Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Data utworzenia: 2010-07-29

Ewangelizuje na ryczącym rumaku

 

Kiedy rusza swym potężnym jednośladem w drogę, czuje się w pełni zrelaksowany. Jest doświadczonym motocyklistą, więc z łatwością potrafi zapanować nad 140-konną maszyną. Na szosie nie szarżuje, tylko... ewangelizuje. Na co dzień jest księdzem w podwieluńskiej Białej.
 

Miłość do motocykli ma w genach

- Mam to chyba w genach po rodzicach. Ojciec miał junaka, potem jeździł „eshaelką” i tropikiem. Mama natomiast jako pierwsza we wsi poruszała się „wueską”, miała też prawo jazdy na samochód, a nawet traktor. Siłą rzeczy musiałem się tym zarazić. Już jako mały chłopak podróżowałem z rodzicami na jednośladach, były to wprawdzie nieodległe wycieczki, ale dla mnie urastały one do rangi wypraw na koniec świata. Za każdym razem było to dla mnie niesamowite przeżycie – opowiada ks. Grzegorz Patek, wikariusz parafii pod wezwaniem św. Piotra w okowach.


Widok księdza na motocyklu nikogo w Białej już nie dziwi.
Przecież każdy ma prawo do własnych marzeń...

 – Będąc uczniem szkoły podstawowej jeździłem poczciwym „komarkiem”, potem próbowałem swych sił na większych motocyklach. Wyciągałem ze stodoły sprzęty po rodzicach, poddawałem drobnym naprawom, a potem ruszałem na przejażdżkę po polnych drogach. Zazwyczaj robiłem to po kryjomu, i teraz z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że były to moje pierwsze motocyklowe grzeszki.

Potem ks. Grzegorz na kilka lat porzucił swą pasję, a to za sprawą szkoły, która zapoczątkowała jego obecną życiową drogę. W niższym seminarium duchownym w Częstochowie nie było czasu na motocyklowe wojaże. Całą swoją uwagę poświęcał swemu nadrzędnemu, życiowemu celowi – kapłańskiemu powołaniu. Do domu przyjeżdżał tylko raz w miesiącu, ten czas wolał poświęcić rodzinie. Starał się wówczas pomagać rodzicom przy gospodarstwie, jak podkreśla, choć w ten sposób chciał odwdzięczyć się swoim rodzicom za wszystko, co od nich otrzymał. W dalszym ciągu był jednak młodym chłopakiem, w którym drzemały uśpione marzenia. Przebudzenie nastąpiło, kiedy już miał na sobie sutannę. Kiedy powrócił do motocyklowych korzeni był na trzecim, czwartym roku studiów.
 

Pokora najważniejsza

- No i wtedy pomyślałem już o czymś mocniejszym, zacząłem więc przygodę ze ścigaczami. Robiła na mnie wrażenie moc tych sprzętów, nie bez znaczenia była także zawrotna prędkość, którą można było na nich osiągnąć. Cóż, w końcu poruszałem się motocyklami, które wyglądały dość agresywnie i prowokowały do takiej właśnie jazdy. To wtedy przekonałem się, że motocyklista powinien być człowiekiem pokornym. Dzisiaj mogę powiedzieć, że niezależnie od tego czy poruszamy się super szybkim motocyklem, czy brzęczącym skuterkiem, powinniśmy mieć w sobie właśnie dużo pokory. Nad jednym i drugim można łatwo stracić panowanie, nie zmieścić się w zakręcie, nie zdążyć wyhamować na czas. Można zrobić krzywdę nie tylko sobie, ale i innym uczestnikom ruchu. Mam na swym koncie wiele lat motocyklowego doświadczenia, dlatego mogłem wykonać kolejny krok. Od jakiegoś czasu jeżdżę cruiserem (Suzuki Intruder) o pojemności 1,8 litra, to prawdziwa bestia, która wymaga ogromnej rozwagi – opowiada ks. Grzegorz.


Na zbiorniku paliwa 400-kilowego cruisera widnieje Golgota z ukrzyżowanym Chrystusem.

Kiedy pytamy go o to, jak na jego zamiłowanie do motocykli reagują parafianie, wymownie rozkłada ręce.

– Nie słyszałem żadnych słów dezaprobaty, chyba zaakceptowali moją pasję. Mogę jednak zdradzić, że kiedy po raz pierwszy przyjechałem ryczącym jednośladem na tutejszą plebanię, nieżyjący już proboszcz, ksiądz kanonik Edward Malatyński się przeżegnał. Wiedział, że ma pod jego skrzydła przybyć ksiądz na motocyklu, wyobrażał sobie jednak, że będzie to maszyna podobna do tych z jego czasów. Tymczasem ja przybyłem na tutejszą parafię sportową Hondą CBR, tego się po mnie nie spodziewał – z uśmiechem wspomina młody wikary.

– Co tu dużo mówić, środowisko księży jest dość konserwatywne pod tym względem. Niewielu z nas porusza się jednośladami. Obecnie kapłani jeżdżą przede wszystkim samochodami – są bezpieczniejsze, bardziej komfortowe i specjalnie nie rzucają się w oczy.

Z motocyklami jest dokładnie odwrotnie. I pewnie dlatego ksiądz na motorze to widok w dalszym ciągu egzotyczny.

Dla Grzegorza Patka jazda jednośladem jest sposobem na relaks.

– Z przyjemnością wsiadam na motocykl po siedmiu godzinach pracy w szkole, gdzie prowadzę katechezę. To idealny sposób, by odreagować, odpocząć od uczniowskiego zgiełku i naładować akumulatory na resztę dnia. Niestety, nie mogę sobie wówczas pozwolić na dłuższe wyprawy, obowiązki w parafii na to mi nie pozwalają.

 

Motocyklowa ewangelizacja

Ksiądz Grzegorz stara się na co dzień dawać pozytywny przykład młodym posiadaczom motocykli. Twierdzi nawet, że w ten sposób ich ewangelizuje. Pokazuje jak nie grzeszyć na szosie, jak dbać o każdego uczestnika ruchu, jak przestrzegać przepisów.

- Motocykl jest dla ludzi, którzy są dojrzali, potrafią panować nad sobą i mają ukształtowany charakter. Przede wszystkim musimy bezwzględnie starać się przewidywać sytuację na drodze. Ojciec Święty Jan Paweł II często powtarzał, by w życiu codziennym kierować się miłością. Myślę, że miłością należy się też kierować jeżdżąc na wszelkich pojazdach mechanicznych: rowerach, samochodach, motorach. Często zauważam jak z nieuprzejmych kierowców „wychodzą” najgorsze instynkty. Nie odpowiadajcie im agresją, módlcie się za nich – nawołuje młody wikary.


Poświęcenie motocykli to stały rytuał każdej mszy dla miłośników jednośladów.
Z kropidłem „występuje” tu ks. Grzegorz Patek.

Do wiernych „przemawia” także sam motocykl księdza z Białej, na potężnym baku wyraźnie widać Golgotę z konającym na krzyżu Chrystusem, na błotniku natomiast widnieje grecki napis „Ihtis” (ryba).

– Co ciekawe, kiedy kupiłem tę maszynę, była ona już w ten sposób ozdobiona. Dodatkowo obok Golgoty z trzema krzyżami widniał na zbiorniku paliwa wizerunek olbrzymiego lwa. Pomyślałem wówczas, że jest to maszyna dla mnie, bo w pełni oddawała mój charakter.

Kaski powędrowały pod ołtarz

Jak się okazuje, jeżdżących na motocyklach księży wcale nie jest tak mało. Tylko w archidiecezji częstochowskiej jest ich ponad 20. Odgrywają oni często niemałą rolę w środowiskach motocyklowych, bardzo często kapelanują w klubach, organizują wyprawy i motopielgrzymki do miejsc kultu w całej Europie, celebrują msze przeznaczone dla miłośników jazdy na jednośladach.


Msza inaugurująca tegoroczny sezon motocyklowy.
Na ołtarzu widnieją kaski uczestników nabożeństwa.

- Z kilkoma kolegami udało mi się nawiązać dość owocny kontakt, co zaprocentowało mszą świętą otwierającą tegoroczny sezon motocyklowy. Uczestniczyło w niej około setki posiadaczy jednośladów z całej okolicy. Były kaski na ołtarzu, homilia dedykowana motocyklistom, poświęciliśmy też wszystkie maszyny, zaparkowane przy kościele. Na koniec nie mogło zabraknąć krótkiej parady główna arterią Białej – opowiada ksiądz Grzegorz.

– Pan Jezus mówił: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem”. Powinniśmy sobie codziennie brać te słowa do serca i nimi kierować się również wtedy, gdy wyjeżdżamy na szosę.
 

Na pielgrzymkę motocyklem? Czemu nie?

Grzegorz Patek uwielbia długie motocyklowe wojaże. Przed rokiem uczestniczył w pielgrzymce motocyklowej do miejsca kaźni tysięcy Polaków w Dachau. Tam podczas II wojny światowej zamordowano także wielu księży.

– Pojechaliśmy uczcić ich pamięć w 70 rocznicę wybuchu wojny. Wyprawę zorganizował ksiądz Jan Zalewski, pracujący na co dzień na parafii w Danii. Prócz mnie w tej pielgrzymce uczestniczyło jeszcze czterech księży. Resztę 80-osobowego składu stanowili świeccy motocykliści. W tym roku, na przełomie maja i czerwca, ksiądz Zalewski zorganizował podobny wyjazd do swojej Danii. Żałuję, że nie mogłem w nim uczestniczyć. Obowiązki na parafii są jednak dla mnie priorytetem. Musiałem poświęcić się pracy z dziećmi przygotowującymi się wówczas do pierwszej komunii świętej. Wiem natomiast, że w przyszłym roku będzie pielgrzymka do Włoch na Monte Cassino. Postaram się zrobić wszystko, by tym razem się udało pojechać.  


Przemysław Chrzanowski
Fot. Autor

wersja do druku


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi