Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Data utworzenia: 2007-11-26
Data modyfikacji: 2010-11-05

Fanatyki ludowizny

Wziąć lacha za górola, to jak maczetę z meczetem pomylić. Na słuch podobne a całkiem, co inszego znaczą. Człowiekowi z nizin lach i górol z pozoru tę samą godkę serwują, lecz po prowdzie ta godka u nich nie jednaka. Lach górola w trymiga zdemaskuje, podobnie zresztą jak górol lacha.

 

Drzewiej lachy podnóża gór zasiedloły, z zimi żyznej żyły, góroli bogactwem epatowoły. By gorszemi nie być, górole za ocean, do Ameryki dorobioć się wyruszoły, tak jak dzisioj ich prawnuki do Irlandyi wyruszoją.

Lachów potomkom Irlandyjo tyż nie obco, bo czasy tera takie, że wszystkiem mniej więcej tak samo się wiedzie. W ojczyźnie ukochonej dziaćki za robotę lichowe, to i nie dziwota, że młodych w obce kroje gno. Czy to lach, górol, czy inszy kaszub, wszystkie przecie żyć jak ludzie potrzebują.
Z odmienności ino ta lachosko godko się ostoło i strój na grzbiecie od górolskiego szykowniejszy.


Zimię Sundycką śnig przyprószył

Między bogiem a prowdą, z tą godką i strojem różniście bywo. Po szkołach i urzyndach wincyj polsko niż lachosko czy górolsko mowo się niesie, nad ojców trodycją, jakby to pa ruski ująć, sawłarwiwr zwycinżo. Gdyby nie wytężune storonio zapolyńców lokalnych, o swych lachoskich korzyniach lachy by zapomnioły.

Szósty roczek mijo, jak Stowarzyszenie Lachów Sundyckich powstoło. Dziołocze oddoni, przy życiu je trzymoją, do szocunku dlo dziedzictwa, co w odziniu i słowach się wyrożo, lud lachoski namowioją.

A jest un niemoły, z kilka tysincy głów liczuncy. Wkoło Suncza rozsione są lachy a i w somym mieście, tyż ich nie brokuje. Nojsilniej jednakowóż trzymoją się w Podegrodziu, choć prezes Stowarzyszenia, Smoleń Jan, z Chełmca pochodzi. Strażokami tamecznymi jako ichni kumendant dyryguje. Un ci to, co rok przeglundy „Lachoskim Godoniem” zwane uskutycznia.

 

Figur dostojnych tyż nie zobrokło

 

Tom razom do Nawojowej uczestniki przeglundu przybyły.

Zimię Sundycką śnig przyprószył, ślizgowicą na drogach przedwczesno zima o sobie przypomnioła.  Ale co tam, choćby i skoły sroły, na przeglund nie przyjść, to jak do kościoła w niedzielę nie pójść.

I przyśli.

Pięćdziesińciu ich komisyjo konkursowo naliczyło. Uczestniki z Suncza, Chełmca, Podegrodzia do Gminnego Ośrodka Kultury weszły, co to kiedyś do nawojowskiego tartaku należoł. Jedne zara na stołkach posiadoły, drugie do wychodka polecioły lachoskie portki i spódnice zakłodoć, przebiroć się w koszule haftowane, w pasy szerokie, jak do przepukliny ugniotanio, metalem jakimsik gęsto nobite, w kapelusiki z piórkiem wesoło sterczuncym. Kobity urodę w wychodku se poprawioły,  chłopy baczyły czy aby z gaci koszulo nie wyszło. Ledwo unych izba pomieściła.


Człowiek w unych lachoskich artystów gały wrzypioł.

Za wielko to una ta nie jest, ale scynę mo bogatą. Czarno kotara podest odsłanio, a za niem na ścianie pięknie wymalowone góry widoć. Gdyby tamuj jeszcze, jaki jeleń zaryczoł, obrozkiem takiem kożdo chołupo chwolić by się mogło.

 

Figur dostojnych tyż nie zobrokło.

Som wójt Kiełbasa Stanisław i powiatowy radny Poradowski Ryszard imprezę zaszczycili. Oba dohtóry. Nie takie, co ludzi, czy gadzinę leczą, ino od rolnictwa.


Som wójt Kiełbasa Stanisław imprezę zaszczycił.

Wójt i radny to wielkie fanatyki ludowizny są. W dziewięćdzisiątych latach zespół folklorystyczny „Nawojowianie” zokłodali. W rolniczej szkole wtedy uczyli, gdzie estradowo uzdolnionej młodzieży było jak ozdób na lachoskim przyodziewku. Ucznie szkołę kuńczyły i do „Nawojowian” przystympowały. Nawet emerytuwonymu profesórowi zespół przypasowoł. Bugajski Bronisław, bo o niem mowo, mo osimdziesiąt trzy loto a jeszcze śpiwo i recytuje. Na przeglund musowo przybył.

Jury surowo w artystów się wpotruje. Słucho czy godko prowidłowo, czy śmiszno i kupy się trzymo, na stroje bystro łypie. Kawalerka i dziołszki, dziopomi tu nozywone, wystympują osobno, dorośli osobno.

Józefowi Proszkowi stuknyła siedymdziesiątka, na liście uczestników dwudziesty szósty numerek mu wyznoczyli. Czeko cierpliwie na swoją kolejkę, papieroska przed budynkiem kurząc. Dwa razy w tygodniu przychodzi na próby „Nawojowian”, na przeglundzie wygłosi opowieść przez choreogrofkę Zofię Skwarło opracówaną. Bez tych prób zespołu nudno by było tak ciungle w dómu siedzieć. 

 

Dlo chleba Ponie, dlo chleba

Raźniej się w izbie zrobiło, kiedy Kasieczka Rafał z synkiem Pawełkiem i matką Rozalią w jej progi zawitoli.

Z Klęczan Kasieczka rodym, lecz sławo jego calutką Sundycczyznę ogornio. „Weselny Redford” o niem mówią, bo cosik z Redforda w twarzy mu majaczy. Ino z Kasieczką za drużbę weselisko może być udone. Tera na weselach ludowizna w modzie, nie tak jak jeszcze dwadzieścia roków nazod, kiedy no wsioch po miastowymu być musioło. W kółko Rodowiczka i Krawczyk, Krawczyk i Rodowiczka. Tera folklorem tańce się przeploto.

Kasieczka czynsto z Horowskim Grzegorzem po weselach chodzą. I Horowski „Nawojowian” jest uczypiony. Grojek z niego przebogoty, na klornycie zespołowi akompaniuje, weselami dorobio. Przez nie muzyczną szkołę rzucił i nowet w wojsku obskokiwoł ze dwa w miesiuncu. W osimdziesiuntym ósmym roku wzieni go w kamasze, do reprezyntacyjnej orkiestry wojska polskiego trofił. Jego starszy brat w rolniczej szkole (tamuj gdzie wójt Kiełbasa uczył) artystycznie się udzieloł, tera w Brazylii jest misjonarzem. Podobnież indiańców śpiwonio uczył zanim na wyższej uczylni się obstonowił.


Prezes Stowarzyszenia Smoleń Jan z Chełmca pochodzi.

Drugiego takiego drużby jak Kasieczka Rafał dlo Horowskiego Grzegorza ni ma i nie będzie. W weselach une nie równe. Horowski zoliczył ponod siedymset, Kasieczka do czwortej setki dociunga.

Kłomercyją i pseudoludowizną nozywo Kasieczka swoje  dorobionie. O jakiesich schematach do zadawalniania weselników mówi. Ino te rymowanki, któremi gościa kożdygo z osobna wito, układo od rynki. Wprzódy gospodorzy o nazwiska pyto i do nich te śmiszne wierszyki dorobio. Żartuje se, że Wyższą Szkołę Pasienia Bydła Rogatego i Śpiewu skuńczył, tamuj poetyckiej łatwości nobroł.

 

Kłomercyjo i schematy

R. Kasieczka przed domem młodego: - Jak se zaśpiwomy, tak se grać bedziemy i cie panie młody dzisiaj łożeniemy.

Muzykanty przed domem młodego (dźwiękonaśladownictwo): - tiatatita, tiatam, tiatatita, tiatam.

R. Kasieczka kontynuuje: - Witomy sąsiadkę, niechże nie cuduje. Gdzie reszta rodziny? Pewnie się maluje.

Muzykanty: - tiatatita, tiatam, tiatatita, tiatam.

R. Kasieczka w domu młodego: - W imię ojca i syna i ducha świętego, zaczynamy weselę u pana młodego.

Muzykanty: - tiatatita, tiatam, tiatatita, tiatam.

R. Kasieczka do młodego: - Podziękuj rodzicom, że cię wychowali, ileż to tych nocy przez ciebie nie spali.

Muzykanty: - tiatatita, tiatam, tiatatita, tiatam.

R. Kasieczka ponagla druhenki: - Trzeba nam ominąć wszystkie nudy, strachy, weźcies nam druhenki młodego pod pachy.

Muzykanty: - tiatatita, tiatam, tiatatita, tiatam.

R. Kasieczka przed domem młodej: - Słonecko, słonecko na wysokim niebie, tutaj my Jarecku łozenimy ciebie.

Muzykanty: - tiatatita, tiatam, tiatatita, tiatam.

R. Kasieczka na widok młodej: - Wyszła pani młoda do pana młodego, to bedzie początek wesela waszego.

Muzykanty: - tiatatita, tiatam, tiatatita, tiatam.

R. Kasiecka do młodego: - Łoj jak pani młoda do nas już wychodzi, tyż ci panie młody podejść nie zaszkodzi.

Muzykanty: - tiatatita, tiatam, tiatatita, tiatam.

R. Kasieczka przed Domem Weselnym: - A rodziców prace trzeba uszanować i ten bocheneczek trzeba ucałować.

Muzykanty: - tiatatita, tiatam, tiatatita, tiatam.

 

Cytaty i pisaty

Jednakowóż prowdziwną ludowiznę ukochoł pasjami. Pole, co hyktor mierzy trzo obrobioć, roboty w klęczańskim kaminiołomie tyż ostowić nie można, a i weselomi zda się ździebecko złotóweczek dostukoć. Ale ludzki żywot to nie ino te złotóweczki, człowiek przecie nie wół roboczy.


No i ostoły się jeszcze chołupy, takie jak u Kasieczków

Kasieczka Rafał prowdziwną ludowiznę bado dla, jak to w telewizorze godoją, staysfakcyi. Chłop z niego niestary, dopiro czterdziestkę liczuncy, a jako tyn dziodeczek, bez ustanku dziecinne lata rozpomintuje. Babcyną chałupę z klepiskiem, kury co po niem łaziły i to jak babcio popiołem z pieco kurze gówna zasypywoła. - Pomintonie to nasz skarbcyk dla dziecków i wnuków – powiodo.

Po biblyjotekach różnistych jeździ, jako ten śtudent nad uconymi ksiunżkami o folklorze ślency. Nocomi cosik tam śkrybie na papirkach, bo un nie ino cytaty, ale i pisaty jest.


O Wilii i Bożem Narodzyniu

Te wszystkie wystympy, godki wesołe, historyjki o downych czasach un som somiuteńki tak śprytnie obmyślo. No przeglundzie w Nawojowej o Wilii i Bożem Narodzyniu mówił. Godko to była tako wincyj do śmichu, ale cosik za serce łapoło i mokre robiły się oczy, jak te rodzinne zwyczoje wymienioł. 

Co rok w inszej gminie „Lachoskie Godonie” urządzoją i co rok Kasieczka Rafał tamuj się pokozuje.

Gdzie ta jaki konkurs weselnych drużbów, gdzie ta ino folklorem jakimsik zopochnie, tamuj bez Kasieczki widowiska ni ma. Wystympy une to nie bele co. Specjalisty wielkie w jury zosiodoją, etongrafy, muzykologi, unych ta na lichy bajer się nie wzinie. Jeszcze dzisioj wspomino Kasieczka Rafał, jak to na jednej takiej imprezie „ciupazecke” w godce mu wytykoli, bo lachy przecie nie „ciupazecek” a siekierecek używoją.

 

Piknie było

Śtyry godziny w nawojowskim Gminnym Ośrodku Kultury lachy wystympowoły. Migiem to zlecioło, bo człowiek nudzić się nie musioł. Kożdyn jedyn, któren na scynę weszedł, żywcem z teatru prowdziwnego wzinty.

Stare ludzie, dziołszki i chłopoki małe, wszystkie jak pacirzo opowiostek się wyuczyły. Jak aktory jakie, co to w telewizorze oboczyć unych możno, akuratnie do historyjek swoich mówiły i śtuki insze pokazywoły. A to rencami gdziesik ta w powietrzu wodziły, a to raptem nogą przytupnęły, kiedy trza głos podniesły, kiedy trza opuściły. Człowiek w unych lachoskich artystów gały wrzypioł i wcale mu się nie przykrzyło. Historyjki tyż takie, jakoby pisorz je prowdziwny obmyślił, abo jaki satyryk.


Jury surowo w artystów się wpotruje

Wszytkie zgromadzone w Gminnym Ośrodku Kultury ludzie do kuńca czekoły. Żadyn wcześni nie wyszedł, coby towarzystwa nie obrozić. Te, co już no scynie były i te, co dopiro wystumpić mioły w sini się kotłowoły, bo tamuj z okienecka gratisowy gulosz wydowono. Pyszności takie nie co dziń się jodo, ino paluncy był straśnie, do wychylynia kielunecka jakiego zachyncający. 


Józefowi Proszkowi stuknyła siedymdziesiątka

Proszkowi Józefowi, któren no poczuntku kolejki no scynę doczekoć się ni mógł, ludziska kloskoły aże ściony drżoły. Inszych tyż browami nogrodzono. Kasieczkę Rafała, Pawełka i Rozalię, i te dziecka, co je Marta Gródek-Piotrowska, nouczycielko z podstowówki iminio Stanisława i Jana Potoczków w Rdziostowie przywiedła. W unej szkole o lachoskie trodycje silnie dboją. Stowarzyszenie przyznoło im nowet „Złote Serce Lachoskie”, którygo nie kożden może się spodziwoć. 

***

Dlo Smolenia Jana, Poradowskiego Jana i Kiełbasy Stanisława lachoskie przeglundy to som miód i pszynno mąko. Sundyckie gminy bidne, samorzundy na kulturę pinindzy wielkich dowoć nie mogą, jednakowóż ludziom chynci nie brokuje. Prowdo, że młode zogronice tera wyjiżdżoją, że takiech po śrydnich szkołach mniej niż downiej do „Nawojowian” przystympuje, ale za to te najmnijsze do folkloru się gorną.

No i ostoły się jeszcze chołupy, takie jak u Kasieczków. W unych Pawełkach nodzijo, że lachosko trodycjo nie zemrze. Że nostympne przeglundy ichniego godonio byndą tak pikne, jak pikny był tyn w Nawojowej.

 

na rzekomą gwarę wystylizował:

człowiek z nizin

Maciej Pawłowski


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi