Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Data utworzenia: 2013-04-05
Data modyfikacji: 2013-04-08

Długa zima rolnikiem pomiata

 

Przedłużająca się w nieskończoność zima niekorzystnie odbija się na gospodarce rolnej. Niskie temperatury i zalegający na polach śnieg opóźniają proces wegetacji. Nic więc dziwnego, że rolnicy, sadownicy oraz hodowcy pszczół zaczynają liczyć straty. Problem dotyczy zresztą całej branży. Stoi obrót materiałem siewnym, nawozami sztucznymi, środkami ochrony roślin.

Sadzeniaki jeszcze w workach

Adam Jaskier od lat handluje ziemniakami. Sadzi je wcześnie pod włókniną, kopie w czerwcu i wywozi na Śląsk. Sprzedaje je w detalu, rozwożąc po osiedlach, zaopatrując restauracje i stołówki. To, co zarobi do czerwca, musi mu praktycznie wystarczyć na cały rok.

- Zwykle pod koniec marca moje kartofle mają już liście na wierzchu, w pierwszej połowie kwietnia zdejmuję włókninę i robię oprysk. A dzisiaj na zagonie leży śnieg po kolana. W Wielkanoc obyczaj nakazuje, żeby z gałązek palmowych porobić krzyżyki i wbić je w areał. Nie pojechałem, bo w tej śnieżycy na pięć metrów świata nie było widać. Teraz siedzę na workach z sadzeniakami i patrzę w niebo. Już wiem, że dużo straciłem. Nawet gdyby jutro zapanowała wiosna, to i tak na pole ciągnikiem prędko nie wjadę. U nas gleby ciężkie, nisko położone, woda stoi długo - opowiada Adam Jaskier. – Zaczynam martwić się o byt swojej rodziny. Wczesne ziemniaki dawały zawsze porządny zastrzyk finansowy. A tu zobowiązania kredytowe są do spłacenia, syn na studiach, córce wesele w tym roku trzeba wyprawić – wydatków naprawdę sporo. 

Niepokój towarzyszy również tym, którzy obsiali swoje areały zbożami ozimymi. Wszystko wskazuje na to, że nie będzie tu większych strat, bo areały zostały przykryte śniegiem. Jedynie w miejscach odsłoniętych, gdzie ziemia zdążyła się nagrzać, a wegetacja ruszyła, rośliny mogły zostać uszkodzone przez tak zwane przyduszenie. Problem dotyczy jednak kwestii nawożenia azotowego. Rolnicy, którzy mają je za sobą, mogą na tym stracić, bo nawóz azotowy zostanie wypłukany i spłynie wraz ze śniegiem. Teraz wiele zależy od rozkładu temperatury, jeśli nie będzie gwałtownego topnienia, to straty będą mniejsze.

W szklarniach ciemno i zimno

W głośnym chórze narzekających są również ci, którym pozornie mroźna aura nie powinna przeszkadzać. Mowa o właścicielach gruntów pod szkłem. Aldona i Paweł Wiewórowie mają prawie dwa hektary pomidorów w szklarniach. To olbrzymia produkcja, ale też bardzo kosztowna. – Pomidor lubi ciepło. Wiadomo, że jeśli na dworze temperatura jest wiosenna, a w dodatku porządnie świeci słońce, to cały proces wegetacji jest dużo szybszy. Tymczasem ciągle jest ciemno i zimno. Szklarnie musimy dogrzewać gazem. Rachunki są niebotyczne. Stan na dziś jest taki, że dopiero zaczynają dojrzewać pierwsze pomidory, w ostatnich latach o tej porze nasze warzywa były już na sklepowych półkach – tłumaczy pani Aldona. 

Prócz pomidorów państwo Wiewiórowie uprawiają kwiaty. Na nich także nie robią obecnie żadnego interesu. – wszystko stoi.

 - Mamy mnóstwo rozsad kwiatów ogrodowych i balkonowych – opowiada pan Tomasz. - Zazwyczaj o tej porze mamy tutaj olbrzymi ruch przyjeżdżają klienci indywidualni i hurtownicy. Biorą dziennie po kilkaset pelargonii, do tego „idzie” mnóstwo gotowego podłoża, nie wspominając o doniczkach, nawozach i drobnych ogrodowych gadżetach. Teraz trudno się spodziewać takiego zainteresowania, przecież nikt nie wysadzi kwiatów do zmrożonej ziemi. Pozostaje nam upychać wszystko w jednej hali i czekać, aż wreszcie wiosna się obudzi. 

W sadach i ogrodach hula wiatr

A co z sadownikami? Jak na razie aura pozwoliła im na cięcie sanitarne.

– Nie będę tutaj oryginalny i powiem, że obecnie czekamy na porządne ocieplenie. Roboty, które wiosną zajmują nam dwa miesiące, teraz trzeba będzie zrobić w dwa tygodnie – tłumaczy Tadeusz Krupa, posiadacz 11-hekatrowego gospodarstwa sadowniczego koło Gniezna.

– Wiąże się to oczywiście z niemałymi kosztami, ponieważ trzeba będzie zatrudnić sporo ludzi do pracy sezonowej. Jedyne, co nas cieszy to to, że nie doświadczyliśmy w tym roku dużych mrozów. Drzewostan ładnie przetrwał, co pozwala spodziewać się dobrej wydajności.

Natomiast w zachodniej części naszego kraju rekordowo zimny marzec przyczynił się do wymarznięcia wielu winnic. Tegoroczne zbiory będą jeszcze słabsze niż przed rokiem, kiedy z jednego hektara zbierano 4-5 ton winogron. W tym roku w większości winnic szacunkowe zbiory wyniosą 2-3 tony z hektara. Ten rok był wyjątkowo kiepski – chłodna zima oraz zimny początek wiosny wpłynęły bardzo niekorzystnie na krzewy. Należy się spodziewać nie tylko wzrostu cen samych owoców, ale również produktów wytwarzanych z winogron, czyli soków, przecierów oraz wina. To samo stało się z plantacjami truskawek, eksperci szacują, że tylko na Śląsku zniszczeniu uległo blisko 30 proc. krzewów. Opóźnienie sezonu truskawkowego może wynieść nawet 2-3 tygodnie – szacują rolnicy, a ceny będą nawet dwukrotnie wyższe niż przed rokiem.

Pszczelarze biją na alarm

- Jak żyję takiej zimy jeszcze nie widziałem. I mrozy były i śniegi po pas, ale to wszystko kończyło się jakoś w marcu. W kwietniu czasem przemroziło, oprószyło trochę. Ale wyraźnie przedwiośnie mieliśmy. Pszczoły obloty czasami już w lutym robiły, a teraz siedzą w ulach i padają. Co prawda jedna moja rodzina na pierwszy oblot ruszyła już w marcu, pamiętam, że dwa dni względnego ciepła mieliśmy. Ale co z tego, kiedy prawie wszystko na zmarnowanie poszło, bo zaraz mrozem ścisnęło – żali się Antoni Grzybek, właściciel pasieki w Brzezinach.

 – Poza tym dość mocno mi w ulach osypało, jeszcze tylu martwych pszczół nie wymiatałem.

Dlaczego tak się dzieje? - Trzeba pamiętać, że pszczoły, które są teraz w ulu, urodziły się jesienią - one są już bardzo wycieńczone. A młode pszczoły jeszcze się nie wylęgają, bo jest zbyt zimno. Poza tym okres wylęgania się młodej pszczoły wynosi 21 dni, aby proces ten mógł się rozpocząć, temperatura w ulu musi wynosić 3-4 stopnie, a przy minusowej temperaturze na zewnątrz pszczoły nie są w stanie aż tak mocno nagrzać ula. Dlatego może być problem z zachowaniem pszczelich rodzin - wyjaśnia na łamach portalu farmer.pl przewodniczący Wojewódzkiego Związku Pszczelarzy w Olsztynie Józef Zysk.

Ceny ostro w górę?

Na rynku warzyw i owoców te spekulacje się raczej nie potwierdzą. A to z powodu silnej konkurencji zagranicznej. Pamiętajmy, że na przykład w Hiszpanii mrozów nie ma, a załamanie pogody w Polsce może być tylko okazją dla zwiększenia ilości eksportu tamtejszych warzyw na nasz rynek. Kiedy na sklepowych straganach pojawi się rodzimy asortyment, będzie musiał być cenowo konkurencyjny dla tego z importu. Analitycy nie przewidują również żadnych spektakularnych wzrostów na rynku zbożowym. Mówi się nawet o delikatnym spadku cen. Powód prawdopodobnie ten sam – groźba zasypania naszego rynku ziarnem z importu.

Przemysław Chrzanowski


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi