Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Data utworzenia: 2007-10-08
Data modyfikacji: 2010-11-05

Psia sfora terroryzuje wieś

W Galewicach (woj. łódzkie) psia sfora pod osłoną nocy wydusiła 35 kur i 20 królików, należących do jednego z miejscowych gospodarzy. Kilka dni później czworonogi z nielegalnego przytuliska, znajdującego się w samym centrum wsi, zagryzły kolejnych 26 kur. Dzisiaj obawiają się ich wszyscy. Tylko patrzeć jak rzucą się na człowieka...

Poszkodowany mężczyzna (nazwisko do wiadomości redakcji) bezradnie rozkłada ręce, stracił właśnie ponad 60 mięsnych obiadów dla swej rodziny. Jest rozżalony, a jednocześnie mocno zdenerwowany brakiem reakcji jakiejkolwiek ze służb. Przed prawie trzema laty w podobnych okolicznościach zagryzione zostały jego kozy. Wszyscy tu do tej pory pamiętają zdjęcie w lokalnej prasie, na którym ów gospodarz za rogi trzyma uśmierconą kozę. Obraz tym bardziej tragiczny, że wokół niego na białym śniegu pełno było czerwonych kałuż krwi. To była prawdziwa rzeź, która wstrząsnęła całą okolicą.

Za jednym i drugim masowym mordem stoją psy, którymi ponoć opiekuje się starszy człowiek - jak mówią we wsi - zamknięty na świat i ludzi. Mieszka w walącym się, niewielkim domu. Gołym okiem widać, że nie on tu jest najważniejszy, po rozległym podwórzu leniwie przechadza się około 40 psów. Kiedy podchodzimy do płotu, kilka z nich ochoczo wyrywa w naszą stronę, głośno jazgocząc. Naciskamy klamkę. Niestety, furtka zamknięta.

 

Sam w swoim psim świecie

– On się już dawno od wszystkich odciął. Taki dziwak jest, z psami tylko żyje. Kiedyś, przed laty, jak jego żona była jeszcze na tym świecie, bez żadnego kłopotu szło się z nim dogadać. Teraz wszyscy go omijają, on też raczej towarzysko się nie udziela. Tyle co do sklepu wyjdzie i na tym koniec – opowiada jeden z sąsiadów. – Z tymi psami to od jego świętej pamięci żony wszystko się zaczęło. Lubiła zwierzęta, więc jak jej ktoś przyniósł psa, czy kota, to nie odrzucała. Z czasem ludzie się tak przyzwyczaili, że traktowali ją jak właścicielkę jakiegoś schroniska. Przed kilku laty kobieta umarła, a ten biedny chłop z całym psim przychówkiem został sam.


Na posesję psiego opiekuna nie sposób wejść. Wszędzie pełnoujadających psów.
Niestety nie udało się nam porozmawiać zwłaścicielem nielegalnego przytuliska.
Nie rozmawia z sąsiadami, nie rozmawia z urzędnikami, z dziennikarzami
też rozmawiać nie chce.

Jak się dowiedzieliśmy, od tego momentu czworonogów szybko zaczęło przybywać. Mnożyły się w niekontrolowany sposób, co rusz ktoś podrzucał kolejne zwierzaki.

– Było ich coraz więcej. Ludzie z całego regionu tu ciągle z psami przyjeżdżali i facetowi zostawiali. A on zawsze je przygarniał. Chyba już mu bez różnicy było: jeden w tą czy w tamtą – wzrusza ramionami kolejny z sąsiadów. – Sam widziałem jak kiedyś wieczorem auto podjechało i przez płot wrzucali jakiegoś „rasowca”.

I tak ilość psów w tym jednym gospodarstwie grubo przekroczyła setkę. Były wszędzie: leżały na kilku tapczanach wewnątrz domu (jeśli można w ten sposób nazwać tę ruinę), były w pomieszczeniach, w których kiedyś znajdował się warsztat, wałęsały się całym stadem po podwórzu. Wszędzie pełno eksklementów, smród nie do opisania...

 

Do hotelu marsz!

Trudno się zatem dziwić, że niezadowolenie mieszkańców z roku na rok było coraz większe, do gminy co chwilę napływały skargi, o sprawie kilka razy informowano policję. Samorząd musiał się tym zająć. Jedynym rozsądnym rozwiązaniem okazało się umieszczenie czworonogów w schronisku. W listopadzie ubiegłego roku pracownicy urzędu wyszukali w internecie namiary na Hotel dla Zwierząt i Ptactwa Domowego przy ul. Kosodrzewiny w Łodzi. Na mocy decyzji administracyjnej najpierw zabrano tam 42 dorosłe osobniki i 12 szczeniąt, w kolejnej turze wywieziono 35 sztuk. Trochę się uspokoiło, na posesji przy ul. Wieluńskiej pozostawiono tylko kilka psów.

Problem został zażegnany, jak się niedługo potem okazało za bardzo wysoką cenę. – Za jednego psa miesięcznie musimy zapłacić 150 zł, łatwo więc policzyć, że w ciągu roku z naszego budżetu wydajemy na ten cel niespełna 200 tys. Umowę mamy zawartą do listopada, jeśli do tego czasu nic w tej materii nie zmienimy, będziemy musieli podpisać kolejną na następny rok. I znów będziemy stratni. Tak olbrzymia suma dla żadnego samorządowca nie jest obojętna. W sytuacji, kiedy trudno o środki na podstawowe inwestycje, każdy grosz się liczy – mówi Lech Baliński, wójt gminy Galewice.

 
Na podwórzu „miłośnika” czworonogów z Galewic szwendają się psy chyba wszystkich
istniejących ras. Największe grono stanowią jednak różnej maści mieszańce.

Dobre w tym wszystkim było to, że przetransportowane do hotelu psy natychmiast odżyły. Wszystkie odrobaczono, zaszczepiono na nosówkę i wściekliznę, a nawet zaopatrzono w identyfikacyjne czipy. Wiele z nich znalazło już nowych właścicieli. Niestety warunki, w jakich przyszło im się wcześniej wychowywać, w wielu przypadkach pozostawiły ślad na psychice. Tak się dzieje, kiedy zwierzęta mnożą się w wąskim, zamkniętym środowisku.

Po ostatnich wydarzeniach, chyba do wszystkich dotarło, że psi problem znów przybiera na sile. W ciągu zaledwie roku liczba czworonogów na owym feralnym podwórzu wzrosła z kilku do wspomnianych 40 sztuk. I z pewnością na tym nie koniec. Bo ludzie nadal podrzucają następne zwierzaki.

 

Czy nie ma na to żadnego sposobu?

– Gmina, zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt, może podjąć uchwałę o kastracji psów i szybko doprowadzić do jej realizacji. Oczywiście nie rozwiąże to całego problemu. Ludzie nadal będą podrzucać je temu człowiekowi. Gdyby na wsi powstało schronisko, nikt by do niego już nie poszedł, miejscowy proceder pozbywania się psów byłby pod całkowitą kontrolą – tłumaczy Aniela Roehr wiceprezes Stowarzyszenia Obrońców Zwierząt ARKA. – W takiej sytuacji trzeba realizować specjalne programy lokalne, nakierowane na walkę z bezdomnością zwierząt. W grę wchodzi przynajmniej sterylizacja suk, czipowanie, nieodpłatne usypianie ślepych miotów. Taką możliwość daje gminom ustawa o ochronie zwierząt.

Obrońcy praw zwierząt sugerują, by sprawą jak najszybciej zajął się powiatowy lekarz weterynarii, którego zadaniem byłoby niedopuszczenie do dalszego niekontrolowanego rozmnażania. Następny krok to organizacja szeroko zakrojonej akcji adopcyjnej - nie tylko na gruncie lokalnym, ale przy pomocy specjalistycznych portali internetowych. Już wiadomo, że do takiego przedsięwzięcia trzeba się solidnie przygotować. Z początkiem tego roku wójt Galewic wszczął podobną akcję na własną rękę. Poinformował sołtysów o tym, że można adoptować nieszczęsne pieski, a ci z kolei mieli o tym powiedzieć wszystkim mieszkańcom. Niestety szczytny cel nie został osiągnięty.

 

W internecie o psach głośno

O galewickiej sprawie psich ataków w globalnej sieci aż dudni. Na lokalnych forach roi się od komentarzy, przytyków pod adresem władzy, itd.

– Czy nie opłaciłoby się zainwestować pieniędzy, które gmina łoży na utrzymanie psów w hotelu, w porządne ogrodzenie - a może to się komuś opłaca? Chodziły słuchy, że te psy są wykorzystywane do jakichś eksperymentów medycznych i wcale nie do Łodzi się je wywozi, ale na Śląsk. A tak nawiasem mówiąc denerwuje mnie to, że służby sanitarne pozwalają na trzymanie takiej ilości psów w centrum wioski. Tam jest tyle syfu w powietrzu, że to należy natychmiast zamknąć – grzmi jeden z użytkowników forum kępińskiego radia SUD.  – Ponadto wszyscy sobie muszą zdawać sprawę z tego, że w odległości zaledwie 300 metrów od tego „schroniska” jest budynek szkoły podstawowej i gimnazjum - czym to grozi, nawet nie chcę tego głośno mówić. Jeśli te psy nie znikną z Galewic legalnie, to znikną w inny sposób - mieszkańcy są tak przerażeni i zdeterminowani, że nic ich wkrótce nie zatrzyma!

***

Przypadek mieszkańca Galewic i jego „miłości” do psów nie jest odosobniony. Wystarczy wspomnieć o historii Violetty Villas, która po zakończeniu kariery „przytuliła” do siebie setki psiaków. Potem nie potrafiła im zapewnić należytej opieki, bo zwyczajnie sytuacja ją przerosła. Niedawno kolorowe pisemka gorączkowo rozpisywały się także o podobnej przypadłości matki znanego prezentera telewizyjnego Tomasza Kammela. Trzeba pamiętać o tym, by udzielając pomocy zwierzętom, nie zapomnieć o ludziach, którzy chorobliwie zaprzedali się swojej pasji. Czasami potrzebują jej bardziej, niż ich podopieczni.

Przemysław Chrzanowski
fot. autor

***

Danuta Skarbek z Fundacji Opieki nad Zwierzętami CANIS dla Witryny Wiejskiej:

Wydaje mi się, że w tej sytuacji trzeba wystąpić do prokuratury o odebranie temu panu zwierząt i poddanie go leczeniu. Jest to długa procedura, ale chyba nieunikniona, skoro zwierzęta są zagrożeniem dla okolicznych mieszkańców.

W międzyczasie można spróbować znaleźć jego rodzinę lub osobę, której ufa i zaproponować sterylizację/kastrację zwierzaków — oczywiście gwarantując mu, że zwierzaki po zabiegu do niego wrócą. Może warto zacząć od tego, że podaruje mu się karmę (gminny Wydział Ochrony Środowiska z reguły ma fundusze na wspieranie zwierzaków wolnożyjących i ich karmicieli).

Później można przejść do leczenia zwierząt i sterylizacji. Niestety podrzucania zwierząt nie da się całkowicie wyeliminować — chyba, że założy się monitoring (można np. pożyczyć od kogoś na jakiś czas) i będzie ścigało karami „podrzucaczy”...

W lokalnej prasie warto zrobić akcję informującą o problemie — może uda się zgromadzić wolontariuszy, którzy pomogliby w opiece nad zwierzakami i w szukaniu im domów. Fajne zdjęcia psiaka i sympatyczny opis z reguły pomagają bardzo w znalezieniu domu!

Trzymam kciuki, żeby udało się pomóc!

 

wersja do druku


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi