Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Data utworzenia: 2008-04-18

Data utworzenia: 2008-04-18
Data modyfikacji: 2010-07-19

Jakie piękne nagrobki

Wypada używać pięknych słów, kiedy jest się lokalną fiszą i kiedy kocha się rodzinne strony. Adam Rozlach jest lokalną fiszą, a piękne słowa przychodzą mu łatwo. Czy to plastyczny konkurs dla dzieci, czy to jakaś rocznica, narodowe święto lub czegoś otwarcie, staje przed tłumem i pięknie mówi.

 

Te jego okazjonalne występy nie są zwykłym składaniem kartkowych życzeń, pod które wystarczy podłożyć adresata. Każde z tych ważnych wydarzeń ma przecież swoją specyfikę, niepowtarzalne tło i inne owoce przynosi. Do młodych trzeba pedagogicznie, do starszych z szacunkiem, do strażaków z uznaniem, a do wiejskich gospodyń z nutką bezpośredniości. Niekiedy dla wzmocnienia wydźwięku przydaje się nasz ukochany Ojciec Święty, czasami mityczny heros, kiedy indziej nieśmiertelny Sienkiewicz.
 


Adam Rozlach rządzi gminnymi wodociągami.

 

 

Nie mówi dla poklasku, o nie. Jest po prostu czujący i wrażliwy, sam wzrusza się wypowiadając te piękne, przez siebie wymyślone zdania.

 

Kocha okolicę i jej mieszkańców. No może nie konkretnych Iksów czy Igreków, ale ich w swojej masie, ich skupionych w drużynie Ochotniczej Straży Pożarnej, w Kole Gospodyń Wiejskich, w szkolnym kółku artystycznym.

 

Nieudolnie naśladując Adama Rozlacha, można by rzec, że daje ludziom życie. Bo woda to życie, a on rządzi gminnymi wodociągami. Jest oprócz tego przewodniczącym Rady Powiatu i choć powiat rozległy, dziesięć gmin liczący, ta jedna w duszy najwięcej miejsca zajmuje. Jeśli kocha się prawdziwe, badać jej przeszłość jest z głębi serca płynącym nakazem.
 

***
 

A gdzie najlepiej badać, jak nie w tutejszej bibliotece. Zwłaszcza, gdy rządzi nią ktoś taki, jak Anna Kowalska. Ona też swoją gminę kocha i zna piękne słowa. Nimi maluje małe miasteczko, rynek otoczony starymi kamienicami, kolegiatę na wzniesieniu i ludzi, co kiedyś tędy chadzali.

 


Sonia Pressman Fuentes (z lewej) i Anna Kowalska.

 

Od ćwierćwiecza krząta się wśród półek i z radością zdobywającego kolejne trofea myśliwego wzbogaca księgozbiór woluminami, w których choć raz, choć jeden jedyny raz życzliwy autor o miasteczku wspomniał. Lgnie do niej Adam Rozlach i studenci piszący magisterskie prace.

 

Ale czasami wśród badaczy zdarza się ktoś wyjątkowy. Ktoś, jak ta Sonia z Ameryki, co pół świata przemierzyła, by na własne oczy zobaczyć jakiś odblask przeszłości. Przeszłości bardziej przodków niż swojej, bo dla niej, przyznającej się do feminizmu pisarki, miasteczko było do niedawna tylko rzadko wypowiadaną przez rodziców nazwą.

 

Na mapie Polski to przedwojenne sztetl Piltz jest Pilicą. Sonia dotarła tam, porzuciwszy wycieczkę do Oświęcimia, a jej literacki kompas obrał gminną bibliotekę za miejsce poszukiwań. Na spotkanie z Anną wyszła w piątek o jedenastej. Sędziwa tłumaczka, towarzyszka Soni, wyjaśniła, że mocodawczyni chce odnaleźć archiwalne ślady po swoich wstępnych. Ów piątek był jednym z tych dni, w których chce się wykrzyknąć: - To chyba przeznaczenie!

 

Rękami rządzącej Urzędem Stanu Cywilnego Łucji Fiutak ślady odnalazła. Bogu dzięki, utrwalił je sumienny carski kancelista. Na pożółkłej stronicy „Knigi Narodonasjeljenija” kaligrafowaną grażdanką odnotował zgłoszone przez Icchaka-Mosze Dombka urodzenie Hindy Lei Dombek. Dziewczynka przyszła na świat 15 kwietnia 1892 roku, Sonia jest jej córką i wnuczką Icchaka.
 

***
 

Wyblakł atrament rosyjskiego skryby, lecz kamienice, jak dawniej, stoją w żywych barwach. Żal, że ich nieme mury nie mogły opowiedzieć Soni o niegdysiejszym sztetl Piltz.

 



Ćwierćwiecze wśród półek.

 

O modrzewiowej synagodze, sklepikach i chederach, do których na naukę hebrajskiego i Starego Testamentu zwoływali chłopców krążący po domach pomocnicy belfrów – mełamedowie. Albo o nauczycielu Herszliku Lustigerze, tym co w trzydziestym pierwszym podważył wybory Zarządu Gminy Wyznaniowej. Tak, tak, wybory budziły poważne zastrzeżenia. Z jakiej racji uczestniczył w nich rabin Szternfeld?! Nie ma sprawiedliwości w doczesnym bytowaniu, w czerwcu trzydziestego trzeciego kielecki Urząd Wojewódzki skargę na wybory odrzucił.

 

Rabin Szternfeld tryumfował. Z siedmiu pokoi żydowskiej gminy przy ulicy Kachalnej tylko jeden przypadł kancelarii, pozostałe zajmował rabin Sztrenfeld. On zawsze był kontrowersyjny. Już w dwudziestym siódmym cały ogół Żydów prosił starostę o zwolnienie go ze stanowiska. Pisali, że od czterech miesięcy jeździ po świecie, a tu nie ma gdzie dzieci meldować, spisywać aktów ślubnych, że młodzież jest rozpuszczona.

 

Mury kamienic dobrze pamiętają śpiewaków Korcwalda i Fromana Menela, który Korcwalda zastąpił. I Efraima Dancyngiera i Mordkę Wajnsztoka, co kulturę szerzyli w założonej przez siebie bibliotece. I grupy modlitewne zwolenników rabina Radomskiego, rabina Wierszowki i tę, której przewodził rabin Szternfeld.

 

Na tysiąc dziewięćset czterdziestym kończy się pamięć kamienic o dawnych lokatorach. Pewnej sierpniowej niedzieli nordyccy młodzieńcy w żandarmskich uniformach wywlekli ich z zasiedziałych domostw, a jakiś wesoły przedstawiciel rasy panów, wyciągniętym z kieszeni kozikiem, obciął rabinowi Szternfeldowi brodę.     
 

***
 

Anna zaprowadziła Sonię na cmentarz, gdzie skamieniały dobre czasy sprzed tysiąc dziewięćset czterdziestego. Żal, że nieznająca hebrajskiego Sonia nie mogła odczytać zapisanej na piaskowcowych płytach historii sztetl Piltz.

 


Anna zaprowadziła tu Sonię.

 

Dzięki translatorskiemu wysiłkowi naukowców z Uniwersytetu Jagiellońskiego odczytał ją Adam Rozlach. 

 

- Jakie piękne te nagrobki – orzekł, dowiedziawszy się o Pani Pesel, niewieście prawej, poważanej, czcigodnej i cnotliwej, która krzewiła sprawiedliwość wśród biednych i ubogich, pomagała wspierać biednych i przygnębionych, karmiła do syta głodnych każdego dnia życia.

 


Historia sztetl Piltz.

 

O Panu Abrahamie z rodu szlachetnego, człowieku postępującym bez skazy, co swój majątek rozdał na podarunki i naukę i dokonał wielkich czynów wychowania sierot.

 

O sumiennie handlującym w swoim sklepie Panu Dow Beriszu, synu Pana Gutmana.

 

O mężu starym i hojnego serca, Panu Abrahamie Abie, jeżdżącym do cadyków wspaniałych.

 

O Pani Temerli, wytłaczającej dobre wino każdego dnia, prezentów i odsetek nie przyjmującej.

 

O Panu Samuelu Szalomie, zważającym w tajemnicy na ubogiego, w sklepie bywającym zanim rano leżała rosa.

 

O młodzieńcu uważającym, Szanownym Panie Jakowie Mordechaju, który męczył się i trudził ręczną pracą i nagle nadszedł jego czas.

 

O czarującym chłopaku, Szanownym Panu Mordechaju Jehudzie, synu Pana Abrahama Jakowa.

 

O dziewczynie znanej, Pani Fajgeli Chaji, córce Pana Abrahama Mosze.

 

O...

***
 

Być może te epitafia umocniły go w przekonaniu, że wypada używać pięknych słów. Że do młodych trzeba pedagogicznie, do starszych z szacunkiem, do strażaków z uznaniem, a do wiejskich gospodyń z nutką bezpośredniości.

Maciej Pawłowski

 

PS.

Inspiracją do napisania tekstu była zamieszczona na Forum Żydów Polskich relacja Soni Pressman Fuentes z wizyty w Pilicy (http://fzp.jewish.org.pl/spot7.html). Podczas przygotowywania tekstu korzystano z udostępnionych przez Adama Rozlacha: 1) Henryk Błażkiewicz OFM, Pilica. Zarys dziejów Miejscowości, Instytut Wydawniczy Księży Misjonarzy „Nasza Przysłość”, Kraków 1992, 2) Leszek Hońdo, Dariusz Rozmus, Andrzej Witek, Cmentarz Żydowski w Pilicy. Rys historyczny i materiały inwentaryzacyjne, Uniwersytet Jagielloński, Miedzywydziałowy Zakład Historii i Kultury Żydów w Polsce. Kraków 1995. 

 


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi