Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Data utworzenia: 2007-07-06
Data modyfikacji: 2010-11-05

Kucharka wędrowna

W miesiącu ma tyle ślubów, co sobót. Nie jest to, wbrew pozorom, wyznanie księdza, lecz pani Tereski. Działalność zarejestrowała, ale nazwisko niech pozostanie anonimowe. Po co nadaremnie  ma ją tropić urząd skarbowy, a sąsiedzi podejrzewać o jakieś nieopodatkowane dochody. Gdy siódmy krzyżyk na karku i nie najlepsze zdrowie, człowiekowi potrzebny jest spokój.

O panią Tereskę należy starać się co najmniej rok przed terminem, a i tak brakuje pewności, czy to nie za późno. Jak tańce w karneciku, tak klientów obowiązuje kolejność wyznaczona w grubym notesie Pani Tereski. Właściwie nie śluby obsługuje, a wesela.

Zaliczyła ich więcej niż najwytrawniejsi wodzireje. Owocem wieloletniego doświadczenia jest skonstruowana przez nią teoria..

Otóż na weselną formułę składają się trzy komponenty. To wyżerka, picie i artystyczna oprawa. Ostatni czynnik zależy przede wszystkim od orkiestry, picie zabezpieczają rodzice (zazwyczaj pana młodego), zaś wyżerka jest w rękach kucharki. Idealne wesele to takie, na którym świetne jest żarcie, nie brakuje picia, orkiestra gra gdy trzeba i to co trzeba. Waga poszczególnych elementów nie jest równa. Można bowiem znieść wesele z kiepskimi grajkami, można uzupełnić niedostatek płynów we własnym zakresie, jednak ani znakomita kapela, ani morze niekoniecznie obłożonych akcyzą cieczy nie uratuje wesela z podłym żarciem.

Wniosek nasuwa się oczywisty: esencją wesela jest wyżerka, a jego duszą kucharka. Z punktu widzenia gościa można rzec, że kucharka jest ważniejsza nawet od nowożeńców. Im z kolei zależy, by goście dobrze wesele wspominali i tak koło się zamyka. Wychodzi na to, że świat obraca się wokół kucharki, czyli właśnie pani Tereski.

Jej renoma daleko wykracza poza niewielką rodzinną miejscowość. Do schludnego, pedantycznie wysprzątanego domku pukają ci, co już są po słowie i wyznaczyli datę spętania się małżeńskim węzłem. Wybrali Tereskę, bo jako goście uczestniczyli w obsługiwanym przez nią weselichu lub poleciła im ją zamówiona wcześniej orkiestra. Na ogól grajkowie są na weselach najtrzeźwiejsi, stąd ich opinia o kuchni ma walor wiarygodności.

Jeśli w tereskowym notesie pod pożądaną przez młodych datą brakuje wpisu, rozpoczyna się żmudny proces przygotowań.

Sporządzona przez panią Tereskę lista oczekiwań to połączenie poematu dygresyjnego, traktatu o naturze ludzkiej, pradawnych receptur i matematyczno-fizycznych wzorów.  Starannym pismem autorka kreśli warianty weselnego stołu w zależności od upodobań biesiadników, proponuje kolejność i porę podawania potraw, podkreśla dobroczynny wpływ żurku na skacowany organizm, niczym drób szpikuje tekst metrami, kilogramami, litrami niezbędnych składników.

Jej drużynę tworzy pięć kucharek i dwie kelnerki. Prawą ręką pani Tereski jest niewiele od niej młodsza pani Stasia. Towarzyszy jej od niepamiętnych czasów. Reszta zespołu podlega fluktuacjom. Systematycznie trzeba uzupełniać kadrowe braki, bo, a to któraś wyjdzie za mąż, któraś wyjedzie za granicę, któraś poszuka szczęścia w wielkim mieście.

***

Na miejscu zjawiają się zwykle dwa dni wcześniej. Nocują w domu weselnym lub na kwaterze,  jeśli impreza odbywa się w remizie. Od świtu do zmierzchu artystycznej obróbce poddają to co potem wyląduje w żołądkach. Pani Tereska fuszerki nie toleruje.

Do sali ze wstępnie zastawionymi stołami wkraczają młodzi i ich goście. W talerzach makaron czeka na rosół, na makaronie odpoczywa wyrzeźbiony z ciasta łabędź. Frekwencja najczęściej waha się od 100 do 150 wygłodniałych paszczy. Od tego standardu odbiegają zlecenia realizowane w górach, gdzie 250 weselników nie jest ilością szokującą. Tu w sukurs muszą przyjść miejscowe kelnerki.

Na obijanie się czasu nie ma. Ludzkie mrowie trzeba prędko nakarmić, baczyć by kto za długo na posiłek nie czekał, krążyć z wazami, donosić półmiski kartofli i mięs, wymieniać sztućce, talerze i talerzyki. Ktoś tam zaraz o kawkę poprosi, drugi herbaty zażąda, kto inny nieuważnym ruchem strąci ze stołu paterę z wędliną lub ciastem.

 

Ale serce wesela bije w kuchni. Pani Tereska coś tam lepi, coś wrzuca do skwierczącego tłuszczu potem człapie do stołu, studiuję rozpiskę, człapie do pieca. - Słoneczko zrób to, słoneczko zrób tamto – wydaje instrukcje. Załoga sieka, kraje, nadziewa, kelnerki kursują między salą, kuchnią i zmywakiem.

One najwięcej mają z wesela. Za każdą rundą obserwują coraz bardziej zgalwanizowanych osobników, bratanie się przed chwilą obcych sobie sąsiadów zza stołu, płacz kogoś kto zgubił okulary, gaszenie petów w literatkach przez tych, co zapomnieli, że palarnia jest w innym miejscu. Z nielicznymi wyjątkami goście wyznają zasadę, że lepiej mieć Parkinsona i trochę rozlać niż Alzheimera i zapomnieć wypić. Na słabszych głowach spożywane trunki stosunkowo szybko robią wrażenie. Niektórzy stają się marudni. Włażą do kuchni, bełkotliwie domagają się przepisu na jakieś danie. Wizyta orkiestry też od zajęć odrywa, a tu spieszyć się należy i grzecznym dla wszystkich być. I tak do rana.

Po kilku godzinach odpoczynku poprawiny. Pani Tereska z trudem wraca do swego królestwa. Nie dlatego, że spać się chce, ale dlatego, że nogi bardzo bolą. Robota kucharki to jak robota chirurga, non stop na stojąco, a pani Tereska nie doszła jeszcze do siebie po niedawnym zapaleniu żył.

Drugiego dnia bywa ciekawiej niż pierwszego. Podczas któregoś z wesel wódką rządziła matka pana młodego. W samej końcówce poprawin ojciec panny młodej upomniał się o kolejną partię flaszek. Na wiadomość, że gorzały już nie ma skarcił kobietę soczystym ciosem w szczękę. Świekra córki padała w iście hollywoodzkim stylu. Najpierw na blat stołu, potem z blatem na podłogę. 

Gdy rozjadą się ostatni goście, ze stołów zostanie posprzątane, naczynia pomyte i ułożone w szafkach pani Tereska i jej drużyna stają przed gospodarzami i ujawniają wszytko co kryją ich podręczne bagaże. Pani Tereska nie lubi niedomówień.

***

Żadnych gastronomicznych szkół nie kończyła. To talent i pasja sprawiły, że gotowanie podniosła do rangi sztuki. Jej dzieła wyczerpują cały polski jadłospis. Jej rolady, faszerowane ptactwo, pasztety, mięsne kule, jej flaczki i bigosy są prawdziwą poezją. Do tego katalog ciast, paleta klusek, gama sałatek. Pani Tereska jest wszechstronna. Z równym artyzmem piecze, smaży, gotuje.

Pani Tereska kocha to co robi. Na targu wybiera cebule i rzodkiew, które później mistrzowsko rozetnie, a powstałymi fantastycznymi kwiatami udekoruje weselny stół. Sama kupuje barwniki do cukrowej masy, która przemieni się w ozdobne cuda. Jej poczucie piękna i smaku sprawia, że wesele naprawdę może być jednym z najwspanialszych wydarzeń w życiu.

Maciej Pawłowski

wersja do druku


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi