Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Data utworzenia: 2010-01-19

Na kruchych fundamentach

 

Dwa lata temu nikt nie dałby wiary, słysząc że huta odżyje, a w dodatku stanie się turystyczną atrakcją regionu i jego promocyjnym przebojem.

U mieszkańców okolicznych gmin, Zawiercie wciąż budzi nadzieję na jakąś pracę, choć to raczej iluzoryczne przekonanie. Na razie więcej tam zwalnianych, niż przyjmowanych, jednak bez tych drugich statystyka byłaby jeszcze gorsza. Bezrobocie dobija w powiecie szesnastu procent i jest prawie największe w województwie śląskim (w którym średnia wynosi niespełna dziewięć). W przygnębiającym rankingu tylko o włos wyprzedza go sąsiedni powiat myszkowski.


Dawna architektura przemysłowa ma coraz więcej wielbicieli.

Dla przeważnie wiejskiego lub małomiasteczkowego otoczenia Zawiercie jest rzeczywiście najbardziej rozwiniętym ośrodkiem. Miejscem koncentracji urzędów, funkcjonowania resztek prawdziwego przemysłu, nagromadzenia sklepów, szkół i lekarskich gabinetów. Jeśli w pobliskiej wiosce gospodarz pragnie lepszej (niż gnuśnienie w czterech ścianach) przyszłości dla syna, czy córki, tutaj szuka wpływowych znajomych. Zazwyczaj ich nie znajduje, często musi zadowolić się obietnicami, niekiedy wszakże los mu sprzyja.

Z Unii Europejskiej Powiatowy Urząd Pracy dostał kupę forsy na aktywne formy walki z bezrobociem. Poszerzyła się oferta szkoleń zawodowych, w biurach przybyło opłacanych przez PUP stażystów (zwykle zaocznych studentów jakichś dziwnie brzmiących kierunków). Sęk w tym, że głodowe sześćset złotych stażowego pobiera się przez kilka miesięcy, po czym następuje powrót do brutalnej rzeczywistości.

Państwowy chlebek nie jest zbyt tuczący. Padła należąca do Skarbu Rzeczypospolitej przędzalnia, teraz pada Przedsiębiorstwo Komunikacji Samochodowej. Wydawało się, że podobnie będzie z hutą szkła.

Przeminął wiek brylantowy

Powstały w końcu XIX wieku zakład został po drugiej wojnie światowej znacjonalizowany, ale dopóki komuna nie zdechła, trzymał się całkiem nieźle. W pierwszych latach przodującego ustroju ogromnym zainteresowaniem cieszyły się wytwarzane tu cylindry do lamp naftowych. Wraz z postępem elektryfikacji ów wyrób tracił na znaczeniu, zaś profil produkcji przybierał coraz bardziej „gastronomiczno-kawiarniany” charakter (naczynia do picia bądź przechowywania spożywczych płynów, cukiernice, popielniczki itp.). Lata siedemdziesiąte były okresem chyba największej koniunktury. W żadnym eleganckim mieszkaniu, w żadnej kulturalnej rodzinie nie mogło zabraknąć choćby skromnego, kryształowego wazonu, a właśnie kryształy stały się domeną zawierciańskiej huty. W tej brylantowej epoce zatrudniano półtora tysiąca ludzi, setki ton szklanek i literatek zjeżdżały z produkcyjnej taśmy. Niestety, to se uż ne vrati.


Kryształowe bibeloty mogą znakomicie promować okolicę.

Po przywróceniu gospodarce normalności zakład zaczął, z początku łagodnie, a potem ostro, pikować w dół, osiągając dno w 2005 roku.  W przepaść rzuciło go fatalne zarządzanie, brak dyscypliny i jakiegokolwiek pomysłu na ratowanie zasłużonej firmy. Syndyk masy upadłościowej nie spodziewał się, że znajdzie jelenia chętnego tę ruinę przejąć. Zwłaszcza, zapłaciwszy uprzednio dziewięć i pół miliona złotych, na które upadłościową masę wyceniono. 

Prawdziwy cud

Ale jeleń się znalazł. W kwietniu 2009 roku Marek Pasek – przedsiębiorca z branży budowlano-usługowej (stawianie hal o rozmaitym przeznaczeniu) kupił za połowę oszacowanej ceny ten straszliwie zapuszczony przybytek. Trzystu pięćdziesięciu ogarniętych beznadzieją pracowników (tylu pozostało) uwierzyło, że nie wszystko stracone. Likwidacja huty (o czym wszyscy, poza nielicznymi marzycielami, byli przeświadczeni) zubożyłaby także tożsamość Zawiercia i jego okolic. „Szklarnia”, jak ją niegdyś nazywano, dawała materialne podstawy bytu całych, wielopokoleniowych rodów. W niej tyrał dziadek, po nim przychodzili ojciec z matką, a potem przy maszynie stawali wnuczek i jego żona. Obecny wiceprezes, Jarosław Chłosta też pochodzi z takiej „hucianej” familii. W całkowitych ciemnościach trafiłby w najgłębszy zakamarek zakładu, zna w nim wszystko i wszystkich.

***

Prywatne ręce po raz pierwszy od niepamiętnych czasów zaczęły zmieniać fabrykę od środka. Drobnymi z pozoru innowacjami udało się odczuwalnie ograniczyć koszty, usprawnić produkcję, podnieść jakość wyrobów. Nikt wcześniej nie pomyślał, że zamiast kupować obarczone marżą, tekturowe pudełka (a bez nich szklanego urobku się nie sprzeda), można kupić prostą maszynę do ich składania. Mało efektowny, skonstruowany przez Jarosława Chłostę podajnik wyeliminował taszczenie półproduktów od stanowiska do stanowiska. Na zakładowym placu nie rośnie już hałda technologicznych odpadów, bo do jakichś tajemniczych celów kupują je Węgrzy. 


Najdoskonalsza maszyna nie zastąpi tu czlowieka.

Są to nie tylko starania niskonakładowe. Remont hali stanowi przedsięwzięcie rozległe i kosztowne, a pieniądze inwestowane w modernizację procesu produkcyjnego idą w miliony złotych. Tu menadżerskie umiejętności zarządu firmy owocują najbardziej spektakularnymi rezultatami. Ze zlikwidowanej czeskiej huty szkła sprowadzono automat kulowy i ssawkę (skomplikowane, niezbędne do nowoczesnej, wydajnej produkcji urządzenia). Wart jakieś pół miliona sprzęt zasilił Zawiercie za połowę tej sumy.

Ale sercem zakładu są dwie wanny szklarskie. Do nich trafia surowiec (np. zmielone stłuczki. Przy wytwarzaniu kieliszków tłucze się pięćdziesiąt procent partii. Taka jest norma), z nich wypływa tworzywo. Były stare, zużyte, awaryjne. Jedną z wysłużonych „emerytek” zastąpi niebawem pochodzące z Węgier, prawdziwe ferrari wśród szklarskich wanien. W zdobycie ciężkiego szmalu na zakup tego cudeńka zaangażował się starosta Ryszard Mach (fanatyczny zawiercianin, były prezydent miasta). Uporczywym lobbingiem zdołał wyrwać z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej trzy i pół miliona.

W kraju kryształy produkują jeszcze „Irena” w Inowrocławiu i „Sudety” w Szczytnej (województwo dolnośląskie), za to na globalnym rynku konkurentów nie brak. Zawierciu udało się przebić. Dwadzieścia procent sprzedaży obejmuje Polskę, osiemdziesiąt wędruje w świat. Kupują Kanadyjczycy, Amerykanie, rozmiłowani w kryształach Madziarzy, a nawet tacy potentaci w ich wytwarzaniu, jak Czesi. Świetnymi klientami są Arabowie, dla których im bardziej zdobny goblet (kielich - jak to u Arabów, na wodę), czy puchar, tym cenniejszy. W listopadzie i grudniu popyt był większy niż moce przerobowe. Odkąd zmienił się właściciel, przyjęto kilkudziesięciu nowych pracowników. 

Przyjdą następcy

Modernizowanie firmy, wprowadzanie nowych rozwiązań technicznych powinno, teoretycznie, okrajać załogę. Jednak szklana huta, a przy tym fabryka kryształów to zupełnie wyjątkowe miejsce. Najdoskonalsza maszyna nie zastąpi w nim człowieka. Może być precyzyjniejsza, perfekcyjnie powtarzalna w skomplikowanych zadaniach, nieomylna, ale to dłonie i oczy robotnika sprawiają, że boli serce, gdy rozbije się wzorzysta karafka, szklanka, czy kieliszek. Że bardzo żal, gdy tych artystycznych przedmiotów zabraknie w szafce. 


Ostatnio popyt przewyższa moce przerobowe.

Jedną z przyczyn bezrobocia jest niedostosowanie oświaty do potrzeb rynku pracy. Kiedy Ryszard Mach został starostą i spadła na niego odpowiedzialność za szkoły ponadgimnazjalne, postanowił tak je przekształcić, by absolwenci nie ustawiali się od razu w kolejce po zasiłek. Tworzenie klas zawodowych, uruchamianie nowych kierunków kształcenia ma sens tylko wtedy, gdy tytuł na świadectwie poparty jest praktycznym przygotowaniem do formalnie zdobytego fachu. Kierownictwa huty nie trzeba było długo przekonywać do uchylenia przed młodzieżą swoich podwoi. Otwarcie klasy zdobniczej w jednym z zespołów szkół jest przesądzone, zatem nie tylko tak zasiedziałe klany, jak Protasiewiczowie (pracuje mąż, żona i syn) będą wprowadzać zakład w lepszą przyszłość.

Wabiki na turystów

Ucieszyli się w powiecie wójtowie i burmistrzowie, że jeszcze huta nie zginęła. Będzie gdzie zamawiać promocyjne bibeloty i gustowne souveniry dla zagranicznych partnerów. Wizytówką tych terenów są wapienne, jurajskie ostańce, czemu więc nie zaprezentować gminy w postaci kryształowej skałki z odciśniętym amonitem. Można sprawić, że postawiony na telewizorze, kruchy drobiazg będzie w odpowiednim oświetleniu jarzył się neonowym blaskiem, frapując zerkające z łóżeczka dziecię. Jarosław Chłosta odgrzebał zapomnianą technologię kryształów fluoroscencyjnych. Mieniące się seledynową poświatą patery i cukiernice po prostu muszą podbić serca uczestników lutowych tragów we Frankfurcie.

Oprócz kunsztownych cacek, regionalnym hitem są same obiekty fabryczne. Dziwiętnastowieczna architektura przemysłowa ma coraz liczniejszych wielbicieli, a właściwie zagospodarowana przyciąga twórców, ludzi kultury, przysparza pożądanego rozgłosu. Wiceprezes Chłosta zabiega o włączenie huty do szlaku muzeów techniki województwa śląskiego. Już przygotowywane są wielojęzyczne tablice, z których wycieczki dowiadywać się będą o pierwotnym przeznaczeniu eksponatów, o tym, jak niegdyś powstawały ozdobne i użytkowe wyroby.


Jarosław Chłosta zna w zakładzie wszystko i wszystkich.

Wiceprezes gromadzi doświadczenia, jeździ po kraju, podpatruje, notuje, porównuje. Ostatnio odwiedził zabrzańską, zabytkową kopalnię węgla kamiennego „Guido”. To była naprawdę przydatna wizyta. Pokazała, że przeszłość może służyć teraźniejszości. Sławić to, co nasze, ale też wzmacniać więź mieszkańców z własnym podwórkiem. W planach zarządu jeden z budynków ma być zamieniony w ośrodek wysublimowanej rozrywki, miejsce, gdzie z przyjemnością odsuwa się na bok powszednie troski.

***

Korzystanie z zewnętrznych funduszy, partnerstwo publiczno-prywatne, wykraczanie poza wąsko pojmowany rachunek ekonomiczny, to według Jarosława Chłosty droga do sukcesu. Denacjonalizacja nie musi oznaczać pogoni nowych właścicieli wyłącznie za zyskiem. Jeżeli traktują firmę jako fragment środowiska społecznego, szanują lokalne tradycje i dostrzegają tkwiący w nich potencjał rozwojowy, wówczas pożytki z biznesu sięgają dalej niż przestrzeń zamknięta fabrycznym murem.

Maciej Pawłowski

wersja do druku


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi