Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Data utworzenia: 2008-11-14

Dyskretny jad kaszanki

Leniwie wstawał jesienny poranek, ciemności z wolna ustępowały gęstej mgle. Jeszcze daleko do godziny weekendowych powrotów, jeszcze pusto i cicho na przelotowych trasach.
 

Moment ataku wybrano znakomicie. Październikowa, senna niedziela, peryferie, w pobliżu żadnych masowych imprez, gotowość służb ratowniczych obniżona. Wezwany ambulans nie zwiastował nadchodzącego dramatu.

I nagle rozpętało się piekło.

Po pierwszej karetce następna, po niej kolejna, jeszcze jedna, jeszcze jedna i jeszcze jedna. Dla dyżurnego lekarza stało się jasne, że nie będzie to zwykła, rutynowa niedziela. Że personelowi szpitala spieprzyło ją ewidentne, zbiorowe zatrucie. Czy to robota szaleńca? A może zaplanowana polityczna akcja? Tyle się dzisiaj słyszy o terroryzmie.

Do rozwikłania kryminalnej zagadki sołectwa przystąpili ściągnięci z domów inspektorzy. W opisie sprawy nie zabraknie drastycznych szczegółów, nie będzie to lektura stosowna przy spożywaniu posiłku. Wrażliwi lepiej niech nie czytają.
 

Pałeczki do jedzenia

Z lecznicy na miejsce zdarzenia trzeba jechać czterdzieści kilometrów. Krytycznego dnia ten dystans pokonywano wielokrotnie. Dwadzieścia dwie osoby wylądowały na utrzymywanych z nędznej jałmużny Narodowego Funduszu Zdrowia pryczach. Tajemniczy jad powalił mężczyzn w sile wieku, sędziwych starców i niewinne dzieciny.


Przypuszczalnie takim klasycznym urządzeniem posługiwał się producent.

W telewizyjnym magazynie dla rolników „Tydzień” toczyła się właśnie arcyciekawa dyskusja o wpływie światowego kryzysu na ceny skupu żywca, gdy natarczywie zabrzęczała alarmowa komórka doktora Wiesława Olechnowicza. Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny trafnie ocenił powagę sytuacji i bezzwłocznie wysłał swoich ludzi do hospitalizowanych.

Spierzchniętymi, odwodnionymi biegunką ustami z trudem odpowiadali na szczegółowe pytania obszernego kwestionariusza „Wywiadu w przypadku zatruć i zakażeń pokarmowych”. Tymczasem szpitalni laboranci w pocie czoła badali kał ofiar. We wszystkich próbkach, a było tego sporo, stwierdzono obecność pałeczek Salmonelli Enteritidis.

***

Analiza sanepidzkiego wywiadu jest jak poszukiwanie klucza do szyfru Enigmy. Z morza szczątkowych informacji trzeba wyłowić ukryte prawidłowości, zrekonstruować wydarzenia poprzedzające interwencję pogotowia ratunkowego, określić czas wystąpienia pierwszych objawów.

Szwankują umysły większości poszkodowanych, ich pamięć sięga zaledwie ostatniej doby. Ktoś, jak przez mgłę, przypomina sobie konsumowaną na obiad zupę pomidorową, inny w malignie majaczy o kanapkach z żółtym serem. Nie, nie, pomidorowa odpada. Kanapki, jako przyczyna boleści, wymiotów i niagarowego rozwolnienia też mało prawdopodobne.


Dr. Olechnowicz zdał sobie sprawę z grozy sytuacji.

Pochyleni nad ankietami śledczy nerwowo luzują węzły krawatów, podwijają rękawy koszul, ich mózgi pracują na najwyższych obrotach.

Bingo! Jest coś co łączy wzmacnianych kroplówkami, wracających do życia mieszkańców wioski. Wszyscy zetknęli się z domowego przemysłu kaszanką, salcesonem i pasztetową. Zatem namierzono przypuszczalne ognisko zatrucia. To jedno z indywidualnych gospodarstw rolnych.
 

To wszystko na sprzedaż

Ruszają w drogę wysłannicy Sanepidu. Docierają do inkryminowanej zagrody, pobierają wymazy z sześciu odbytów. Parę dni temu zaszlachtowano tu świniaka, pazerny gospodarz wydusił z niego dwadzieścia kilogramów kaszanki i całą górę innych, wędliniarsko-garmażeryjnych smakołyków. Nie po raz pierwszy opylił znajomym swoje spécialite de la maison. Inspektorom udaje się zabezpieczyć resztki przeznaczonej na sprzedaż produkcji. W leżącym poza powiatem mieście, na nogi stawiane jest badające żywność laboratorium.


Jeszcze nie wiedzą, że przyjdzie im zostać kaszanką.

Następnego dnia sprawa nabiera chorobliwych rumieńców. W krzyżowym ogniu pytań prokuratora i powiatowego lekarza weterynarii truciciel ujawnia długą listę swoich klientów. Jednym z nich okazuje się portier popularnej w okolicy restauracji. Wiesława Olechnowicza przeszywa dreszcz niepokoju: – Jeśli cieć tylnymi drzwiami wprowadził do lokalu te przysmaki, możemy mieć małą Hiroszimę.

Tak się na szczęście nie stało. Jak ostatecznie ustalono, ociekające bakteriami wyroby degustowało czterdziestu ośmiu pechowców. To, że kipiały podstępnymi drobnoustrojami, potwierdziły rezultaty laboratoryjnych dociekań: „Wyniki wszystkich dziesięciu próbek wędliniarskich (kaszanki, kiełbasy, pasztetowej i salcesonu) wykazały obecność pałeczek Salmonella. Obliczono ryzyko względne RR zachorowania po spożyciu poszczególnych wędlin. Kaszanka – RR = 2,73, pasztetowa – RR = 1,22, kiełbasa – RR = 0,5, salceson = 0,7 (przedział ufności CI > 1 dla kaszanki i pasztetowej). Większe ryzyko względne obliczone dla kaszanki mogło być spowodowane bardzo wysokim wzrostem bakterii z grupy coli (w trzech badanych próbkach kaszanki dwadzieścia cztery tysiące bakterii w jednym gramie) przy jednoczesnym wysokim wzroście gronkowców koagulazododatnich (dwadzieścia cztery tysiące, cztery tysiące sześćset i dziewięć tysięcy trzysta bakterii w jednym gramie kaszanki), na co wskazywałby również czas między spożyciem a wystąpieniem pierwszych objawów”.
 

Pokojowe współistnienie

Doświadczony sanepidowiec jest jak archeolog, ze szczątków mumii odtwarzający życie faraonów. Nieprzebrane bogactwo bytujących w kaszance mikroorganizmów wiele mu mówi o warunkach jej wytworzenia, pozwala formułować przekonywające, wysoce prawdopodobne hipotezy.


Mała, przydomowa wędzarenka jest wbrew pozorom bardzo wydajna.

Obfitość Salmonelli w gotowym wyrobie może świadczyć, iż zasalmonelniona była świnia lub producent, zaś bakterie Coli nasuwają myśl o towarzyszących procesowi technologicznemu wizytach producenta w wychodku. On także może być nosicielem wykrytych, a przenoszonych drogą kropelkową, gronkowców. Na wsi nie zawsze smarka się w chusteczkę, nie jest to zresztą możliwe, gdy obie ręce napychają spożywcze jelito treścią kaszanki czy pasztetowej.

Podczas sanitarno-epidemiologicznej wizji lokalnej pobrano próbki wody. Choć w wiosce otrutych działa wodociąg, chytrzy gospodarze korzystają z własnych studni. Trzeba przyznać, że twardzi to ludzie, bo jak głosi pokontrolny komunikat, w studniach stwierdzono enterokoki oraz bakterie ze znanej już nam rodziny Coli.

Co ciekawe, rzadko dochodzi do masowych zakażeń pokarmowych. Niewykluczone, że ludność uodporniła się na agresywne mikroby, z którymi możliwe jest jednak pokojowe współistnienie.

***

Swoimi tradycjami kulinarnymi polska wieś otwiera przed starą Europą fascynujący obszar doznań, nie tylko smakowych. By wypełnić pustkę egzystencji, zblazowani Niemcy, Francuzi, Brytyjczycy na krańcach świata poszukują coraz bardziej wynaturzonych podniet. Dlaczego forsę mają zostawiać w Kenii lub Nepalu, zamiast wydawać ją nad Wisłą?

Światowe wystawy, międzynarodowe targi i imprezy promocyjne są okazją uświadamiania im, że nie ma bardziej ekstremalnych sportów niż kosztowanie naszej pasztetowej, niż rzeźwiący łyk wody zaczerpniętej studziennym żurawiem. Czas najwyższy, by na liście polskich produktów regionalnych obok oscypka znalazł się salceson.


Maciej Pawłowski

wersja do druku


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi