Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Data utworzenia: 2009-06-04

Śmiga? Nie śmiga

Gospodarzem, co się zowie, był Bolesław K. Własnoręcznie dom postawił i do ostatnich chwil wszystko czynił, by tego domu jakaś bieda, nieszczęścia jakieś nie dopadły. Rozstrzygał, którego dnia kartofle sadzić i kiedy w chałupie grzewczy sezon rozpocząć.

Zrozumiałe przeto, że każda rzecz i zjawisko każde z gospodarstwem związane jego imprimatur mieć musiały. Że Bolesława były zgromadzone na podwórku rolnicze maszyny, pies podwórka strzegący, płot podwórko okalający, furtka w płocie, dzwonek w furtce i śrubka dzwonek mocująca. Na Bolesława zapisany był stacjonarny telefon i kilka komórkowych, których rodzina namiętnie używała (prowadził jednoosobową firmę transportową, więc mógł preferencyjnie dysponować kilkoma numerami).

Razu pewnego spragniona nowoczesności córka Bolesława o Internecie zamarzyła. Taki Internet to w dzisiejszych czasach dobro wprost niezastąpione. Klawiszami rachunki regulować można, przepis na klopsiki ściągnąć i na „Naszej klasie” z koleżankami szkolne lata odświeżyć.

Jak człowiek uparty, gwiazd sięgnąć może, nawet gdy przez ciernie rękę przebijać trzeba. Uparta córka sprawiła, że pod dach Bolesława Internet zawitał. To oczywiste, że na niego zapisany być musiał.

Okrutna choroba żywot gospodarza skróciła. Frasunek i pustka obejściem zawładnęły, ale przecie śmierć nie oznacza końca wszystkiego, co za życia rozpoczęte zostało. A jednak okazuje się, że w niektórych przypadkach oznacza.

 

Powzięli i odcięli

Pod koniec marca odszedł z tego świata. W połowie kwietnia córka z wdową w auto wsiadły i do powiatowego miasteczka chyżo podążyły. Tam do punktu obsługi klienta TP S.A. raźno z aktem zgonu weszły, by na żonę zmarłego numer stacjonarny przepisać. – Nie ma sprawy, już się robi – rzekła rzutka pracownica, poczem w imieniu firmy swój autograf na właściwym formularzu złożyła. – Po pierwszym maja będzie można zawrzeć nową umowę na Internet – oświadczyła.

Tak więc międzynarodowe święto klasy robotniczej miało być cezurą dziejów Internetu w opuszczonym przez Bolesława domostwie. Miało być, lecz jeszcze nim dzień ów nastąpił złowieszczy głos TP S.A. w komórce córki zabrzmiał: – To przepisanie numeru jest nieważne, bo zmarły abonent korzystał z internetowych usług Netii (Bitstream – przekazywanie sygnału cudzymi łączami). Dopóki Netia nie rozwiąże umowy, cesja w TP S.A. nie będzie możliwa.

- Bzdura, TP lubi droczyć się ze swoimi klientami. Proszę trwać przy swoim. Jak tylko otrzymamy potwierdzenie cesji, automatycznie i my jej dokonamy – zapewniła Netia.

Córka Bolesława trwała przy swoim. Piątego maja nacisnąwszy na komputerowym ekranie ikonę przeglądarki, wielce niepokojący komunikat obaczyła: - „Program Internet Explorer nie może wyświetlić witryny sieci Web”. Nerwowo komórkę chwyciła, z infolinią połączyć się pragnąc. Dobre piętnaście minut rozmowę z konsultantem Netii wiodła, a z każdą minutą jej szyjne tętnice coraz bardziej nabrzmiewały.


Klopsików nie będzie.

Konsultant to taki gość (najczęściej facetka) od odbierania telefonów wpienionych klientów. Jeśli klient po dyskusji z konsultantem dojdzie do wniosku, że nie jest usatysfakcjonowany i zechce jeszcze raz z nim pogadać, niechybnie na innego konsultanta trafi. Tym razem będzie on dyżurował nie w Łodzi, a na przykład w Krakowie lub we Wrocławiu. Każdemu z konsultantów od początku sprawę trzeba wyłuszczać, od każdego inne wyjaśnienia padają. Tym oto sposobem nader skutecznie pacyfikowane są nastroje, a szał klienta stopniowo prozaicznemu zmęczeniu ustępuje.

Cóż takiego córka Bolesława posłyszała, że owo pęcznienie tętnic wystąpiło?

Ano konsultant powiadomił, iż usług zaprzestano na życzenie zainteresowanego.

- Na jakie życzenie? Niczego takiego sobie nie życzyłam!

- Umowa została rozwiązana, gdyż powzięliśmy informację o śmierci abonenta.

- Skąd powzięliście? To prawda, że tata umarł, ale co innego ustalałam z waszym przedstawicielem. Poza tym, na jakiej podstawie powzięliście, skoro aktu zgonu akurat wam nie przedłożyłam? W opłatach zaległości nie ma, jakim prawem grzebiecie w czyichś danych osobowych?

- Powzięliśmy, bo mamy prawo powzinać.

- Ajuści! Od kiedy prawo pozwala inwigilować obywateli, jeśli nie budzą podejrzeń?

- Mamy prawo i tyle.

Wielu konsultantów córka Bolesława z drzemki wyrywała, męczące dla nich były te rozmowy. Jeden, gdy na wdechu była, słuchawkę odłożyć zdążył. Pieska to służba, takie konsultowanie.

TP S.A. do zawarcia nowej umowy wezwała, wszelako moment cesji od zniknięcia z jej systemu usługi internetowej uzależniła. Internet już pół miesiąca w komputerze nie chodzi, a usługa Netii wciąż w systemie figuruje. Córka Bolesława z wolna traci nadzieję, że będzie jej jeszcze dane internetowe zrazy upichcić i w “Naszej klasie” pobuszować. Jedno tylko zadaje sobie pytanie: - Dlaczego net odłączyli, a telefon zostawili w spokoju?

 

Działają w przyszłości

Firma zatrudnia osoby o różnych zawodach i specjalnościach. Wspólnym mianownikiem dla pracowników jest profesjonalizm i kompetencje, na które składają się: wiedza, doświadczenie i motywacja do pracy. Wspólne są także wartości, będące fundamentem działań Netii: koncentracja na kliencie, skuteczność, przedsiębiorczość i zaufanie” - brzmi “misja” Firmy. W praktyce ilustruje ją korespondencja z klientami.

5 maja Netia odcięła Internet. Dzień później urzędujący przy ulicy Poleczki 13 w Warszawie, anonimowy Dyrektor Obsługi Klienta wystawił Bolesławowi K. fakturę. Za okres od pierwszego do ostatniego maja naliczył 59,00 złotych, adresując kopertę na nieżyjącego abonenta.

8 maja Joanna Kamińska – Kierownik ds. Zarządzania Danymi Netia SA sygnuje pismo do Bożeny K., córki Bolesława: - “Informujemy, że w związku z powzięciem przez Operatora w dniu 24.04.2009 r. wiadomości o śmierci Abonenta Pana Bolesława K., informujemy, że Netia zaprzestaje świadczenia usług zgodnie z umową o świadczeniu usług telekomunikacyjnych Nr... zawartą w dniu 12.10.2007 r. W związku z powyższym w/w umowa wygasła dnia 05.05.2009 r. , zgodnie z par. ust. Regulaminu Świadczenia Usług przez Spółki Grupy Netia. Rezygnacja do Telekomunikacji Polskiej S.A. została wysłana w dniu 07.05.2009 r.”.

Powtórzmy, żeby nam misja w natłoku spraw nie umknęła: 8 maja pani Kamińska informuje, że informuje, że 5 maja na podstawie powzięcia wiadomości z 24 kwietnia Netia wygasiła umowę, o czym Telekomunikację Polską (właściciela linii przesyłowej) powiadomiła 7 maja.

12 maja w jakimś, chyba dusznym, pomieszczeniu przy ulicy Taśmowej 7A w Warszawie Renata Bukowska - Koordynator Sekcji Reklamacji skrobie kolejny liścik do Bożeny K.: - “Dziękujemy za Państwa zgłoszenie telefoniczne przyjęte w dniu 24 kwietnia 2009r., z którego wynika, że kwestionują Państwo rozwiązanie umowy numer... z dnia 12 października 2009 r. na podstawie powzięcia informacji o zgonie Abonenta oraz składają Państwo skargę na naszych konsultantów. Jednocześnie wnoszą Państwo o odszkodowanie za rozwiązanie powyższej umowy na świadczenie usług internetowych. Zapewniamy, że rozumiemy Państwa niezadowolenie z zaistniałej sytuacji. Dokładnie zapoznaliśmy się z przedstawioną przez Państwa sprawą. Ustaliliśmy, że na skutek powzięcia informacji o śmierci abonenta Pana Bolesława K. z dnia 24 kwietnia 2009 r. Umowa numer... z dnia 12 października 2009 r. została rozwiązana w dniu 05 maja 2009 r., zgodnie z Regulaminem Świadczenia Usług przez Spółki Grupy Netia. Ponadto pragniemy wyjaśnić, że dokonanie cesji nie jest możliwe ze względu na zastrzeżenia leżące po stronie Telekomunikacji Polskiej S.A. [..] Jednocześnie wyjaśniamy, że nasza firma nie ma podstaw do wypłacenia Państwu odszkodowania finansowego za rozwiązanie umowy, gdyż nastąpiło to zgodnie z Regulaminem. [...] Ponadto w imieniu firmy Netia pragniemy serdecznie przeprosić, jeżeli czują się Państwo niezadowoleni z formy i jakości obsługi naszych pracowników. Serdecznie dziękujemy za zwrócenie nam uwagi na ten fakt, ponieważ tego typu sygnały powodują, że poprzez system szkoleń możemy doskonalić jakość pracy naszych pracowników oraz minimalizować wszelkie związane z tym niedociągnięcia. Biorąc pod uwagę powyższe Państwa reklamacja została rozpatrzona negatywnie”.


Tu zawiera się nieważne umowy.

W tym chaotycznym bełkocie uporczywie powtarzane jest twierdzenie, iż na podstawie powzięcia wiadomości z 24 kwietnia 2009 roku rozwiązana została umowa z 12 października 2009 roku, a więc zawarta w ściśle określonej przyszłości. Rzeczywiście Netia zatrudnia osoby o różnych specjalnościach. Specjalność Renaty Bukowskiej stanowi przemieszczanie się w czasie.

 

Słup marzeń

Na końcu ulicy, przy której mieszka Bożena K., drewniany słup pajęczynę przewodów w kilka stron świata rozsyła. To słup Telekomunikacji Polskiej S.A. Ten nieco zmurszały pal jest ucieleśnieniem jakże pięknych, wzruszających wersów: - “Chcemy, aby TP była firmą nowoczesną i przyjazną dla naszych Klientów. Chcemy być operatorem telekomunikacyjnym z wyboru. Chcemy pozostać największą firmą telekomunikacyjną w Polsce. Misją TP jest stały rozwój i ustawiczne podążanie za potrzebami naszych Klientów. Dlatego, wyprzedzając ich oczekiwania, wprowadzamy nowe usługi i produkty - dla domu i dla biznesu. Każdego dnia zdobywamy naszych Klientów od nowa. Chcemy być blisko ich potrzeb, otwierać przed nimi świat nowych możliwości komunikacji, dzięki któremu będą mogli być blisko osób i spraw dla nich ważnych.”.


Ucieleśnienie misji.

Ach, iluż mieszkańców pragnie być w ten sposób zdobytych. Iluż z nadzieją w sercu wita każdy dzień, myśląc, że może właśnie dzisiaj ziści się obiecany podbój. Że może dzisiaj którymś z tych drutów popłynie do nich internetowy sygnał.

Burmistrz gminy nie jest marzycielem. Przymierza się do objęcia okolicy szerokopasmową siecią teleinformatyczną. Program może liczyć na dofinansowanie z Unii Europejskiej. Na razie jest w fazie projektowania, ale znacznie bardziej przybliża ludność do współczesności niż misje czołowych operatorów. Co prawda dostęp do sieci będą mieć w pierwszej kolejności gminne instytucje, lecz nic nie stoi na przeszkodzie, by dzierżawić linie firmom świadczącym indywidualne usługi. Korzystający z nich mieszkańcy przynajmniej nie doświadczą gehenny obcowania z konsultantami.   

***

To zwykły popsulizm jest zanim zmieniać to trza mieć gdzie i tu przytoczę taki przykład Mazowsze proszę bardzo pola, równiny mamy, mamy Pojezierze Mazurskie Internet śmiga? Śmiga. W Śląskiem też między szyby i kominy tak wężykiem wpełza i co chodzi. Chodzi o to, że nie obijamy bawełny. Netia i ja jesteśmy wszędzie. No prawie wszędzie.” - mówi w telewizyjnej reklamie Piotr Adamczyk, niezrównany odtwórca ról Jana Pawła II i Fryderyka Szopena. Doskonały to przykład, co Netia robi z człowieka. Telekomunikacja Polska S.A. też zresztą nie lepsza.

 

Maciej Pawłowski

wersja do druku


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi