Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Data utworzenia: 2007-08-10
Data modyfikacji: 2010-11-05

Krajobraz po trąbie

Na satelitarnej mapie Kłomnic trzema czerwonymi kółkami zaznaczone są miejsca największego spustoszenia. Tędy właśnie przeszła powietrzna trąba. Wszystko trwało jakieś pięć minut. Pięć minut, które wstrząsnęły wsiami Huby, Adamów i Skrzydlów.

20 lipca wójt Adam Zając wybrał się z wnukami nad Wartę. Późnym popołudniem chmury i wiatr wygoniły ich do domu. Po drodze spotkali stojącego na awaryjnych światłach fiacika. Zabrakło mu paliwa, śmigający dieslem wójt nie od razu mógł pomóc. Z domu przywiózł kanister benzyny. Gdy wlewał ją do baku malucha, gęstniejący deszcz zamienił się w grad wielkości kurzego jajka. W trosce o karoserię swojej japońskiej terenówki wójt czmychnął do pobliskiego lasu. Deszcz lał, grad walił, wicher hulał.

W domu odebrał wiadomość, że trzy wioski zrujnowała powietrzna trąba. Jest lokalnym szefem Obrony Cywilnej, alarmowe komunikaty natychmiast wyświetlają się w jego komórkowym telefonie. Ze spalinową piłą w bagażniku ruszył do Adamowa. To co zobaczył kojarzyło się z Hiroszimą po zrzuceniu atomowej bomby.

***

Wykonane z powietrza zdjęcia są jak fotosy do nakręconego z rozmachem, katastroficznego filmu.

Kawał lasu, jakby ścięty kosą, budynki pozbawione dachów, porozrzucane maszyny rolnicze, powalone słupy wysokiego napięcia, auto, z którego została tylko rama, potężny dąb wyssany z korzeniami.- Pierwsze, co przyszło mi do głowy, to ile worków na zwłoki trzeba przygotować – mówi Adam Zając.

Zbawienna łazienka

Od zdarzenia minęły dwa tygodnie, lecz rejon wędrówki wiru wciąż przygnębia. Na podwórku Zofii Pluty piętrzą się szczątki tego, co huragan przywiał i zrównał z ziemią. Z jej domu ostały się ściany. Mieszkająca opodal córka miała więcej szczęścia. Konstrukcja dachu wytrzymała, choć po jego poszyciu nie ma śladu.

Zofia Pluta rozpaczliwie chwyta się za głowę, wspominając nadejście trąby. Opowiada o miotanych wte i wewte okiennicach, drzwiach, których nie dało się utrzymać w rękach.  O tym, jak z córką i dwoma wnukami uciekali do letniej kuchni - starej chałupinki na podwórku. Jak wytrzaskało w niej szyby. Jak spadały przyniesione z końca wsi blachy, a ich stodołę zdmuchnęło pod las. Jak w momencie legły słupy energetyczne i drzewa przy ścieżce do ich obejścia: - Gdy już ucichło, mocno objęliśmy się i zapłakali.

 

Starszy wnuk - kilkunastoletni Tomek - miał wtedy kosić pożyczonym kombajnem, do pola dotrzeć nie zdążył. Widział nadciągający lej powietrzny, pamięta swój strach i strach brata – Michała.

Potem zaczęli przybiegać ludzie: - Był jeden wielki lament, ze Skrzydlowa przyjechał wujek, żeby sprawdzić czy żyjemy.

Wujek Krzysztof (syn Zofii): - I jak to wszystko odbudować? Przecież sami nie damy rady. Dobrze przynajmniej, że Michałek wyjechał na te kolonie do Warszawy, co premier zafundował. Michałek na koloniach jeszcze nie był.

Bo to niebogate wioski. Bez imponujących willi, wymyślnych ogrodzeń, bulterierów w kojcach, pilotem otwieranych wrót do garaży.

***

Helena Koćwin z Hub ma 82 lata. Miesiąc temu synowie podwyższali budynek, zamontowali nowy dach. Teraz w mieszkaniu niebo zamiast sufitu. U sołtyski Teresy Reźniak to samo. Na wieść o kataklizmie, jej dorywczo pracujący w stolicy mąż zadzwonił z najczęstszym tego dnia pytaniem: - Czy wszyscy cali i zdrowi? Pognał do domu, zobaczył odgłowione piętro.

W Skrzydlowie dachu nie ma rodzina Ratajów. Starzy Grzesikowie nie mają niczego. Kiedy trąba zaczęła targać ich drewnianą chałupą, uciekali z pomieszczenia do pomieszczenia, w końcu schowali się w domurowanej łazience. Nawałnicy oparła się tylko ta łazienka. Jej ściany sterczą na pustkowiu, niczym wymysł surrealisty.

Sąsiad obserwował ruch trąby. To, jak zbliża się, robi zakręty, zmiata po drodze grzesikową chudobę, idzie w las, rozdwaja się i wytraca impet. Jego znajomy był na polu, trąba zawadziła go rogiem. Czuł, jak traktor z wyłączonym silnikiem sam rusza z miejsca, ciągnąc za sobą wyładowaną przyczepę. W ostatniej chwili wyskoczył. Widział kombajn przewracany na podobieństwo zabawki. Jak na ironię, po przeciwnej stronie ulicy zaledwie parę dachówek spadło z najbardziej tu okazałej, stylizowanej na szlachecki dworek hawiry.

Żal do premiera

Pomoc przyszła błyskawicznie. Najwcześniej pobojowisko zobaczyły ekipy ochotniczych straży pożarnych podłączonych do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego. Za nimi pospieszyli zawodowcy ze śląskich komend i kadeci Centralnej Szkoły Państwowej Straży Pożarnej w Częstochowie. W sumie 38 zastępów, 212 strażaków.

Było po zmroku, wokół niesamowity rozgardiasz, drogi zatarasowane wyrwanymi z podłoża drzewami. W urzędzie gminy pierwsze zebranie kryzysowego sztabu, uruchamianie nadzwyczajnych kanałów pomocy rzeczowej i finansowej.

Wójt Zając: - W tym potwornym zamieszaniu trzeba było zapewnić ludziom jakieś prowizoryczne schronienie, przykryć zdewastowane budynki folią. Brakowało spinaczy, gwoździ, zwykłych młotków. W najbliższych hipermarketach udało się zdobyć zaledwie sześć przeciwdeszczowych kurtek. Bardziej przydatne okazały się miejscowe hurtownie. Trąba przeszła po godzinie osiemnastej, zatem akcja ratownicza przebiegała w nocy. Pozbawiony prądu teren oświetlano teleskopowymi reflektorami na strażackich wozach. Do rana metodycznie przeszukiwane były rumowiska. Nadmiernie religijny nie jestem, ale to cud, że nikt nie zginął, że nawet zwierzęta nie ucierpiały. Jeszcze przed huraganem z zamkniętych kojców, w przedziwny sposób, zniknęły psy. Instynktownie wyczuły nadchodzący kataklizm. Na podwórka wróciły po kilku dniach. 

Pełne ręce roboty miał Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej. W kłomnickim zespole szkół stołówka wydawała zupy regeneracyjne, posiłki dostarczano także wprost do poszkodowanych. Radny Zbigniew Modlasiński został dobrowolnym kwatermistrzem. Razem z żoną dbał o dostawy prowiantu do stołówki.

Zjednoczyły się rodziny i znajomi z pracy. - To święte słowa, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Koledzy z firmy od razu postanowili pomóc – mówi Krzysztof Pluta.

Kasą sypnął wojewoda (1 mln 300 tys. zł), na nadzwyczajnej sesji Rady Gminy uchwalono dać poszkodowanym po tysiąc złotych na niezbędne, pierwsze wydatki. - Są wśród nich także osoby uzależnione od alkoholu. Pieniędzy do ręki nie dostaną, bo po prostu przepiją. W tych przypadkach będziemy bezpośrednio rozliczać się z budowlanymi firmami – informuje wójt.

Do Kłomnic przyjechał premier Kaczyński. Obiecał piętnaście milionów na usuwanie skutków żywiołu. W drugim tygodniu od tragedii, na koncie była już pierwsza transza rządowej pomocy, w wysokości dwóch milionów 325 tysięcy .

Tu drobny zgrzyt. Mieszkańcy najbardziej dotkniętych trąbą Hub i Adamowa mają żal do premiera, że ich nie odwiedził: - Pojechał tylko do Skrzydlowa, tam gdzie droga prosta i równa. Żeby telewizja łatwo mogła dotrzeć. Zapraszaliśmy pana premiera, ale widać nie ma cierpliwości do wieśniaków.  Skrzydlowianie też są nieco zażenowani: - Jak już się tu wybrał, powinien do nich zajrzeć.

Zdążyć przed Dziadkiem Mrozem

Dwa tygodnie to zbyt mało na powrót do normalności. Gospodarstwa nawiedzają urzędnicy i żurnaliści. Ci pierwsi obliczają straty, ci drudzy żyłują temat, szukając kolejnych „smaczków”. Regionalna telewizja eksponuje sprawę eternitu, którym pokryte były dachy. Dziennikarzom wyraźnie nie dostaje inwencji. Parominutowa wstawka poświęcona była głównie szkodliwości zawartego w eternicie azbestu. Trąba stanowiła pretekst do upchnięcia na antenie „reporterskiego” gniota.

W Kłomnicach rzeczywiście pojawili się specjaliści od oczyszczania terenu. Na rogach ulic porozstawiali reklamy antyazbestowych usług. W białych kostiumikach, rękawiczkach, z przykrywającymi nos i usta maseczkami wyglądają jak Dustin Hoffman w filmie „Epidemia”. Przed aparatem fotograficznym spieprzają w kabanich podskokach. - Śmieszni ci goście. Zanim tu przyjechali, większość dachówek sami posprzątaliśmy. Gołymi rękami, bez masek. Nawet gdyby całą armię do tego zagonić, i tak nie wyzbierałaby wszystkiego, co rozrzucone jest po okolicznych polach – zauważa mieszkaniec Skrzydlowa. - Mnie straszyli karami za trzymanie azbestu – dodaje pochylona wiekiem kobieta.

Podczas odbudowy ludzie koczują w wypożyczonych przez gminę mieszkalnych kontenerach. Kuchenka na butlę gazową przy wejściu i dwa łóżka składają się na ów ubogi apartament. Za całość osobistej higieny wystarczyć musi obmywanie się w misce. Energetycy podłączają pod tę prowizorkę prąd i zakładają liczniki. Przed ich wizytą niektórzy podpięli się „na dziko”, no bo jak tu bez elektryczności funkcjonować. Dzieci i starcy w kontenerach, pozostali członkowie rodzin na murach, przy obracających się betoniarkach, taczkach, łopatach i workach z cementem. Ratajowie rozładowują przyczepę z krokwiami do rekonstrukcji dachu. Na parterze założyli nowe okna, ale piętro w powijakach. Wyrwy w ścianie trzeba uzupełnić cegłami i położyć nowy strop. Im po trąbie zostały przynajmniej jakieś zręby budynku, Grzesikowie startują na starość od zera.

***

Przyszedł czas na pierwsze pokataklizmowe kwasy, podejrzenia, zawiści. Temu szkody przeszacowano, tamtemu niedoszacowano, ten specjalnie wybijał okna, by powiększyć rozmiary  materialnego uszczerbku, a tak w ogóle, jakim prawem Caritas przywłaszcza sobie połowę charytatywnie zbieranych pieniędzy. - Za kawałek blachy dostał siedem tysięcy rekompensaty. Zawsze byli równi i równiejsi – rzuca ktoś o swoim „równiejszym” sąsiedzie.

 

To ludzkie i normalne w takich sytuacjach. Najważniejsze jednak, by z odbudową zdążyć przed mrozami i śniegiem.  Kontenery nie nadają się do zimowego bytowania, a i letnie nie jest w nich szczytem marzeń. Adam Zając wierzy, że poszkodowani koniec roku spędzą już pod własnym dachem. Główny teraz problem to znalezienie fachowców. Mimo uproszczonych urzędowych procedur, nie jest o nich tak łatwo. - „UWAGA FIRMY BUDOWLANE (duże i małe/). Wójt Gminy Kłomnice zaprasza do udziału w odbudowie zniszczeń jakie wywołała trąba powietrzna na terenach wsi Adamów, Huby i Skrzydlów. Pomóżcie poszkodowanym rodzinom wrócić do odbudowanych mieszkań przed zimą. Za Waszą pomoc, oprócz godziwej zapłaty, możecie liczyć na wdzięczność ludzi, którym pomożecie. Urząd Gminy zapewnia fachowy nadzór budowlany. Czekamy na oferty od firm dużych i małych. Dzięki dotacjom państwowym i pomocy samorządów, a także wpłatom ludzi dobrego serca, płacimy zaraz po odbiorze robót.” - głosi rozpowszechniany wszelkimi możliwymi kanałami apel.

Pozostanie w pamięci

Do 20 lipca wójt Adam Zając był przekonany, że trąby powietrzne, tajfuny, cyklony i tornada zobaczyć można jedynie w telewizyjnych migawkach z odległych, egzotycznych zakątków świata. Po 20 lipca w Kłomnicach wszystko się może zdarzyć. Niszczącą siłę nieoczekiwanego ataku natury uświadomiły wójtowi wstępne ustalenia Sztabu Kryzysowego: dziewięćdziesiąt siedem uszkodzonych budynków mieszkalnych, w tym trzydzieści jeden  bez dachów, oraz osiemdziesiąt siedem budynków gospodarczych i osiemdziesiąt budynków gospodarczych z drobnymi uszkodzeniami poszycia dachowego, uszkodzonych czterdzieści słupów niskiego napięcia, uszkodzona jedna stacja transformatorowa, uszkodzonych dziesięć słupów wraz z siecią średniego napięcia, uszkodzona sieć wysokiego napięcia, przewrócone cztery słupy wysokiego napięcia, Adamów i Huby – kompletnie zniszczona linia niskiego napięcia, zniszczone około dwadzieścia hektarów lasów prywatnych w Adamowie, zniszczone trzydzieści sześć sztuk drzew przy drogach powiatowych, zniszczonych piętnaście sztuk samochodów.

Po bardziej szczegółowych oględzinach ilość uszkodzonych budynków mieszkalnych wzrosła do stu dziewięciu (z czego sześć nadaje się jedynie do wyburzenia), zaś uszkodzonych lub całkowicie zniszczonych budynków gospodarczych do stu pięćdziesięciu ośmiu. Starty oszacowano na dwadzieścia siedem milionów złotych, przy czym nie obliczano szkód w uprawach.

Kłomnice ucierpiały najbardziej, lecz powietrzna trąba huczała także w Mstowie i Rędzinach. W rejony przez nią oszczędzone uderzył grad i deszcz. Przy drodze Częstochowa – Radomsko widać przygięte do ziemi zboże, z którego ziarna na pewno nie będzie. W żyjącym ze szklarni Mykanowie rozpacz mieszkańców jest niemniejsza niż w Kłomnicach.

***

- „Piątek 20 lipca będzie dla części mieszkańców naszej gminy dniem, który już na zawsze pozostanie w ich pamięci.” - czytamy na internetowej stronie Kłomnic.

Maciej Pawłowski

wersja do druku


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi