Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Data utworzenia: 2008-04-09

Data utworzenia: 2008-04-09
Data modyfikacji: 2010-07-19

Wypełnić wniosek – niełatwa sprawa

 

Kiedy na konta rolnicze spłynęły pierwsze dopłaty, nastawienie mieszkańców wsi do integracji europejskiej nagle się poprawiło. Wszyscy uwierzyli, że z tymi pieniędzmi „za nic” to najprawdziwsza prawda, a nie żaden mit. Do każdego hektara Zachód dopłacił po kilkaset złotych, odtąd trudno znaleźć niezadowolonych.

Dobrze jest jednak dopiero wtedy, gdy kasa wpada na konto. Zanim do tego dochodzi, rolnik musi przejść drogę przez mękę z załatwieniem wszystkich formalności. Większość z zainteresowanych nawet nie stara się zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi...

 

Sebastian Jasiński gospodaruje od niedawna na 14 hektarach. Nigdy wcześniej nie myślał, że przyjdzie mu się zmierzyć z takim wyzwaniem. Śmieje się, że rolnikiem został nie z miłości do ziemi, a z miłości do swej drugiej połowy. Kiedy się ożenił, rodzice jego wybranki natychmiast przepisali na rzecz młodych cała swoja schedę.

- Dopłatami z unii w ogóle dotąd się nie interesowałem. Słyszałem tylko, że coś takiego jest i że najpierw trzeba jakieś wnioski wypełniać. Z chwilą, gdy stałem się właścicielem gospodarstwa, postanowiłem sprawie przyjrzeć się bliżej. Wziąłem do ręki papiery z zeszłego roku i zacząłem je analizować, stwierdziłem wówczas, że to nic trudnego. Niestety nie wziąłem jednego pod uwagę: tego, że wnioski o dopłaty obszarowe każdego roku mogą być inne – dzieli się swoimi refleksjami Sebastian Jasiński. Młody rolnik spod Kępna dołączył w ten sposób do wielkiej rzeszy niezadowolonych plantatorów w całym kraju.

 

 

Jak twierdzą doświadczeni w tej materii rolnicy, pierwsze wnioski były dosyć proste i jeśli ktoś przed złożeniem takiego poprawnie wypełnionego wniosku w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa zrobił sobie jego kopię, to w następnym roku był w stanie wypełnić go samodzielnie bez większych trudności i bez błędów.

- Ale agencja, a raczej osoby odpowiedzialne za opracowanie wniosku i instrukcję jego wypełniania postanowiły „ułatwić” rolnikom pracę i zmieniły wszystko, dodając między innymi ortofotomapy. Jak podają w instrukcji, dla ułatwienia przy wypełnianiu wniosku. Nie wiem tylko, na ile to miało ułatwić rolnikowi, chyba że za ułatwienie uważają wydłużenie czasu wypełniania jednego wniosku nawet kilkunastokrotnie – pisze na jednym z internetowych forów Tomasz, rolnik z województwa podkarpackiego. - Jest to kłamstwo i nie wiem, z jakiego powodu agencja nie pisze, że chciała sobie ułatwić pracę, a nie rolnikom. Bo dla przykładu w poprzednich latach, gdy nie było jeszcze tych map, wniosek swój wypełniałem w niecałe 5 minut, a teraz z ulepszeniami robię to prawie godzinę. Dla ścisłości i zobrazowania problemu: moje gospodarstwo składa się z 25 działek, a zdarzają się w mojej okolicy przypadki, gdzie gospodarstwa złożone są ze 100 i więcej działek. Wtedy w rachubę wchodzą nie godziny a dni. Wszystko trzeba powoli i dokładnie wypełnić i dwa razy sprawdzić, by ustrzec się błędu, bo będą rolnika wzywać i wszystko będzie wstrzymane, albo, co gorsza, nałożą karę.

 

Życia nie ułatwia rolnikom kilkunastostronicowa instrukcja wypełniania wniosków o płatności obszarowe. Nagromadzenie specjalistycznych pojęć jest tak wielkie, że ludzie rozkładają ręce. Ci, którzy mimo wszystko starają się sprostać wyzwaniu, rzadko się nie mylą.

- Pomyślałem sobie, że skoro jestem wykształconym człowiekiem, to zrobię wniosek bez niczyjej pomocy. Podpierając się wskazówkami zamieszczonymi na fachowych stronach internetowych, napisałem wszystko w jeden dzień. Zawiozłem to do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa i pewien, że wszystko jest w porządku, czekałem sobie na pieniądze. Niestety, moja sielanka trwała kilkanaście godzin, nazajutrz wezwano mnie, żebym zabrał wniosek do poprawki. Kiedy dowiedziałem się, ile narobiłem „byków”, stwierdziłem, że to chyba ponad moje siły. Postanowiłem udać się do specjalisty – opowiada Sebastian Jasiński. – Przyszły mi wówczas do głowy dwie koncepcje: albo skorzystam z pomocy pracownika Ośrodka Doradztwa Rolniczego, albo załatwię sprawę u fachowca, który za tego rodzaju usługę każe sobie słono płacić. Wariant darmowy okazał się nieszczęśliwym pomysłem. Pokoik, w którym interesantów przyjmowała pani z ODR, po brzegi był wypełniony ludźmi. Kiedy zobaczyłem, że cała ta procedura niesamowicie się wlecze, odpuściłem sobie i w te pędy moje błędnie wypełnione wnioski zaniosłem do emerytowanego pracownika agencji. Zapłaciłem 40 złotych i temat mam z głowy.

 

Na nowe wnioski narzekają nie tylko rolnicy, często wprowadzanymi zmianami oburzeni są także pracownicy instytucji obsługujących cały proces związany z płatnościami obszarowymi. Nikt nie jest w stanie dotrzeć do rozporządzenia określającego wzór wniosku na 2008 rok. – Nie po raz pierwszy mamy do czynienia z tak irytującymi zmianami w sposobie wypełniania wniosków. Rok temu prowadziłem szkolenia z zasad wypełniania wniosków i do ostatniego dnia (do końca kwietnia) owe zasady zmieniały się w sposób zaskakujący – zwłaszcza w odniesieniu do tzw. płatności zwierzęcej. Czy mamy szansę na normalność? Myślę, że nie nastąpi to szybko skoro rotacja w agencji jest olbrzymia. W takiej instytucji potrzeba ludzi z wiedzą, a nie z zapleczem politycznym i do czasu, jak to się nie zmieni, to będzie źle – konstatuje internauta Igor.

Do chóru narzekających dołączają sami pracownicy powiatowych biur ARiMR. Nie są zadowoleni z nowych wzorów wniosków opracowanych przez centralę w stolicy. Mają pretensje, że nikt z nimi nie konsultował nowych rozwiązań. Twierdzą, że to całe „uproszczenie” wypełniania wniosków spowodowało tylko tyle, że mają więcej roboty przy ich obsłudze.

- Zdarza się nawet, że dochodzi do konfliktowych sytuacji. Ludziom zwyczajnie puszczają nerwy – mówi jedna z pracownic ODR z województwa łódzkiego. - W ubiegłym tygodniu pod moimi drzwiami ustawiła się spora kolejka. Szło nawet nieźle do momentu, kiedy trafiłam na rolnika posiadającego ziemię w kilkudziesięciu kawałkach. Zanim wspólnie doszliśmy do porozumienia przy rysowaniu mapek, ludzie zaczęli się buntować, do moich uszu zaczęły docierać niewybredne komentarze. Już myślałam, że mnie jeszcze jakaś krzywda przy tych wnioskach spotka. Cóż ja mogę począć, kiedy te nowe procedury są tak czasochłonne. Wspólnie z kolegami uznaliśmy, że po nieznacznej modyfikacji najbardziej przyjaznymi formularzami byłyby te, z którymi mieliśmy do czynienia bodaj w 2004 roku. Ciągłe zmiany do niczego dobrego nie prowadzą, rolnicy nie mają szans nauczyć się wypełnienia wniosków. Wiedza, jaka posiądą w jednym roku, jest kompletnie nieprzydatna w kolejnym.

Jest i druga strona medalu. Gdy przed kilku laty rolnicy po raz pierwszy ubiegali się o unijne dopłaty, masowo uczestniczyli w szkoleniach, organizowanych choćby przez ODR-y. Śmiało można powiedzieć, że w tamtym czasie około 50 procent zainteresowanych posiadło stosowne umiejętności. Dziś takie szkolenia organizuje się nadal, ale frekwencja jest wręcz śladowa. Rolnicy, idąc z papierami do BP czy ODR, są zazwyczaj kompletnie nieprzygotowani. Do rzadkości nie należą i tacy, którzy nawet nie raczyli otworzyć przesyłki z dokumentami z agencji. Wygodnictwo ma pewne granice.

 

Wypada mieć nadzieję, że to już ostatnie zmiany, jakie wprowadzono w procesie ubiegania się o dopłaty bezpośrednie. Jeśli sposób wypełniania wniosków zostanie utrwalony na dłużej, istnieje szansa, że głosów niezadowolenia ubędzie. Specjaliści przekonują, że z kłopotliwymi formularzami jest tak jak z dorocznymi zeznaniami podatkowymi. Jak ktoś raz spróbował i sobie poradził, to nawet po wprowadzeniu zmian z PIT-ami do biura rachunkowego ganiał nie będzie. Cóż, potrzeba nam zatem odwagi i konsekwencji w działaniu.

 

***

 

Rolnicy mogą składać wnioski o przyznanie płatności obszarowych na rok 2008 do 15 maja. Każdy, kto zrobi to po tym terminie, otrzyma mniej pieniędzy. Zgodnie bowiem z przepisami kwota płatności dla tych, którzy złożą wnioski po 15 maja, tzn. między 16 maja a 9 czerwca 2008 roku, zostanie pomniejszona o 1 procent za każdy dzień zwłoki. Warto zatem, dla własnego interesu, dotrzymać terminu i złożyć wniosek w terminie (źródło: Rolnicze Wiadomości Dnia).

 

Przemysław Chrzanowski

Fot. Autor

 


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi