Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Data utworzenia: 2009-08-17

Kolejny tragiczny weekend na polskich drogach

 

Pani odwoła tę akcję. On jest pijany.

Tragiczny weekend na polskich drogach. Kto nie zna tego komunikatu? W każdy nieco dłuższy czas wolny na polskich drogach wzrasta ilość kolizji i wypadków. Niestety, często tragicznych w skutkach. Niestety, często z udziałem pijanych uczestników ruchu.

35 kilometrów do domu. Sobotni wieczór. Jadę z mężem z Torunia. Droga jest doskonała. Wyremontowano jej znaczącą część – doskonała nawierzchnia, dobrze oznakowane pobocza, na długim odcinku chodniki i ścieżki dla rowerzystów. Ale tu się jeździ ostrożnie. Przez jezdnię często przebiegają zwierzęta, ludzie nie korzystają ze ścieżek, rowerzyści ubrani w „barwy asfaltu” nie uznają odblaskowych oznaczeń.

30. kilometr przejechany. 5 kilometrów do domu. To miejsce przejeżdżam wstrzymując oddech. W tym miejscu miałam przed rokiem wypadek. Zwyczajnie – „młody gniewny” próbował wymusić pierwszeństwo. Jemu się nic nie stało. Mnie czekało kilka miesięcy rehabilitacji. W oczach obserwatorów wydarzenia – panów z butelką piwa – chłopak był niewinny. On był ich krewnym, znajomym. Zbiegli się nie po to żeby udzielić pomocy, ale po to by bronić swojego. Na szczęście żyję i po roku leczenia czuję się już zupełnie dobrze. Stary samochód został skasowany. Tylko trauma pozostała. Więc kiedy mijamy w sobotę ten 30. kilometr cieszę się, że za chwilę będziemy w domu.

34. kilometr przejechany. 1 kilometr do domu. Tablica z nazwą wsi. Z naprzeciwka, na drugim pasie nadjeżdża motorowerzysta. Nagle on upada na jezdnię, a maszynę wyrzuca do rowu. Życie ludzkie jest bezcenne. Działanie według wyuczonych schematów: zjechać na bok, włączyć światła, sprawdzić co się stało, udzielić pomocy. Człowiek jest nieprzytomny, twarz zakrwawiona. Ciemne ubranie powoduje, że jest niemal niewidoczny, kiedy leży na szosie. Sekundy i refleks zadecydowały o tym, że nie został rozjechany przez kolejny nadjeżdżający samochód. A ruch tego dnia, jak na tę porę i okolicę jest wyjątkowo duży. Kilku kierowców zatrzymuje się, by pomóc. Dzwonię na 112. Działa. „Pewnie pijany?” To pierwsze, o co pyta dyżurny. Nie wiem. Wiem, że jest nieprzytomny. Zgłoszenie przyjęte. Na miejscu zdarzenia jest już rodzina.

Oni wiedzieli, że on wypił. Wypił stanowczo za dużo.

Oni wiedzieli, że będzie jechał.

Oni widzieli, jak on się zbliża do domu.

Oni niedawno przeżyli tragedię, bo ktoś z ich rodziny właśnie tak zginął.

Dlaczego pozwolili by jechał? Tego się nie dowiem.

Podnoszą nieprzytomnego. „Będzie żył” – wyrokują. Chcą go zabrać do domu. „Pani odwoła tę akcję” – sugerują dość stanowczo – „To przecież będzie kłopot. Przecież on jest pijany”. Protestuję. Nie wiem, czy jest tak pijany że traci przytomność i kontakt z rzeczywistością, czy uderzenie było na tyle duże, że doznał jakiś poważnych urazów. Pewnie jedno i drugie. Jestem przekonana, że już nigdy nie powinien kierować. Tu, na wsi służby ratownicze działają szybko i skutecznie – wkrótce nadjeżdża OSP i karetka. „Proszę stąd odjechać” - nakazują stanowczo strażacy. Najwyraźniej dla nich to kolejny niepotrzebny kłopot. Dla mnie też. Jeden z członków rodziny dziękuje mi za pomoc …

35. kilometr. Nareszcie w domu. Włączam  radio. Karetka wraca na sygnale do szpitala. Widzę ją z okna. Spiker właśnie przedstawia wiadomości w skrócie. 15 sierpnia, sobota, kolejny tragiczny weekend na polskich drogach. 

Iwona Raszeja-Ossowska

 

wersja do druku


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi