Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Data utworzenia: 2013-03-14

Zacięty bój o parowóz

 

Zima poważnie nadwerężyła wizerunek Górnego Śląska. Prysnął mit uporządkowanego, zdyscyplinowanego regionu, gdzie solidna robota i sumienność są powszednią normą. Na kolejowe szlaki nie wyjechało blisko sto pociągów.

Przez kilka tygodni punktualność przestała obowiązywać, stali pasażerowie nie mogli dotrzeć na czas do szkół i miejsc pracy, powrócić z nich o przyzwoitej porze. W niesławie odszedł ze stanowiska marszałek województwa, odpowiedzialny za transportowy rozgardiasz. Tuż przed odwołaniem poparła go część starostów, choć tej budzącej zdziwienie sympatii nie podzielało społeczeństwo. Do dymisji wysokiego urzędnika przyczynili się także sami kolejarze, mający dosyć „majstrowania przy torach”, podejrzanych „reform”, dokonywanych przez partaczy i ignorantów.

 

Zohydzana branża

„Majstrowanie” ma bogatą tradycję, przynajmniej tak długą, jak rozpad PKP na wąsko wyspecjalizowane spółki. Ta dezintegracja oznaczała koniec pewnej legendy, ale także społeczną, moralną, materialną degradację niemałego środowiska i miejsc wyrosłych wokół strategicznej branży.

Kolej pokazywana jest teraz przez pryzmat „archaicznych” przywilejów zawodowych, bezrozumnych dyżurnych ruchu i „godzących w ludność”, związkowych protestów. A przecież ta zohydzana sfera gospodarki przez dziesięciolecia gwarantowała rzeszy obywateli stabilną egzystencję, dla tysięcy młodych ludzi stanowiła cel życiowych planów. To ona ukształtowała charakter chociażby gminy Łazy, szczycącej się niegdyś jedną z największych w Polsce stacji rozrządowych.

***

Przez tę położoną w województwie śląskim (acz nienależącą do Górnego Śląska) miejscowość przejeżdża się, podróżując trasą Warszawa - Katowice. Od większości przystanków odróżnia ją widoczna z okien pociągu plątanina torów, mijane hangary dla remontowanego taboru, odpoczywające lokomotywy, obiekty przypominające lotniskowe wieże obserwacyjne.  Ta rozbudowana infrastruktura zamienia się w ruinę, pustoszeje, obrasta liszajami, pada łupem biegłych w destrukcji zbieraczy złomu. Z rozgoryczeniem patrzą na to dojrzali mieszkańcy. Wzdychają do czasów, gdy uczyli się w tutejszej szkole kolejowej, a resortowa piecza zapewniała placówce właściwy poziom kształcenia i pracę dla absolwentów. Dziś nie jest już kuźnią niezbędnych przed laty kadr, lecz wielokierunkowym zespołem, przy którym majstruje się, jak przy torach. Pod pretekstem niżu demograficznego próbuje się ograniczać młodzieży wybór profesji (likwidując klasy i kierunki), skazywać ją na edukacyjną emigrację do innych miast.


Kolej stworzyła to miejsce.

W szczątkowej postaci szynowy biznes nadal tu istnieje, ale to nie to, co w okresie prosperity. W łazowskim zakładzie PKP CARGO S.A. zlikwidowano sekcję utrzymania technicznego, mimo doskonałego zaplecza, pozbawiono go możliwości przeglądów lokomotyw. Rozległą bazę w części wykorzystują Koleje Śląskie, którym miejscowi fachowcy nie są potrzebni. Wyręczają ich doraźnie ściągane firmy serwisowe.

Ty45-421

Od budynków, torowisk i zatrudnienia znacznie trwalsze okazało się przywiązanie do lokalnych tradycji, sentyment, poczucie tożsamości. Te tłumione zniechęcającą rzeczywistością uczucia eksplodowały dwa lata temu. Ktoś w Internecie wyczytał, że Sosnowiec zamierza przejąć łazowski parowóz i jako ozdobę postawić go przed swoim dworcem.  Oburzająca wieść rozniosła się lotem błyskawicy, wstrząsnęła starymi i młodymi, pobudziła do desperackiej kontrakcji.  


Stary, ale jary.

Parową maszynę Ty45 wyprodukowano w 1950 roku w Chrzanowie. Przez ostatnie trzydzieści lat wiernie służyła Łazom. Najpierw w roli pociągowej siły, potem za wydajny kocioł, ogrzewający lokomotywownię. Przed dwudziestu jeden laty sędziwy parowóz skreślono z inwentarza, jednak na żyletki nie pocięto. Stanął na wydzielonym bocznym torze, w sąsiedztwie semafora ramiennego i zabytkowej wieży ciśnień. Doglądali go kolejarze i uczniowie Zespołu Szkół. Gdyby nagle miał zniknąć, to tak, jakby w Kaplicy Sykstyńskiej zamalowano freski Michała Anioła.

Dociekliwi związkowcy wytropili uchwałę Zarządu PKP CARGO z 9 sierpnia 2011 roku. Skrywana przed zainteresowanymi decyzja głosiła, iż „Zarząd wyraża zgodę na przekazanie w formie darowizny na rzecz Urzędu Miasta w Sosnowcu parowozu Ty45-421 z tendrem 32D43-421, którego wartość rynkowa z wyceny dokonanej przez biegłego rzeczoznawcę wynosi 99.300,00 zł (słownie złotych: dziewięćdziesiąt dziewięć tysięcy trzysta, 00/100).”.

Nie oddamy!

Akcentowanemu w Internecie, żywiołowemu ruchowi społecznemu przyświecało stanowcze: - „Nie oddamy!”. W liście do ówczesnego prezesa PKP CARGO Wojciecha Balczuna przewodniczący Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Kolejarzy w Łazach, przewodniczący Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”, przewodniczący Związku Zawodowego Maszynistów Kolejowych w Łazach napisali: - „Zabranie tego parowozu z Łaz jest dla środowiska kolejarskiego z naszej gminy jak również dla mieszkańców Miasta Łazy – „Miasta Kolejarzy” decyzją absolutnie nie do zaakceptowania a nawet wręcz bulwersującą. Łazy cieszą się tradycją kolejarską nie mniejszą niż Sosnowiec a może nawet większą i dlatego nie znajdujemy uzasadnienia dla podjętej decyzji, tym bardziej, że doszło do niej w sposób „dyskretny”, bez konsultacji ze stroną społeczną, tym bardziej, że chodzi o zabytek, a korzyści spółki, którą Pan Prezes zarządza raczej trudno dostrzec z uwagi na fakt, że robi Pan prezent miastu Sosnowiec kosztem Łaz. Reasumując, domagamy się anulowania wyżej wymienionej uchwały.”.


Przewodniczący zawiązku maszynistów Mariusz Dudek
wpadł na trop bulwersującej uchwały PKP CARGO S.A.

Sosnowiec odpuścił. Olśniewającą lokomotywę ściągnął z Chabówki (województwo małopolskie, gmina Rabka-Zdrój), ale sprawa parowozu w Łazach nie została zamknięta.

***

Burmistrz Maciej Kaczyński pchnął gminę na tory wspomaganego przez Unię Europejską rozwoju. Jego kolejna z rzędu kadencja stoi pod znakiem kontynuowania inwestycji zmieniających obraz miejscowości, przysparzania jej urody i niezbędnych w XXI wieku instalacji. Właśnie trwa kosztująca cztery miliony złotych odnowa centrum Łaz. Odrestaurowany zostanie budynek dworca, pojawi się w nim izba tradycji i punkt informacji turystycznej, blask zyska przydworcowy plac. Rejon będzie wymarzonym punktem dla wrosłego w krajobraz parowozu. Ty45-421 mógłby tutaj w pełnej krasie upamiętniać rodowód miejsca i ludzi w nim żyjących.


Burmistrz Maciej Kaczyńki z boju o parowóz nie rezygnuje.

11 października 2012 roku Maciej Kaczyński zwrócił się do prezesa Balczuna o podarowanie Łazom historycznej maszyny. Adresat nie raczył osobiście odpowiedzieć, w jego imieniu zrobił to (11 grudnia) prezes Fundacji Era Parowozów Paweł Szczerbakow. Zaproponował sprzedaż Ty45-421 za 150 tysięcy złotych netto lub jego dzierżawę, obwarowaną szeregiem surowych warunków.

Burmistrz Kaczyński nie rezygnuje z boju o parowóz, a wsparcie kolejarskiej braci deklaruje kierujący związkiem maszynistów Mariusz Dudek. Obaj mają nadzieję, że do sierpnia (termin zakończenia rewitalizacji centrum) przedmiot ich pożądania stanie się własnością gminy. Wiarę w pomyślne rozwiązanie podsycają personalne zmiany na szczytach PKP CARGO S.A.

***

A tak na marginesie, cała ta sytuacja dowodzi, jakże częstego zarządzania specyficznymi firmami przez ludzi kompletnie pozbawionych branżowej wrażliwości. To oni sprawiają, że z obiegu wychodzi staromodne słowo „etos”.

Maciej Pawłowski 


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi