Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Data utworzenia: 2008-05-26

Data utworzenia: 2008-05-26
Data modyfikacji: 2010-07-19

W obronie wieprzowiny

Ireneusz Gewald wprawnie prezentuje metalową rurkę, zakończoną stalową pętlą. Za pomocą suwaka można ją rozszerzać lub zaciągać. Od tego, kto dzierży rurkę zależy los osobnika złapanego w blokującą się pętlę. Rurka nie służy igraszkom sado-maso, jest wysoce profesjonalnym narzędziem, niebywale pomocnym w wykrywaniu pewnego groźnego wirusa.

 


Prezentacja doktora Gewalda.

Doktor Gewald szefuje Powiatowemu Inspektoratowi Weterynaryjnemu w Zawierciu. Z początkiem maja jego ludzie ruszyli w teren, zabierając ze sobą te rurki i strzykawki z długimi igłami.

Ci dzielni młodzieńcy realizują misję uwolnienia kraju od podstępnej choroby Aujeszkyego. Właściwie, nie tyle kraju, co zamieszkujących go świń. Jeśli do dwutysięcznego trzynastego roku Polska nie zostanie uznana za obszar pod tym względem bezpieczny, nie mamy co marzyć o sprzedawaniu państwom Unii Europejskiej naszej przepysznej wieprzowiny.

 


Od lewej: Damian Kotela, Jordan Zawadzki i Mariusz Sierka.

Choroba Aujeszkyego znana jest od lat siedemdziesiątych, jednak dopiero teraz wydano jej tak bezwzględną walkę.

Powoduje padnięcia prosiąt, poronienia, wydłużenie tuczu średnio o czternaście dni, zwiększenie zużycia paszy, osłabienie odporności na inne choroby itp., itd.

Program jej zwalczania wprowadzono rozporządzeniem Rady Ministrów z 19 marca, a jego koszty pokrywa budżet państwa (tylko w tym roku przeznaczono na to 170 mln złotych).

Korzyści z programu wydają się oczywiste: świnie będą zdrowsze, szybciej przybiorą na wadze, do naszych boczków i schabów nikt się we wspólnej Europie nie przyczepi, w dodatku rolnik grosza nie dołoży, by tak fajnie się stało.



Dezynfekcja po robocie.

Niestety, ta oczywistość nie jest oczywista dla teoretycznie najbardziej zainteresowanych, czyli samych hodowców. Ludzie doktora Gewalda czarno widzą realizację programu. Nawiasem mówiąc, na sporej części Starego Kontynentu został on już zakończony. Wolne od wirusa są nawet Bułgaria i Rumunia, które z polską, pogardliwą wyższością nazywane bywają krajami pastuchów (co w domyśle oznacza, ze jesteśmy krajem intelektualistów).

Za ryj

Młodzi weterynarze Damian Kotela i Mariusz Sierka dzień po dniu przemierzają wioskę za wioską, zaglądają do zagród, z różnym skutkiem przekonują gospodarzy, że ich wizyta, to dla dobra świń i samych gospodarzy.

Rolą Damiana jest chwycenie ryja w pętlę. Uzbrojony w strzykawkę Mariusz błyskawicznie dopada do cielska, wbija igłę gdzieś pod łbem i upuszcza nieco juchy. Po odłamaniu tłoczka, cylinderek jest gotową do analizy próbką. Laboratorium bada potem, czy nie maczał w niej paluszków węgierski patolog Aladar Aujeszky (użyczył nazwiska chorobie).

 


Pukajcie, a nie będzie wam otworzone.

Ich marszrutę stanowi wykaz świń dostarczony przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Wykaz wysoce nieścisły.

- Według agencji pogłowie trzody chlewnej w powiecie oscyluje wokół osiemnastu tysięcy. Oceniamy, że w rzeczywistości tę ilość należałoby podwoić – twierdzi Ireneusz Gewald.

Ta znacząca różnica wynika z tego, że nie wszyscy rolnicy rejestrują posiadane sztuki, choć w ten sposób działają przeciwko sobie. Trzymanie niezewidencjonowanych świnek pozbawia właściciela dopłaty do hodowli.

W terenie zdarzają się też sytuacje odwrotne. Tam gdzie agencja wskazuje stado, tam stada już dawno nie ma.

Zazwyczaj praktyka jest taka:

Damian z Mariuszem podjeżdżają pod widniejący na agencyjnym wykazie adres. Wychodzą z auta w swoich zielonych koszulach, w oknach chałup widać leciutkie uchylanie firanek. Damian puka, nikt nie wyłazi, jadą dalej.

Na następnym podwórku chłop wita ich niechętnym: - Znowuśta przyjechali?
Fakt, niedawno odwiedzali wioskę, sprawdzając czy krowy nie cierpią na białaczkę, brucelozę i gruźlicę.
- Są u was świnki?
- Skąd, jedną my mieli. Morską, ale zdechła – informuje chłop, acz z drewnianej komórki dobywają się spazmatyczne kwiki.
- Skoro tak, pan podpisze to oświadczenie.

Kolejny przystanek. Damian rozgląda się po zagrodzie, w chlewiku trafia na prosiaka. Z budynku wychodzi kobieta.
- Są u was świnki?
- Wszystkie niedawno sprzedaliśmy.
- A to w chlewiku?
- Jest tam coś? Nawet nie wiedziałam.

Do granicy sołectwa zostało jeszcze kilka obejść. Na rutynowe pytanie pulchny gospodarz zdecydowanie oświadcza: - Gdzieta. Świń tera nie opłaca się trzymać. Pasza cholernie droga, tutaj u nikogo nie znajdzieta.

W ostatnim domu: - Są u was świnki?
- Może ja zawołam męża.
Jest nieźle, nie powiedziała, że świnek nie ma. Mąż, o dziwo, zgadza się na pobranie krwi.
- Czy ktoś tu jeszcze hoduje?
- Wiem, że na pewno Franek, Tadek i Józek.

Damian i Mariusz pakują próbki do auta, dokonują osobistej dezynfekcji i ruszają do Franka, Tadka i Józka.

Jeźdźcy Apokalipsy

Po wojnie ludowa władza mobilizowała chłopstwo do nowych, socjalistycznych wyzwań. W możliwie najprostszy, przejrzysty sposób określała cele i wyznaczała zadania. Wymownym rysunkiem, zabawną karykaturą, krótkim hasłem wzywała do walki ze stonką ziemniaczaną lub do uczynienia, na cześć II Zjazdu PZPR, wiosny zjazdowej wiosną wzorowego siewu. Na kolorowym plakacie z tamtej, pionierskiej epoki maciorę ssie sześć warchlaków, a siódmego trzyma w dłoniach uśmiechnięta, młoda wieśniaczka. Napis głosi, że „Dobrobyt wsi to dobrobyt miast”.

 


W papierkach porządek być musi.

Minęło sześćdziesiąt lat i historia zatoczyła koło. Zawierciański Powiatowy Inspektorat Weterynaryjny również w możliwie najprostszy sposób stara się wpłynąć na rolników. Własnym sumptem wydał ulotkę, na której karykaturalna świnka krzyczy we własnym imieniu: - „HODOWCO! Uwolnij mnie od choroby Aujeszkyego!!!”.

Damian i Mariusz, niczym młodzi zetempowcy, chodzą po chałupach i agitują. W niektórych miejscach traktowani są jak niosący zagładę jeźdźcy Apokalipsy.
Świnia to bardzo wrażliwe i histeryczne stworzenie, bywa, że podczas pobierania krwi zdycha. Tak też się stało u jednego z sołtysów.

 


Wrażliwa i histeryczna.

- Powinien być we wsi najbardziej uświadomiony, a to on właśnie zaczął ludzi straszyć naszą akcją. Za padłą świnię, rzecz jasna, otrzyma sute odszkodowanie. Ważyła pięćdziesiąt kilogramów, ale w jego złowieszczych opowieściach urosła do stu – mówi doktor Gewald.

Jego zdaniem problemy wynikają ze specyfiki polskiej wsi i mentalności chłopa: – W jego naturze tkwi głęboko zakorzeniona podejrzliwość i nieufność wobec urzędników. Na ten psychologiczny czynnik nakłada się rozdrobnienie gospodarstw. O wiele łatwiej podobne programy realizować w dużych, z rozmachem prowadzonych chlewniach czy oborach, których właściciele mają realny interes, by ich stada były zdrowe. Wiadomo przecież, że wybicie z powodu zarażenia dziesięciu czy nawet stu sztuk to nie to samo, co eliminacja tysiąca.

Jordan Zawadzki ma najdłuższy staż w inspektoracie i niejedno na wsiach widział. Szkoda, że takim doświadczeniem nie dysponują ministerialni urzędnicy.

– Ich aktywność ogranicza się do wydania rozporządzenia. Nie wiedzą jak wprowadza się je w życie i jakie trudności napotyka w terenie. Nie pokusili się o jakąś kampanię wyjaśniającą, o intensywniejsze wykorzystanie mediów – narzeka dr Zawadzki.

Podobne zarzuty padają w stosunku do Ośrodków Doradztwa Rolniczego, ich zaangażowanie w propagandę także pozostawia wiele do życzenia.

Cóż z tego, że inspektorat wydał ulotkę, jeśli bez pozwolenia gmin nawet rozwiesić jej nie można.

***

Tak więc peregrynacja Damiana i Mariusza pozostaje w dużej mierze jałowym wysiłkiem, a walka w obronie wieprzowiny mało skuteczna. Zapewne do dwutysięcznego trzynastego roku wszystko będzie formalnie w porządku, polskie świnie na papierku wolne od choroby Aujeszkyego.

Tylko ile z nich naprawdę zostanie przebadanych?


Maciej Pawłowski
 

wersja do druku


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi