Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Data utworzenia: 2008-05-26

Strażacka mowa trawa

 

Ludziska są jak nieznośne, złośliwe bachory. Tłumaczy im się, perswaduje, apeluje do dorosłości i zdrowego rozsądku, a oni dalej swoje. Taką opinię o zasiedlających powiat zawierciański przedstawicielach Homo sapiens może mieć młodszy kapitan inżynier Łukasz Osikowicz.

 

Publicznie występuje w pięknym, czarnym mundurze, w pokoju komendy Państwowej Straży Pożarnej, swobodniej czuje się w lekkim sweterku. Przed nim ekran komputera, obok niego szafy pełne statystyk, od których włos jeży się na głowie. Jeży się z powodu bezmyślności Człowieka rozumnego.

 


Na służbie młodszy kapitan Łukasz Osikowicz preferuje lekki sweterek.

 

Jeszcze połowa roku nie minęła, a tu do samych pożarów traw trzysta dwa razy wyjeżdżano. W najgorętszym okresie zdarzało się dwadzieścia, trzydzieści razy interweniować w ciągu dnia. Przyczyny tego bezustannego zawracania głowy strażakom ujmowane są potem w raportach jako „podpalenia przez osobę nieustaloną”.

 

Gdyby tak z boku, obiektywnie, chłodnym okiem spojrzeć na absorbujący pożarników proceder, to jest on zupełnie niepojętym fenomenem. Przecież cieszą się oni u ludu, zwłaszcza wiejskiego, niekłamaną sympatią.

 

Czy możliwa jest wieś bez remizy, festyn bez strażackiej orkiestry, religijne lub państwowe święto bez pocztów sztandarowych ochotniczych i zawodowych fajermanów?

 

No pewnie, że nie.

 


Co chwila pędzą do kopcących się chaszczy.

 

Dlaczego zatem ich życzliwe rady w kwestii wypalania spotykają się reakcjami podobnymi do tych, z jakimi konfrontowały się w dziewiętnastym wieku usiłowania germanizacji bądź rusyfikacji Narodu?

 

- Nasza wychowawcza aktywność wywołuje odwrotne do zamierzonych efekty – ubolewa młodszy kapitan Osikowicz.

 

 – Im bardziej przekonujemy, tym z większą siłą i częstotliwością płoną trawy. Na nic zdają się pogadanki w szkołach, okraszone atrakcyjnymi nagrodami konkursy wiedzy pożarniczej, informacje zamieszczane przez nas w najbardziej poczytnej prasie. 
 

 

Esteci z zapałkami

 

Na internetowej stronie komendy powiatowej Łukasz Osikowicz wraz z młodszym brygadierem Andrzejem Niepiekło podejmują odważną próbę intelektualnego ujarzmienia zjawiska i ujęcia go w jakieś sensowne ramy.

 

- „Corocznie coraz więcej notuje się pożarów traw, co związane jest głównie z ich wypalaniem przez ludzi. Wciąż nasuwa się pytanie - dlaczego ludzie wypalają trawę z powierzchni pól, nieużytków i przydrożnych rowów?” – zaczynają rozprawkę.

 

- „Często padająca odpowiedź to: w celu poprawy estetyki i użyźnienia gleby. Jest to jednak błędne rozumowanie społeczeństwa”.

 

 


Jeśli od trawy zajmie się las, straty moga sięgać milionow.

 

W tym miejscu młodsi kapitan i brygadier przystępują do obalania mitów z pozycji racjonalizmu.

 

- „W celu poprawy estetyki mającej na celu usunięcie starej, suchej trawy (pozostałości po zimie), skuteczniejszym i bardziej bezpiecznym sposobem jest ścięcie jej. Nie ulega wątpliwości, że wypalanie traw jest sposobem o wiele szybszym, prostszym i łatwiejszym, ale należy zdać sobie sprawę z zagrożeń i niebezpieczeństw z tym związanych. Ponadto w miejscach wypalania traw pozostają czarne miejsca, które znikają dopiero, gdy nowa trawa urośnie na odpowiednią wysokość, co jest bardziej nieestetyczne niż widok suchej trawy. Jeśli chodzi o wypalane traw w celu "użyźnienia gleby" to przeprowadzone badania naukowe potwierdziły jednoznacznie, że tego rodzaju praktyki przynoszą jednak więcej szkody niż zysku. Dowiedziono, że na terenach, gdzie wypalano trawy zbiory siana są o 25 % niższe niż na terenach gdzie trawa została skoszona. Kilkuletnie wypalanie traw może w efekcie doprowadzić do 8-krotnego obniżenia zbiorów z wypalanego obszaru. Ogień niszcząc trawy, powoduje zanik roślin motylkowych, co jest skutkiem nadmiernego rozwoju chwastów. Zabija również mikroorganizmy żyjące na powierzchni gleby odpowiedzialne za jej użyźnianie w ten sposób obniżając poziom próchnicy w glebie. Tak więc zamiast spodziewanych zysków, wypalanie traw przynosi same straty.” – konstatują.

 

By wzmocnić oddziaływanie, dodają: - „Należy również zaznaczyć, że tego typu postępowanie jest zabronione.”

 

Tu przytoczony zostaje pokaźny pakiet rozporządzeń i ustaw, wśród których jak memento brzmi: - „Kto sprowadza pożar mienia w znacznych rozmiarach w myśl przepisów art. 138 § 1 i 2 Kodeksu karnego podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 8.”.

 

Ale z mitami walka jest niełatwa i nader stresująca, o czym mogą zaświadczyć np. misjonarze rzuceni do Papui Nowej Gwinei.

 

I u nas rezultaty kultywowania odwiecznych estetyczno-agronomicznych wierzeń stanowią nieraz dość przykry widok.

 

- Na pogorzelisku odkryliśmy zwłoki mężczyzny w podeszłym wieku. Staruszka w czasie wypalania nieużytku albo chwycił zawał albo po prostu się zaczadził – wspomina tegoroczne zdarzenie Łukasz Osikowicz.

 

Innym razem pewien wygodnicki włościanin podpalił uschłą łąkę, poczym udał się do chałupy na obiad. Gdy konsumował zupę, wiatr zmienił kierunek. Podczas drugiego dania sfajczyła mu się stodoła.

 


Lud przecież miłuje strażaków.

 

Najwięcej podobnych przypadków ma miejsce na przełomie marca i kwietnia, a tak w ogóle podpalenia traw stanowią w powiecie zawierciańskim osiemdziesiąt dwa procent wszystkich podpaleń. Załogi co chwila pędzą do kopcących się chaszczy, a być może gdzieś niedaleko pomocy potrzebować będą ofiary drogowej katastrofy.

 

Spalonych nieużytków formalnie nie zalicza się do strat (pominąwszy przepalone przez strażaków paliwo), jednak zajęte od nich i unicestwione lasy to niekiedy puszczone z dymem miliony złotówek. Jeśli esteta z zapałkami dokona dzieła upiększania okolicy na torfowisku, jego dogaszanie może trwać tygodniami.

 

Martwotę wczesnowiosennej, dopiero budzącej się do życia polskiej wioski urozmaicają krążące nad nią helikoptery i wycie alarmowych syren.
 

 

Zielonogórskie górą

 

Powiat zawierciański nie jest jakimś kuriozum. Wystarczy w wyszukiwarkę google wpisać hasło „wypalanie traw”, by odnaleźć nieprzebrane bogactwo publikacji na zadany temat. 

 

- „W Jaworznie sytuacja związana z wypalaniem traw jest szczególnie niebezpieczna – tereny pól, łąk i nieużytków zajmują ponad 42 % powierzchni miasta. Każdego roku na wiosnę pożary pustoszą ogromne połacie miasta przyczyniając się do degradacji siedlisk i ograniczenia możliwości ich rolniczego wykorzystania. Ogień zagraża niezwykle cennym pod względem przyrodniczym obszarom – okolicom Sodowej Góry i Powierzchniowego Pomnika Przyrody „Sasanka”, Obszaru Chronionego Krajobrazu Dobra Wilkoszyn, Góry Wielkanoc, Bielana i Przygoń. Na skutek wypalania traw dochodzi też do pożarów lasów, ogień tylko na terenie Jaworzna każdego roku pochłania kilka hektarów porośniętych drzewami, pieniądze wydawane tylko na usunięcie zniszczonych drzewostanów są ogromne.” – czytamy na stronie miejskiej Jaworzna.

 

W podobnym duchu utrzymane są doniesienia czasopisma Przyroda Polska oraz Poradnika Ekologicznego Eko i My. Z witryny „czystaokolica.wolsztyn” dowiadujemy się, iż: - „Najczęściej płoną łąki w Zielonogórskim.”.

 

***

 

Przejeżdżając na przełomie marca i kwietnia przez polskie sioła, można zrozumieć dlaczego tak żywy jest w naszej kulturze motyw ognia, dymu i pożaru.

 

Tym, którym wraz z trawami zgorzały stodoły, obory czy kurniki pozostaje zanucić stary przebój Czerwonych Gitar: - Płoną góry, płoną lasy, lecz nie dla mnie już.

 

Maciej Pawłowski  

 


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi