Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Data utworzenia: 2008-11-17

„Przygoda, przygoda…”


„…każdej chwili szkoda”, mówią słowa znanej piosenki. Ja wziąłem je sobie głęboko do serca i od kilku już lat przy każdej nadarzającej się okazji zwiedzam świat, do czego i Was chciałbym zachęcić, obalając przy okazji mit, że podróżowanie musi być drogie.
 

Koszty

Ile to naprawdę kosztuje? Zamiast zadawać pytanie, ile kosztuje wyjazd w konkretne miejsce, lepiej zapytać się, ile pieniędzy mam do zagospodarowania i dobrać miejsce, czas i sposób dojazdu w stosunku do możliwości. Każdy region ma swój urok, klimat, niepowtarzalną atmosferę i atrakcje. W najtańszym przypadku, gdy decydujemy się na podróżowanie autostopem i spanie pod namiotem lub u życzliwych ludzi, kosztuje tyle samo, ile pozostanie w domu – kosztem jest tylko jedzenie, bo wiadomo, że i w domu trzeba jeść. Zajmijmy się teraz konkretami, by zaplanować odpowiadającą nam wyprawę. Zacznijmy od transportu.


Autostop.
 

Autostop

Najtańszy, wiadomo – autostop. Chciałoby się powiedzieć – darmowy, ale świat potrafi zaskakiwać. Są kraje, których kultura nakazuje zapłacić za podwózkę, i to niewiele mniej niż wydałoby się na bilet autobusowy – takie zasady obowiązują np. w Rumunii czy Turcji. Jednak i to nie musi stanowić problemu, wystarczy z góry umówić się z kierowcą, że opłaty nie będzie. Zmotoryzowani „tubylcy” widząc obcokrajowca z plecakiem często godzą się na odstępstwo od obyczaju.

Ale od początku. Gdzie łapać? Metody są dwie – stać na ulicy (najlepiej z tabliczką z nazwą miejscowości) lub pytać się o podwiezienie na stacji benzynowej. Korzystając z tej drugiej możliwości trzeba najpierw przełamać niechęć, którą czasem czuje się po reakcji odmownej. Spotkałem się z sytuacją, gdzie kierowca nagle zmienił zdanie, że mnie jednak nie zabierze, gdy powiedziałem, że jestem z Polski. Ale w końcu to nam chodzi o załatwienie czegoś – jeśli nie jest się nachalnym i zagaduje życzliwie, w końcu ktoś się zgodzi. Grunt to wytrwałość. Co do łapania przy drodze mankamentem są autostrady, na których jest to nielegalne. Tu rozwiązaniem jest ustawienie się przy wjeździe w odpowiadającym nam kierunku ze stosowną tabliczką. Czasem, niestety, będziemy musieli przejechać przez duże miasto, a co gorsza się z niego wydostać. Nie zawsze jest to łatwe. Można próbować dopytać się o wylotówkę i próbować podjechać na nią komunikacją miejską. Nie mamy wtedy jednak gwarancji, że drogi wylotowe umożliwiają zatrzymanie się samochodom by nas zabrać – szczególnie na zachodzie, gdzie przeważają autostrady i drogi ekspresowe. Innym sposobem jest wyjechanie z miasta komunikacją międzymiastową do najbliższej mniejszej miejscowości, a to niestety zawsze kosztuje parę groszy.


Autostopem przez Saharę.

Kto bierze? W Europie prawie zawsze są to osoby, które w młodości same podróżowały w ten sposób – byli hippisi, podróżnicy, młodzi „luzacy” z dredami. Warto zatem wyglądać w sposób budzący ich sympatię – dres nie jest więc najszczęśliwszym pomysłem. Jeśli się ma, warto zabrać w podróż prawo jazdy, bo czasem podwożący nas kierowca może liczyć, że „zmienimy” go w długiej trasie. Zupełnie inną kategorią są ciężarówki, które zwykle nie zatrzymują się przy drodze na widok wyciągniętego kciuka. Jedynym sposobem zabrania się jest „zagadanie” bezpośrednio do kierowcy stojącego na postoju, które znajdują się często przy dużych stacjach benzynowych. Tirowcy są różni, jedni przyjmują z otwartymi ramionami i zapraszają na obiad, inni wolą samotność. Generalnie im dalej od kraju tym na bardziej otwarte przyjęcie można liczyć. Taki autostop ma swoje zalety – czasami udaje się załapać na naprawdę długą trasę. Jednak i kierowcy mają swoje ograniczenia – nie są demonami prędkości, mają ograniczony godzinowo czas pracy, a dodatkowo bywają zmuszani do długich postojów przez różne zakazy zależne od kraju i okresu roku – np. zakaz poruszania się w weekendy w większości europejskich krajów (nie dotyczy on jednak samochodów chłodni, na które szczególnie warto polować). Bywa różnie. Przykładowo zabierając się z TIR-em z Turcji do Polski można przebyć tą trasę w pięć dni, ale przy dobrych wiatrach zmieniając samochody na parkingach na te, które właśnie wyjeżdżają na trasę, może zająć to niecałe dwa.

Pozostaje jeszcze kwestia bezpieczeństwa. Wiele opinii odstraszających od autostopu wydaję się być przesadzonych. Ta forma podróżowania ma wyjątkowo „złą prasę”. Dodatkowo niechęć podkręcają takie filmy jak „Autostopowicz”, w którym tytułowy bohater okazuje się psychopatycznym mordercą. Taki stan rzeczy bardzo utrudnia podróżowanie, gdyż osoby nieoswojone ze stopem, a potencjalnie życzliwe, zwyczajnie się boją. Oczywistym jest, że pewna niewiadoma zawsze istnieje. Niemniej, patrząc na statystyki wypadków, podróżowanie autostopem i tak będzie bezpieczniejsze niż np. rowerem. Jakże częste potrącenie rowerzysty nigdy nie będzie tak nośnym tematem dla popularnych mediów, jak opowieści rodem z wyżej wspomnianego filmu. Jednak w każdym przypadku trzeba zdać się na zdrowy rozsądek. Samotna kobieta zawsze ponosi pewne ryzyko (choć spotkałem się z dziewczyną regularnie podróżującą samotnie i to po nocy, bo tak wg niej jest szybciej). Gdy kierowca wygląda lub zachowuje się podejrzanie, czuć od niego alkoholem lub zwyczajnie zbytnio szarżuje na drodze, zawsze można jasno poprosić o wysadzenie. Poza tym zgodnie z zasadą „strzeżonego Pan Bóg strzeże”, jeśli czujemy się niepewnie, zawsze możemy mieć w kieszeni mały gazik pieprzowy. Osobiście zjeździłem na stopa Europę ze wschodu na zachód i z północy na południe, zahaczając także o bliższe nam kraje Azji i Afryki, nie mając żadnych nieprzyjemnych przygód – poza irytującymi „dowcipami” polegającymi na zatrzymywaniu i się i odjeżdżaniu, gdy podchodziłem.

Poza swoją darmowością autostop ma też inne zalety. Największą jest to, że nie tylko ułatwia, ale wręcz wymusza poznawanie ludzi. Podczas podróży zwykle nawiązuje się jakaś rozmowa i nawet brak znajomości języka nie jest tu wielkim problemem. Jest to doskonały sposób na poznanie mentalności, sposobu myślenia mieszkańców odwiedzanych regionów. Często mogą oni nam pomóc informacjami o lokalnych atrakcjach, czasem nawet gościną. Innym atutem jest fakt, że możemy poprosić, by wysadzono nas gdziekolwiek po drodze. Jeśli zobaczymy przez okno coś ciekawego, nic nie stoi na przeszkodzie, by rozszerzyć program wycieczki o to właśnie miejsce. Minusem jest oczywiście czas – nie każdy ma go w takiej ilości, by go tracić na niepewne dojazdy okazją.
 

Pociąg

Kolej to drugi potencjalny wybór. Ma swoje zalety – jest punktualna, ma dużo połączeń (baza danych zgromadzona na stronach www.pkp.pl obejmuje także inne kraje Europy), dojeżdża zwykle do centrów miast, czego nie można powiedzieć o samolotach. Niestety sporo kosztuje, zwłaszcza w krajach zachodniej Europy. Dlatego, jeśli już się na nią decydować, to tylko w ofertach zniżkowych. Najpopularniejszą z nich jest InterRail, czyli międzynarodowy bilet kolejowy umożliwiający podróżowanie po prawie całej Europie. Jest to szczególnie atrakcyjna oferta dla osób poniżej 26 roku życia, gdyż mają one największe zniżki. Bilet dzieli się na dwa rodzaje – Global Pass i One Country Pass. Ten pierwszy umożliwia swobodne podróżowanie we wszystkich 30 krajach objętych programem. Do wyboru są wersje biletu o różnych okresach ważności i ilościach dni podróży. InterRail One Country Pass ważne są tylko na jeden konkretny kraj. Jego cena zależna jest od strefy, do której ów kraj zaliczono oraz ilości dni w ciągu miesiąca, które planujemy przeznaczyć na przemieszczanie się (między 3 a 8). Dla przykładu, jeśli mamy poniżej 26 lat i pragniemy przez miesiąc dowolnie podróżować po Europie, musimy wydać ok. 400 euro. Jeśli jednak ograniczymy się do 10 dni w podróży w ciągu 22 dniowego terminu ważności, cena spadnie do 239 euro. Szczegóły oferty wymagają pewnego przeanalizowania w celu dobrania odpowiedniej taryfy. Najłatwiej zrobić to korzystając bezpośrednio ze stron www.pkp.boleslawiec.pl/interrail.html (po polsku) lub www.interrailnet.com (po angielsku). Bilety InterRail sprzedawane są w międzynarodowych kasach PKP oraz w niektórych biurach podróży, czyli w prawie wszystkich większych miastach.


Najdłuższy pociąg Świata.

Innym cenionym przez podróżników biletem jest City Star, wydawany przez koleje słowackie i czeskie. Można go kupić na każdej większej stacji u naszych południowych sąsiadów. Bilet ważny jest przez 2 miesiące na jednokrotną trasę do miejsca docelowego i z powrotem, przy czym przerwanie podróży odbywa się bez żadnych dodatkowych formalności. Dodatkowo płatne są wszelkie miejscówki, kuszetki, miejsca sypialne. Można go nabyć na 60 dni przed wyjazdem, ale najpóźniej na 3 dni przed. Im więcej osób tworzy jedną grupę, tym atrakcyjniejsza cena. W ostatecznym rozrachunku ceny wyglądają bardzo atrakcyjnie – np. przejazd ze słowackich Koszyc do bułgarskiej Warny nad Morzem Czarnym w dwie strony kosztuje ok. 100 zł (kuszetka), a z położonej blisko granicy z Polską Żyliny do Belgradu, stolicy Serbii przez Bratysławę i Budapeszt ok. 200 zł. Do samej Słowacji można niedrogo dostać się kupując w polskiej kasie bilet do granicy, a od granicy w lokalnej kasie lub u słowackiego konduktora dalej. Wynika to z faktu, że nabywając bilet bezpośrednio do obcego państwa płacimy stawkę międzynarodową, czyli dużo więcej niż w obrębie jednego kraju.


Pluszowa stacja.

Ceny połączeń kolejowych wschodniej Europy wyglądają nie mniej ciekawie. Jednak przejazdy odbywają się na innych zasadach. Wszystkie dalekobieżne międzymiastowe pociągi są sypialnymi. Cena zależy od klasy, którą podróżujemy. W najtańszej klasie trzeciej (zwanej „płackart”) wagon nie ma oddzielonych drzwiami przedziałów i łóżka są dość zwarto upakowane, co może stanowić dyskomfort dla wyższych pasażerów. Klasa druga („kupe”) ma zamykane przedziały na 4 miejsca. Istnieją także wagony pierwszej klasy jednak droższe nawet od samolotów, wiec to rozwiązanie tylko dla tych, którzy boją się latać. W okresie wakacyjnym trzeba jednak nabywać bilety z pewnym wyprzedzeniem, gdyż szczególnie oblegane trasy (np. z Lwowa na Krym) mogą okazać się wykupione. W takiej sytuacji, szczególnie gdy powrót nagli, część podróżników radzi sobie zgodnie z miejscowymi zwyczajami. Czasami udaje się namówić „prowadnika”, czyli opiekuna konkretnego wagonu, na wpuszczenie na „trieti etaż”, czyli półkę bagażową nad łóżkami we wspomnianym „płackartnym” wagonie. Wygodnym to takiego przejazdu nazwać nie można, ale czasem może okazać się to lepsze niż kilkudniowe czekanie na najbliższy pociąg z wolnymi miejscami.


Zakupy na peronie kolei transyberyjskiej.

Opisując pociągi trudno nie wspomnieć o najbardziej epickich trasach. Zalicza się do nich między innymi kolej transsyberyjską. Podróż z Moskwy do Irkucka niedaleko Bajkału trwa ponad trzy dni. Wbrew pozorom nie jest to czas wypełniony jakimiś wielkimi doznaniami. Za oknem monotonny leśny krajobraz, raz po raz przerywany sowieckimi aglomeracjami. Czas upływa na rozmowach i… jedzeniu. Na każdej większej stacji pociąg zatrzymuje się na co najmniej kilkanaście minut, podczas których pasażerowie wychodzą uzupełnić zapasy. U peronowych sprzedawców, którymi zwykle są dorabiające sobie do emerytury „babuszki”, kupić można praktycznie wszystko. Począwszy od przekąsek, owoców, alkoholu, przez prawdziwe domowe obiady, na wielkich wędzonych rybach skończywszy. Na jednej ze stacji podstawowym towarem handlu są różnego rodzaju… pluszaki. Peron wypełniają sprzedawcy objuczeni wszelakimi maskotkami, produkowanymi przez lokalną fabrykę.

Pisząc o tanim podróżowaniu pociągami należałoby też nawiązać do historii sprzed lat, mówiących o zabieraniu się „na gapę” z pociągami towarowymi. Niestety, trzeba jasno powiedzieć, że czasy samowolki bezpowrotnie minęły. Zmienił się przede wszystkim klimat, w którym takie wybryki nie spotykają się już z pobłażaniem służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo na kolei. Niemniej nie wszędzie. Miejscem, w którym wciąż normą jest podróżowanie w wagonach towarowych, oczywiście za darmo, jest Mauretania. Ten pustynny kraj posiada jedną jedyną linię kolejową, przecinającą jałową, piaszczystą Saharę ze wschodu na zachód. Przejazd nią stał się atrakcją sam w sobie. Nie dość, że część pasażerów pakuje się do wagonów przystosowanych do przewozu rudy wprost z pustyni, to jeszcze sam pociąg jest najdłuższy na świecie, licząc ponad 2 km. Podróż dostarcza niezapomnianych wrażeń, choć kilkanaście godzin we wszechobecnym pyle, hałasie i wstrząsach do jednoznacznych przyjemności nie należy. Ale w końcu nie o komfort tu chodzi.

 

Tekst i zdjęcia Adam Gabryelów

c.d.n.

wersja do druku


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi