Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Data utworzenia: 2007-07-04
Data modyfikacji: 2011-12-05

Tylko sekundbasu żal

 

To było tak: był sołtys, nie było sołeckiej rady. Nie było sołeckiej rady, bo nie było dla niej siedziby. Trza było postawić siedzibę. Najlepszą siedzibą dla sołeckiej rady jest remiza, trza więc było postawić remizę. Kto miał to zrobić? Ano strażacy do spółki z Kołem Gospodyń Wiejskich. Problem w tym, że nie było Koła Gospodyń Wiejskich. Trza było powołać Koło Gospodyń Wiejskich. Jak już powstało, to czym miało się zajmować? Ano tym, czym wszystkie Koła Gospodyń Wiejskich. Śpiewaniem i graniem. Tak powstała remiza, Koło Gospodyń Wiejskich i Zespół Folklorystyczny „Wrzos”. Powstała też sołecka rada.

Tak naprawdę remizę budowali w czynie społecznym wszyscy, choć murarzom najwięcej płaciły gospodynie i strażacy. To był początek ostatniej dekady czynów społecznych, rok 1981.


Pani Henryka Pilarczyk.

Na czarno-białych zdjęciach z tamtych lat widać „Wrzos” liczniejszy niż dzisiaj. Widać artystów przytupujących na zbitej z desek estradzie i o ćwierć wieku młodszą szefową Koła – Henrykę Pilarczyk: - Było nas grubo ponad trzydzieści. Teraz zespół składa się z 24 osób, jest jeszcze sześcioosobowa kapela. Kołton Stanisław gra na harmonii, Kołton Mateusz na janczarach, Ścisłowski Marian na bębenkach, Wawrzyk Andrzej na akordeonie, Wawrzyk Andżela na skrzypcach, a Matusiak Władysław na klarnecie.

Średnia wieku mieści się między sześćdziesiątką a siedemdziesiątka, najstarsza Szeląg Stefania ma 83 lata. Z dostojnymi członkiniami występuje pięcioro dzieci z podstawówki.

- Dawniej, jak młodzież siedziała na wsi, łatwiej było zachęcić ją do zespołu. Teraz wszystko się uczy i ze wsi wyjeżdża – ubolewa szefowa. Członkinie słuchają i potakują głowami. Henryka rządzi tu niepodzielnie, ale to absolutyzm oświecony, aprobowany przez poddanych.

W ogóle, te dawniejsze czasy wydają się lepsze od dzisiejszych. Na wyjazdowe imprezy zakłady dawały urlopy, podpadało się pod kulturę, były państwowe dotacje i opiekun z klubu książki i prasy w Zawierciu.

Tu, w Ryczowie-Kolonii powstanie koła, zespołu i remizy było prawdziwym przełomem. Taka na przykład Żak Helena nie musiała już drałować do gospodyń w Ryczowie (bo należy odróżnić Ryczów od Ryczowa-Kolonii), do których, na wygnaniu, należała od 1959 roku. 

 

Scenariusz w autokarze

- Od matek i babek znamy słowa naszych pieśni, kapela gra ze słuchu – wyjaśnia Kołton Kazimiera, żona Stanisława.

- Stroje uszyłyśmy na wzór tych ze starych fotografii. Chodziło się po chałupach i szperało w albumach. Kolory pamiętamy z dzieciństwa. Nasze ubiory pochwaliła pani etnografka z zamku w Będzinie.

- Z tymi strojami to tak różowo na początku nie było- prostuje Henryka. - Kiedyś mieliśmy inne, szyte na jedno kopyto. Na wszystkich przeglądach jury wytykało nam, że występujemy w takich samych mundurkach. W końcu ubrałyśmy się po swojemu. Żeby wyglądało staro i prawdziwie, ze zniszczonych prześcieradeł zrobiłyśmy koszule, a na nie, te nasze ryczowskie sukmany.

I poskutkowało. Właśnie za autentyzm „Wrzos” zaczął kroczyć od sukcesu do sukcesu. Nawet, gdy z przeglądów nie wracał zwycięski, furorę robił u publiczności.


Zespół Wrzos.

Bo „Wrzos” nie tylko śpiewa i muzykuje. „Wrzos” pokazuje też scenki. Piszą je razem, ale motorem i kopalnią pomysłów jest Sprężak-Wawrzyk Jolanta.

Zaczęli skromnie, od odgrywania ocepin i ryczowskich godzinek. Ryczów-Kolonia nie tylko długo czekał na remizę, ale i na kaplicę. Kobiety godzinki śpiewały po domach.

Repertuar systematycznie się wzbogaca.  Ścisłowski Marian jest wirtuozem wyplatania sosnowych koszyków. Bida na tych ziemiach była straszliwa. Ludziska wyrywali spod sosen korzenie, te cienkie nadawały się na łupki, z tych grubszych powstawała otocka. Otocka na łupkach i już mamy koszyczek, który na targu sprzedać można. W scence widać jak on powstaje.

Żak Helena wyrabia słomiane pająki zdobiące sufity. Słoma z kombajnu do produkcji niezdatna, trza zboże zżąć sierpem, obciąć kłoski i dłubać przy pająku ze dwa dni.

Ostatni scenariusz narodził się w drodze z przeglądu kapel i śpiewaków ludowych w Kazimierzu nad Wisłą. Jeszcze nie ma nazwy, ale będzie to o przygotowaniach do świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku.

Na tym przeglądzie Wawrzyk Andrzej zagrał na sekundbasie. Właściwie nie wiadomo skąd wziął się sekundbas, wiadomo, że jest bardzo stary. Kołton Stanisław chyba go od kogoś dostał albo kupił, instrument zreperował i dał Andrzejowi do grania. To taka skrzyneczka z miechem poruszającym się w dół i w górę. Na sekundbasie gra się nogami.

„Wrzos” występuje także dla osób niepełnosprawnych. Kiedyś pod Łodzią zobaczył go Krzysztof Cwynar. W zeszłym roku, na 25-lecie Koła, ten wielki artysta przyjechał do Ryczowa-Kolonii i dał godzinny koncert swoich najpiękniejszych, starych piosenek

***

I tylko żal, że wraz z Henryką i jej kompanią przeminie „Wrzos” i jego scenki. Że nikt nie dowie się o dawnej ryczowskiej bidzie, braku kaplicy, że nikt nie usłyszy sekundbasu.

Maciej Pawłowski 

wersja do druku


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi