Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Data utworzenia: 2008-09-19

Pustynia nadziei

Siedlec Janowski to nie jakaś tam, zwyczajna wieś. Bez niej Warszawa właściwie nie byłaby Warszawą, bo czy można wyobrazić sobie stolicę bez strzelistego daru narodu radzieckiego? Bez drapiącego chmury Pałacu Kultury i Nauki?

Symbol nadwiślańskiego grodu ucieleśnia nowatorską architektoniczną myśl, sam towarzysz Stalin nadał mu imię, a radzieccy fachowcy nie szczędzili na budowie potu i siły swych wprawnych, robociarskich rąk.

Ale to z niewielkiego podczęstochowskiego Siedlca pochodził kamień na okrywające bryłę płyty. To z niego pyrkoczące traktory przewoziły wydarty ziemi urobek do stacji w Juliance, a stamtąd pociągi ekspediowały go do piękniejącej Warszawy. Tak rodziła się więź wsi z miastem. Tak przejawiał się prawdziwy klasowo-warstwowy sojusz, wykuwany wysiłkiem chłopskich i robotniczych kolektywów..


Bajkowy kamieniołom warszawski.

Zdzisława Kozik pamięta z dzieciństwa tamte archaiczne traktory. - Cała wieś rozbrzmiewała charakterystycznym pah, pah, pah – wspomina z rozrzewnieniem.

Zasłużony kamieniołom jeszcze raz pomógł stolicy. Wtedy, gdy wznoszono w niej Dom Chłopa. Pewnie dlatego okoliczna ludność nazywa kamieniołom warszawskim.

Po latach zaglądamy do liczącej pięciuset mieszkańców osady. Co też tam słychać u gospodarnych Siedleczan?

Ano, świetnie sobie radzą w nowej, kapitalistycznej rzeczywistości. Legendarne wyrobisko wapienia należy dzisiaj do pięciu miejscowych właścicieli, iście bajkowy widok roztacza się z jego szczytu.

Niech jak najdłużej przynosi pożytek wam, krajowi i społeczeństwu! 

***

Już drugi rok sołtysuje w Siedlcu Włodzimierz Kozik. Tak, tak, to mąż pamiętającej budowę Pałacu Kultury i Nauki Zdzisławy. Dorosłe dzieci państwa Kozików nie wyfrunęły z rodzinnego gniazda, w którym starsi i młodsi zgodnie egzystują.

Włodzimierz pokazuje innym, jak brać swoje sprawy we własne ręce. Kiedyś kierowca towarowego pekaesu, dzisiaj posiadacz transportowej firmy. Przewozi materiały budowlane, także dzięki niemu wyrastają na polskiej wsi jasne, przestronne, funkcjonalne domy. Budują się rdzenni mieszkańcy i przyjezdni. Przedsiębiorczość i społecznikowska pasja, to cechy Włodzimierza Kozika.


Sołtys wierzy w magnetyzm pustyni.

Nie cieszy się Siedlec żyzną ziemią, grunty tu zaledwie piątej, szóstej klasy, dlatego sołtys w rolnictwie nie widzi przyszłości. To o niej twórczo dyskutuje aktyw skupiającej kilka gmin grupy odnowy wsi. – Gdyby zdobyć pieniądze z Unii Europejskiej, można by wreszcie zagospodarować naszą miejscowość – myśli Włodzimierz Kozik. Tak trzymać obywatelu sołtysie! 

O lepsze jutro

Rośnie stopa życiowa mieszkańców. Coraz więcej młodzieży powraca z Irlandii, by wraz z pokoleniem ojców rozwijać w codziennym, ofiarnym trudzie kapitalistyczną ojczyznę. Oto siedleckie prywatne przedsiębiorstwo przetwórstwa mięsnego. Oj daleko wam zachodnie erzace do powstających tu wyrobów garmażeryjnych i wędlin.

Syn Kozików znalazł ciekawą pracę w sąsiednim Złotym Potoku. Z uruchomionej niedawno wytwórni wody mineralnej trafia na sklepowe półki, domowe i restauracyjne stoły najwyższej jakości, naturalny produkt. Na razie tylko w regionie, ale już jutro w całym kraju, a pojutrze w innych bratnich państwach unijnego obozu.


Coś dla śmilałków Jaskinia na Dupce.

Niestety z krajobrazu Siedlca nie zniknęły jeszcze niechlubne świadectwa przeszłości, nie wszyscy z entuzjazmem stanęli do walki o lepsze jutro.

W ruinę popada niedokończony budynek remizy, zamarł prężny gdzie indziej ruch ochotniczych straży pożarnych, brakuje Koła Gospodyń Wiejskich. Czy nie wstyd wam panowie byli strażacy? Gdzie się podziała charakteryzująca wiejskie kobiety energia, drogie mieszkanki?

Ale nie czas załamywać rąk nad przeżytkami. Przyszłość należy do takich, jak Włodzimierz Kozik, po nowemu myślących i działających bohaterów pracy kapitalistycznej. Ich pionierskie zastępy położą kiedyś kanalizację, rozwiną agroturystykę.

Z proletariackiego Zagłębia, ze słynącego rzetelną robotą Górnego Śląska ciągną w rejon Siedlca spragnieni wiejskiego powietrza letnicy. Czeka tu na nich tonąca w zieleni przestrzeń i proste, jak uścisk spracowanej, chłopskiej dłoni bytowanie. Leśne ścieżki idealnie nadają się do długich, zdrowotnych spacerów, śmiałkowie mogą stawić czoła jaskini na Dupce, jak z ludowym humorem, nazwała ją tutejsza ludność.


Idealny na długie spacery.

W służbie społeczeństwu Włodzimierz Kozik obrał zdecydowany, twardy kurs na człowieka. Marzy mu się dokończenie remizy i zamiana jej na centrum usług dla mieszkańców. Priorytetem sołtysa jest zakład fryzjerski, by siedleckie elegantki nie musiały już jeździć do Janowa lub Częstochowy.

Jeszcze w tej kadencji chciałby zapewnić przejezdność ulicy Leśnej, a jeśli gmina postawiłaby przepompownię, byłoby wspaniale. Niskie ciśnienie w kranach to dobitny przykład rosnącej atrakcyjności Siedlca. Występuje, gdy swoje ogródki podlewają coraz liczniejsze rzesze działkowiczów. Mimo okresowych trudności w zaopatrzeniu gospodarstw w wodę, są powody do zadowolenia.
 

Przełamując zgniłe schematy

Składnik szkła i nieodłączny towarzysz cementu. Wypełniacz kuwet ulubionych kotów i komponent murarskiej zaprawy. Wszędzie tam konieczny jest piasek.

Ten niezbędny narodowej gospodarce surowiec stanowi drugie po złożach wapienia bogactwo Siedlca Janowskiego Ślad tego bogactwa utrwalony został w opakowaniach płynnych produktów spożywczych i w betonowych cembrowinach przydomowych szamb.


Tu będzie zakład fryzjerski.

Zapotrzebowanie na piasek zmieniło oblicze sołectwa. Wybierając sypką materię, człowiek ujarzmił i podporządkował sobie przyrodę. Polak jeszcze raz udowodnił, że potrafi.

Gdzieś tam w świecie przedstawiciele pseudonauki zastanawiają się nad nawadnianiem pustyń. My z powodzeniem przekształcamy nadmiernie uroślinnione obszary w pustynie. Pracą rąk znosimy różnice między kontynentami.

***

Odwiedzamy dawną piaskownię, a dzisiaj autentyczną, siedlecką pustynię. Właśnie trwa Piknik Country. Setki rąk radośnie falują w rytm, jakże bliskiej każdemu z nas, amerykańskiej muzyki.

Ten propagujący głęboko humanistyczną, prawdziwie ludową kulturę festyn ma już ośmioletnią tradycję. Do grona jego sponsorów dołączyli w tym roku, od niedawna osiadli w Sieldcu, Małgorzata i Andrzej Nowakowie. Otworzyli zajazd, tu postanowili żyć i pracować, w jednostkowym wymiarze przyczyniać się do zwycięstwa kapitalizmu. Brawo! Takich przykładów krajowi potrzeba!

W dalekosiężnych, przełamujących zgniłe schematy planach sołtysa, właśnie pustynia ma być centrum dynamicznego rozwoju Siedlca. Symbolicznie rozpoczynając marsz ku przyszłości, Włodzimierz Kozik zaciąga fordowską wartę przy krzakach oznaczonych w turystycznym informatorze jako źródełko. W naszej obecności podejmuje zobowiązanie: - Swoją koparką dokopię się do wody.

Sołtys chce, by na pustyni powstał amfiteatr. Czy powstanie?

Malkontentom i niedowiarkom odpowiadamy: - Powstanie!

Maciej Pawłowski

PS.
Tak naprawdę, sołtys niewiele może. Przyszłość Siedlca bardziej zależy od władz gminy Janów.
 

wersja do druku


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi