Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Data utworzenia: 2008-05-07

Data utworzenia: 2008-05-07
Data modyfikacji: 2010-07-19

Świątynia Opatrzności Bożej

 

 

Opatrzność przeciwko fatum

 

  
„Dokąd zaprowadzi nas Chrystus na tej ziemi, nie wiemy i nawet przed czasem nie powinniśmy o to pytać. Wiemy tylko, że dla tych, którzy kochają Boga, wszystko ostatecznie na dobre się obróci. A poza tym wiemy, że drogi Pana idą dalej niż drogi tego świata”. Św. Teresa Benedykta od Krzyża

 

Trudno znaleźć w dziejach Polski, a może i świata świątynię, której budowę planowano w XVIII wieku a w wznoszona jest w wieku XXI. Istnienia, lub raczej nieistnienia Świątyni Bożej Opatrzności w Warszawie nie można oddzielić od historii Polski. Przez ponad dwieście lat jej budowę blokowali zaborcy i okupanci. Dzisiaj, niestety najbardziej niechętni są sami Polacy, do których z trudnością dociera sens wznoszenia narodowego sanktuarium.
 
Gdy w środkach masowego przekazu pada hasło – budowa Świątyni Opatrzności Bożej – spodziewać się można przede wszystkim roztrząsania spraw finansowych. Publikowane są protesty, czasem wręcz w histerycznym stylu. Wydaje się, że wszystko jest dużo ważniejsze niż budowa jakieś tam świątyni. Zawsze podawane są podobne argumenty, mówi się o wielu niedostatkach życia współczesnych Polaków, przypomina się o biedzie, o długoletnich zaniedbaniach, o niedofinansowaniu oświaty i służby zdrowia i oczywiście o braku autostrad. Tak jakby zaniechanie prac na Polach Wilanowskich mogło rozwiązać wszystkie te poważne w końcu problemy. Kwestia finansowania Świątyni Bożej Opatrzności stała się sprawą bez wątpienia bardzo upolitycznioną. Przy tej okazji rozgrywane są przeróżne interesy i interesiki. Zdarzył się nawet przypadek, że polityk SLD, partii, która pryncypialnie „broni dobra państwa przed zakusami Kościoła”, obiecywał, że znajdą się pieniądze na budowę świątyni, byleby nie trafiły do Instytutu Pamięci Narodowej.

 

Spotkanie z Bogiem
 
Gdy w mediach ubijana jest polityczna piana, umyka głęboki sens istnienia Świątyni Bożej Opatrzności. Od początku istnienia skupisk ludzkich, życie codzienne, publiczne i religijne organizowało się wokół świątyni. Działo się tak we wszystkich religiach, w wielu odległych miejscach świata. Świątynia była świadectwem tego, że istnieje coś znacznie więcej niż zwyczajna codzienność, że człowiek nie jest jedynie jednym z elementów przyrody, że może sięgać dalej i rozumieć swoje istnienie znacznie głębiej i poważniej. Człowiek wierzył, że jego życie ma nadzwyczajny charakter, że jest coś, czy raczej Ktoś, kto czuwa i opiekuje się istotą ludzką. Wierzono, że nadprzyrodzona opieka dotyczy nie tylko jednostek, ale rodzin, rodów i całych narodów. Świątynia zawsze była miejscem spotkania z Bogiem. I istniało głębokie przekonanie, że od tego spotkania zależą losy człowieka i narodu. Czy dzisiaj w Polsce AD 2008 istnieje takie przekonanie?
 
 

Budowa Świątyni Opatrzności Bożej.
 
Jak ważna jest świątynia w egzystencji narodu, pokazuje choćby przykład Świątyni Jerozolimskiej. Król Salomon postawił ją w ciągu siedmiu lat na miejscu wskazanym przez króla Dawida na wzgórzu Moira. Jest to miejsce, w którym Abraham miał złożyć w ofierze swojego jedynego syna Izaaka. Po zniszczeniu jej przez Nabuchodonozora i powrocie Żydów z niewoli babilońskiej, świątynię odbudowano. Przez stulecia służyła ona Izraelitom, aż do zniszczenia przez Rzymian w 70 n.e. Do naszych czasów zachowała się tylko jedna ściana Świątyni Jerozolimskiej. Jak istotna jest Ściana Płaczu w życiu Żydów, mogłyby jedynie powiedzieć zapisy na kartkach wkładanych między szczeliny muru. Trudno nawet wyobrazić sobie współczesny Izrael bez pozostałości jerozolimskiej świątyni.
 
Prymasa droga pod prąd
 
Gdy zaczyna się rozmawiać z różnymi osobami o budowie Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie, zawsze wymieniane jest jedno nazwisko. Chodzi oczywiście o kard. Józefa Glempa, obecnie emerytowanego Prymasa Polski. Jego postać nierozłącznie kojarzy się z budową tego narodowego sanktuarium. Na temat działalności Prymasa można usłyszeć przeróżne opinie, bardziej lub mniej trafne czy sprawiedliwe. Bez przesady można powiedzieć, że na kardynała Glempa spadła lawina krytyki, często niezmiernie przesadzonej. Zarzucano mu całą gamę przeróżnych grzechów – że budowa nie warta jest takiego uporu, że są znacznie ważniejsze sprawy, że miejsce nie jest odpowiednie, że projekt architektoniczny beznadziejny, że wykonawca nie ten, co potrzeba, że nie ma pieniędzy, że za dużo to będzie kosztowało, że nie jest to miejsce odpowiednie dla pochówku wybitnych postaci, że buduje sobie pomnik...
 

Krzyże na terenie Swiątyni Opatrzności Bożej.
 
Pewne jest jedno, gdyby nie konsekwentne działanie kardynała Józefa Glempa do dzisiaj nie wbito by nawet jednej łopaty na placu budowy, nie byłoby nawet fundamentów Świątyni Opatrzności Bożej.
 
To być może banał, ale zawsze tak było, jest i będzie, że wielkie dzieło potrzebuje odważnego i mądrego przewodnika. Musi on być przygotowany na wszelkie trudności. Napotyka na progi i bariery na pozór nie do pokonania. Jednak, gdy dzieło jest autentyczne i potrzebne, zostaje wcześniej czy później zrealizowane. Wielkie dzieła nie zawsze od początku zdobywają zwolenników, czasem potrzeba czasu, aby ich sens stał się oczywistością. Prymasa Polski nie niósł entuzjazm tłumów, nawet wśród księży nie widać było zapału do realizacji projektu, a jednak dzieło budowy przybiera realne kształty. Ks. Prymas jest bez wątpienia mężem opatrznościowym, dochowującym wierności poprzednim pokoleniom.
 
„W czasach, gdy jako ksiądz pracowałem w Sekretariacie Prymasa Stefana Wyszyńskiego, bardzo często pojawiały się głosy, aby wypełnić zobowiązanie wzniesienia Świątyni Opatrzności Bożej jako wotum wdzięczności narodu za odzyskaną wolność” – mówił ks. Prymas w jednym z wywiadów. „Dlatego też po upadku komunizmu uznałem, że mam moralny obowiązek podjąć budowę Świątyni Opatrzności Bożej, którą Polacy przyrzekli Bogu jako podziękowanie za dar wolności” – tłumaczył.
 
„Co do osobistych ambicji, to nigdy nie myślałem o tym w tych kategoriach – żadnych osobistych interesów tu nie mam. Przecież, jak przypuszczam, nie doczekam końca budowy i poświecenia świątyni. Nawet w swoim testamencie wydałem polecenie, by pochowano mnie w archikatedrze świętego Jana” – wyjaśniał Prymas krytykom.

 
Wierność, wdzięczność i wolność
 
Podstawą budowy Świątyni Opatrzności Bożej, co wyraźnie podkreśla Prymas Glemp, jest dziękczynienie za dar wolności. Znalazło ono wyraz w kształcie architektonicznym kościoła. Powstanie on na planie krzyża greckiego, a każda z dróg prowadząca do świątyni będzie pokazywać jeden z sposobów odzyskania niepodległości.
 
Pierwsza droga jest drogą walki i pracy. Obok oręża umieszczone zostaną także narzędzia pracy jak pług czy kilof, ażeby podkreślić nie tylko wysiłek zbrojny, ale także to, że walkę wspomagała ciężka praca w warsztatach czy kuźniach. Ale jest to przede wszystkim droga walki. Historycznych dat aż nadto uzbierało się w polskich dziejach. Na tej drodze upamiętnione będą czyny powstańcze od insurekcji kościuszkowskiej aż do powstania warszawskiego.
 
Druga droga jest drogą kultury. Trudno wyobrazić sobie polskość pod zaborami bez wieszczów narodowych: Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego czy Norwida, bez artystów – malarzy: Matejki czy Malczewskiego, bez kompozytorów: Chopina i Moniuszki, bez epopei pisanych przez Sienkiewicza, Kraszewskiego i Prusa.
 
Trzecia droga jest drogą krzyża i cierpień. Po każdym zrywie narodowym zostawały mogiły. Zawsze otoczone zostawały pamięcią, począwszy od rzezi Pragi dokonanej przez wojska generała Suworowa, aż po Auschwitz – Birkenau i Katyń. Wierzono, że cierpienie przyniesie zmartwychwstanie.
 
Droga czwarta jest drogą modlitwy i służby Ewangelii. Zmartwychwstanie nie mogło dokonać się bez modlitwy. Nie byłoby końca niewoli bez kapłanów głoszących Słowo Boże. Wystarczy wspomnieć Św. Rafała Kalinowskiego, św. brata Alberta Chmielowskiego, bł. Honorata Koźmińskiego. Brali oni bezpośredni udział w powstaniu, jednak nie tylko ta ofiara zdecydowała o ich wielkości. Także w czasach pokoju zmagali się z zaborcami, którzy skrajnie ograniczali głoszenie wiary katolickiej, gdy kasowano zakony, a w diecezjach nie pozwalano na obsadzanie biskupstw.

 
Krótkie chwile pomyślności
 
Gdy 5 maja 1791 roku, dwa dni po uchwaleniu słynnej konstytucji, Sejm Czteroletni podjął uchwałę o budowie Świątyni Opatrzności Bożej, któż mógł wtedy przypuszczać, że tragicznie będą przedstawiać się dzieje Polski. Przecież miano wówczas nadzieję, że sprawy kraju idą w dobrym kierunku, że po zawirowaniach następuje odrodzenie państwowości. Nadzieje te wyrażał bardzo nowoczesny i dobrze napisany akt konstytucyjny. Musiano jednak zdawać sobie sprawę, że może stać się on jedynie nic nieznaczącym kawałkiem papieru. Szukano pewniejszego gruntu. Deklaracja stanów zgromadzonych z 5 maja instruowała: „Władzy wykonawczej zalecamy, (…) Wyznaczenie nabożeństwa w jednym dniu po wszystkich w całym kraju kościołach, to jest dnia ósmego miesiąca maja roku bieżącego, na podziękowanie Bogu za zdarzoną chwilę pomyślną wydobycia Polski spod przemocy obcej i nieładu domowego, za przywrócenie rządu, który najskuteczniej wolność naszą prawdziwą i całość Polski zabezpieczyć może, za postawienie tym sposobem ojczyzny naszej na stopniu mogącym prawdziwą w oczach Europy zyskać jej konsyderacyją, przewielebnym biskupom zalecamy, naznaczając dzień świętego Stanisława biskupa męczennika, patrona Korony Polskiej, za uroczysty w roku, który my i potomkowie nasi obchodzić będziemy za dzień poświęcony najwyższej opatrzności, po którym ojczyzna śmiało i bezpiecznie po tylu nieszczęściach odetchnąć może. Chcemy oraz, aby duchowieństwo tak świeckie jako i zakonne w naukach chrześcijańskich, które prawowiernemu winno ludowi, nie przestało zachęcać wszystkich do podobnych Bogu dziękczynień. Aby zaś potomne wieki tym silniej czuć mogły, iż dzieło tak pożądane, powinno największe trudności i przeszkody, za pomocą najwyższego losami narodów rządcy do skutku przywodząc, nie utraciliśmy tej szczęśliwej dla ocalenia narodu pory, uchwalamy, aby na tę pamiątkę kościół ex voto wszystkich stanów był wystawiony i najwyższej Opatrzności poświęcony”.
 
Nie zdążono. Konstytucję 3 maja już wkrótce zastąpiły prawa pisane w Berlinie, Wiedniu i Petersburgu. Na miejscu, gdzie planowano budowę Świątyni Opatrzności Bożej, z czasem powstał ogród botaniczny, istniejący zresztą do dzisiaj. Po rozbiorach wiele rzeczy wydawało się znacznie ważniejszych niż budowa Świątyni Opatrzności Bożej. Choć już 1921 roku Sejm Ustawodawczy podjął uchwałę o jej wzniesieniu, to dopiero 1930 roku rozstrzygnięto konkurs architektoniczny. Lokalizację wyznaczono na polu mokotowskim, ale budowa nie mogła ruszyć. Wydawało się, że jest jeszcze dużo czasu. Jednak czasu zabrakło. Fatalna koniunktura polityczna rozpoczęta w 1939 roku przekreśliła poważne myśli o budowie na pięćdziesiąt lat, do 1989 roku. Trudno nawet zgadywać, czy prace na polach mokotowskich ruszyłyby szybciej, gdyby znano przyszłość, gdyby przewidziano okropieństwa wojny i komunizmu w Polsce.
 
W III Rzeczpospolitej dopiero senat IV kadencji podjął uchwałę o budowie Świątyni Opatrzności Bożej. Decyzja zapadła w 1998 roku, dziewięć lat po obaleniu komunizmu. Od pięciu lat trwa budowa. Za każdym razem planowano budowę coraz dalej od centrum stolicy. Dzisiaj Świątynia Opatrzności Bożej ma stanąć w Wilanowie, na obrzeżach miasta, gdzie powstaje nowa dzielnica mieszkaniowa.

 

 
Tradycja i nowoczesność

Budowa trwa. Działania rozpoczęte przez kardynała Józefa Glempa kontynuuje arcybiskup warszawski Kazimierz Nycz. Obok kościoła pw. Świętej Opatrzności Bożej ma powstać centrum kulturalne. Sama świątynia będzie kościołem o powierzchni 4 tysięcy metrów kwadratowych, a cały obiekt liczyć będzie 20 tysięcy metrów kwadratowych.
 
W związku z kontrowersjami związanymi z finansowaniem świątyni, kościół powstanie wyłącznie ze zbiórek publicznych specjalnie organizowanych na ten cel. Natomiast środki z budżetu państwa skierowane zostaną na centrum kulturalne i muzealne. W tej części planuje się budowę nowoczesnego muzeum multimedialnego upamiętniającego dwóch wybitnych kapłanów – Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego oraz papieża Jan Pawła II.
 

Na Polu Wilanowskim już dzisiaj spoczywa ksiądz – poeta Jan Twardowski i
ks. prałat Zdzisław Peszkowski.
 
Wzorem dla tego muzeum jest udana koncepcja istniejącego już Muzeum Powstania Warszawskiego. Obok muzeum powstać ma nekropolia zasłużonych osobistości. Na Polu Wilanowskim już dzisiaj spoczywa ksiądz – poeta Jan Twardowski i ks. prałat Zdzisław Peszkowski.
 
Dwukrotnie na budowę sejm przeznaczył środki budżetowe, były to kwoty 20 i 40 milionów. Jeszcze niedawno abp. Kazimierz Nycz poinformował, że z dotacji tych nie wykorzystano ani złotówki. Budowa wznoszona jest ofiar zebranych wśród wiernych.
 
Polska jest krajem, gdzie mimo różnych zmian nadal buduje się sporo nowych kościołów, w ostatnim czasie wzniesiono dwie olbrzymie budowle sakralne –  Świątynię Miłosierdzia Bożego w krakowskich Łagiewnikach i Sanktuarium Maryjne w Licheniu.
 
Te przykłady i wiele innych pokazują, że ofiary wiernych są najlepszym sposobem gromadzenia środków.
 
Jest stare powiedzenie do trzech razy sztuka. Przy trzecim podejściu prace najdalej zaawansowane. Trwać będą co najmniej do 2015 roku, choć stan surowy może być zamknięty już za dwa – trzy lata. I wreszcie, po ponad dwu stuleciach, ziszczą się plany.
 

Świątynia Opatrzności Bożej. Budowa trwa.
 
Budowa Świątyni Opatrzności Bożej zawsze miała swoich zwolenników, wielokrotnie jednak przeciwnicy jej wznoszenia brali górę. Także obecnie nie brakuje zdeklarowanych przeciwników. Ich podstawowym celem było zawsze odsuniecie Polaków od kościoła katolickiego. Te zmagania trwają nadal. Wbrew optymistycznym przewidywaniom nie nastąpił koniec historii, a tragiczne losy naszego kraju pokazują, że wszelkimi sposobami Polacy powinni zabiegać o Bożą Opatrzność.
 

 

autor: Jan Ośko

 

zdjęcia: Krystian Połomski

wersja do druku


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi