta góry złota warta

 

Wybujałe torsy i kamienne twarze oddzielały peleton od grupki, na czele której kroczył Bronisław Komorowski. Zza masywnych pleców skrzydłowego „goryla” znienacka wyskoczyła kobieta w dżinsowym kostiumie.

Z aparatem fotograficznym w ręku wyrosła przed najważniejszą postacią kłębiącego się w tle korowodu. „Żadnych zdjęć!” – krzyknęli bodygardzi, lecz Głowa Państwa szerokim, zapraszającym gestem przywołała sprawczynię ochroniarskiego niepokoju.  Czyjaś usłużna dłoń cyknęła jej fotkę u boku rozpromienionego Prezydenta.


Pamiątka z Maróza.

Takiej pamiątki z Maróza chyba nikt poza Martą Grzesicą nie przywiózł. Na chytrze pozyskanym zdjęciu jest bezsprzecznie pierwszą damą XI Spotkania wiejskich organizacji. Tych marózkich zlotów zaliczyła kilka i pewnie jeszcze nie raz do podolsztyńskiej osady zawita. Kto jak kto, ale ona jest wśród wiejskich społeczników osobą jak najbardziej odpowiednią.

***

Akcja „z Komorowskim” doskonale ją charakteryzuje. Przebojowością i determinacją ta emerytowana nauczycielka gminnej szkoły, radna z dziesięcioletnim stażem, współzałożycielka i aktywistka kilku lokalnych organizacji kompletuje nie tylko ciekawe portrety. Przeobraża także rzeczywistość.

 

Mistrz Ryszard Wilczyński ma głos

Zmieniła się w tej dekadzie jej parafia. Inaczej niż w 2005 roku chadza się teraz po Chruszczobrodzie, inne widoki oczom się ukazują. Wtedy, z górą siedem lat temu to należące do gminy Łazy sołectwo objęto pilotażowym programem odnowy wsi województwa śląskiego. Eksperci z Opolszczyzny edukowali chruszczobrodzian w tym odnawianiu, wyjaśniali, od czego wypada zacząć. Pokazali swoje kwitnące wioski, a potem przybyli z rewizytą.


Lecąc nad Chruszczobrodem. Foto Krzysztof Kamiński.

– „Zastanawialiśmy się, co im zaprezentować i jaką trasą poprowadzić delegację. Spryciarze, na nasze powitanie nie czekali. Cichaczem, bez uprzedzenia przejechali się po okolicy, zobaczyli odrapany dom kultury, niszczejące mury ośrodka zdrowia, drogę, z której zawrócić nie można. Na najmniejszy parking się nie natknęli, bo natknąć się nie mogli. To, to i to musicie zrobić, powiedzieli nam po tej krajoznawczej wycieczce” – wspomina Marta Grzesica. Teorię wykładał im dzisiejszy wojewoda opolski, dr Ryszard Wilczyński, przez Martę mistrzem odnowy nazywany.


Marta Grzesica.

Dowiedzieli się, że organizację pozarządową należy założyć i tak oto powstało Stowarzyszenie Wsi Chruszczobród i Chruszczobród Piaski. Siedemnastoosobowa grupa zaczęła wprowadzać twórczy ferment na obszarze z bez mała dwutysięczną ludnością.

Pierwszy odnowicielski pomysł zgłosili Fundacji Wspomagania Wsi i choć debiutu sukcesem nazwać nie można, wybór adresata okazał się trafny.

- „Oj nie tak tworzy się projekty, kochani. Jeśli chcecie, nauczymy was jak to robić” – zadeklarowała Fundacja, a jej propozycję z radością przyjęto.

- „Na szkoleniach w Łowiczu poznaliśmy zasady pisania wniosków o dofinansowanie, realizowania i rozliczania objętych nimi przedsięwzięć” – mówi Marta.

Nauka w las nie poszła. Za następnymi projektami posypały się granty, poszerzył się krąg nieskąpiących wsparcia dysponentów funduszy.  

Są też i tacy

Za pieniądze Unii Europejskiej pięknieje i nowocześnieje nasza Ojczyzna. Osiemdziesiąt miliardów euro przekuto w drogi, oczyszczalnie ścieków, sieci kanalizacyjne i wodociągowe, sportowe obiekty z prawdziwego zdarzenia. Jednak dojąc szczodrą Unię, nieźle egzystują także cwaniaczki, wciskające kit naiwniakom.

„Bruksela, jak każda biurokracja świata, z większą surowością ocenia poprawność formalną niż sens przedsięwzięcia. Dlatego z unijnych pieniędzy dobrze żyje wiele firm konsultingowych, które reklamują się tym, że napisane przez nie wnioski są rozpatrywane pozytywnie. Biorą za to 10–15 proc. wartości projektu!” – pisze w „Polityce” publicystka ekonomiczna Joanna Solska (http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1528923,1,z-sensem-i-bez-sensu-na-co-wydajemy-pieniadze-z-ue.read).

W tych sprzyjających okolicznościach wyrastają (nowo)twory, specjalizujące się w organizowaniu zupełnie nieprzydatnych kursów, pogadanek na poziomie „Wikipedii” czy wyszukiwarki „Google”. W oddalonych od aglomeracji rejonach ich sytuacja jest korzystniejsza. Konkurencja tu niezbyt silna, a jeśli jest się w zażyłych stosunkach z terenową władzą, można zmonopolizować „szkoleniowy” rynek. Z „bogatą ofertą” wtargnąć do urzędów, samorządowych instytucji, a nawet do ochotniczych straży pożarnych. Można prowincjonalny establishment wyposażać w tak niezbędne kompetencje, jak chociażby znajomość protokółu dyplomatycznego (to nie żart). To nic, że bida wokół aż piszczy, ważne, że sołtysi doskonale wiedzą, kogo w pierwszej kolejności częstować dożynkowym bigosem, zaś adnotacje na wizytowych biletach czynią wyłącznie po francusku. Na ogarniętych bezrobociem obszarach, zamiast murarki, ślusarki, umiejętności spawania wpaja się kursantom zasady budzącej sympatię autoprezentacji podczas, zazwyczaj bezowocnych, rozmów kwalifikacyjnych. Rzecz jasna, podsumowania takich projektów nie mogą się obejść bez sutych, obficie zakrapianych poczęstunków, niekoniecznie z udziałem nominalnych „beneficjentów”.

Naprawdę odnowili

W Chruszczobrodzie nie uczą wykwintnych manier i tego, czy do homara podawać białe, czy może czerwone wino. Uczą natomiast, jak racjonalnie rządzić się domowym budżetem, nie popaść w długi i jeszcze coś na czarną godzinę odłożyć. Stowarzyszenie rwie się do zdań poprawiających estetykę otoczenia, nagradzanych stypendiami dla uzdolnionej młodzieży, urozmaicających dzieciom letnie wakacje i zimowe ferie, promujących rodzimych artystów i ich twórczość. Postanowili np., że ich wieś „w kwiatach tonąć będzie”. W ramach jednego z konkursów (ogłoszonych przez FWW) kupili dwa tunele foliowe, narzędzia ogrodnicze, spalinową kosę, dwadzieścia betonowych donic. Te doglądane, starannie pielęgnowane przez mieszkańców mini-klombiki informują teraz różowymi petuniami, że w Chruszczobrodzie i Chruszczobrodzie Piaskach wiosna właśnie nastała.  


Ośrodek zdrowia wczoraj i dziś.

Jakoś tak się składa, że ludziska zjednoczeni są tutaj tzw. dobrem wspólnym. Strażacy nie spozierają spode łba na wiejskie gospodynie, jeśli trzeba potu trochę wylać, szkoła też go nie szczędzi, a proboszcz Jan Włodarczyk wysiłkowi błogosławi. Zresztą i on na dynamice społecznych działaczy korzysta. Od Fundacji na Rzecz Rozwoju Wsi „Polska Wieś 2000” chruszczobrodzkie stowarzyszenie wydębiło forsę na „Zabezpieczenie zabytkowego kościoła przed pożarem, włamaniem i kradzieżą”.

***

To zaangażowanie młodych i starych, zrzeszonych i niezrzeszonych naprawdę odnowiło okolicę. Dziś w miejscu odrapanego domu kultury życzliwi opolanie zobaczyliby wspaniałą remizę, a zamiast ruderowatej przychodni, ośrodek, dla którego aż chce się chorować. Jednomyślność rodziców sprawiła, że od czterech lat sześcioletnie pacholęta rozpoczynają naukę w szkole podstawowej, lejąc miód na serce minister Krystynie Szumilas. Dzięki gremialnej zgodzie na jej reformatorskie pomysły, sześciolatków nie dołącza się do starszych o rok dzieci (mają własne klasy).  


Z dnia na dzień pięknieje sołectwo.

- „My tu wszyscy potrafimy się zmobilizować” – przekonuje Marta Grzesica, tym razem w roli liderki Klubu Seniora. Co chwila ktoś dzwoni na jej „komórkę”, pytając o szczegóły szykowanej właśnie, imieninowej niespodzianki dla księdza Włodarczyka.

- „Taka Marta jest góry złota warta” – twierdzą w sołectwie i gminie. 

Maciej Pawłowski


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi