Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Data utworzenia: 2011-01-18

Zamki na cynku

 

W kopalni Olkusz-Pomorzany na szychtę nie zjeżdża się windą. Jak w chilijskiej San Jose, gdzie przez dwa miesiące bytowało pod ziemią trzydziestu trzech zawalonych górników, w „Pomorzanach” fedrować jedzie się autem.


Początek szychty.

Ale najpierw normalna powierzchniowa procedura, normalne kopalniane entrée. Za progiem w opiekę bierze święta Barbara, a „Witaj”. „Cześć”, „Dzień dobry” zastępuje „Szczęść Boże”. Wstępem do roboczej dniówki są przebieralnia, szatnia, rozstawione na korytarzu popielniczki. To, w czym przyszło się z domu będzie wisieć przez parę godzin na podciągniętym do sufitu łańcuchu. Od tej pory obowiązują onuce, wysokie gumowce, lekki jednoczęściowy kombinezon, zapinany błyskawicznym zamkiem. Do tego kask i wydawana za czytelnym podpisem lampa z pochłaniaczem szkodzących zdrowiu gazów. 

***

Biały, wzmocniony stalowym stelażem łazik zatrzymuje się przed wjazdem na upadową „Franciszek”. Otoczony bujną roślinnością Sezam uchyla metalowych wrót, gdy głos w mikrofonie wyrazi zgodę na podróż w głąb niewidocznych z tego poziomu skał. Sezam jest początkiem biegnącej w dół, krętej trasy. Jest przedsionkiem świata udaru, kruszenia, eksplozji. Przedsionkiem królestwa gigantycznych machin, które niosąc destrukcję, czynią pożytek. Dostarczają rud cynku i ołowiu, z których od kilkudziesięciu lat niezgorzej żyje okoliczna ludność.
 

Pół wieku prosperity

Te dwa ukryte pod ziemią pierwiastki stanowią największe naturalne bogactwo rejonu Olkusza, lecz bogactwo na wyczerpaniu. Dzisiaj złoża eksploatuje tylko kopalnia „Pomorzany”, kiedyś robiły to jeszcze dwie inne („Bolesław”, „Olkusz”).


Na dole tłumu nie widać.

Posiadanie rud zaowocowało industrializacją. W liczącym (dzisiaj) dziesięć i pół tysiąca mieszkańców Bukownie, obok Zakładów Górniczych zaczęły w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku wyrastać Zakłady Hutnicze. Połączone w jeden kombinat, od bez mała pół wieku wyłuskują i przetwarzają to, co geologiczna przeszłość tego fragmentu planety dała w spadku. Należąca do Skarbu Państwa Spółka Akcyjna Zakłady Górniczo-Hutnicze „Bolesław”, poza wydobyciem, wytwarza cynk elektrolityczny, koncentraty cynkowo-ołowiowe, stopy ocynkownicze i odlewnicze, kwas siarkowy. Jest kontrahentem firm hutniczych, motoryzacyjnych, chemicznych. Swoje produkty wysyła na Słowację, Ukrainę do Czech, Austrii, Niemiec, Francji, Rumuni, Bułgarii, Białorusi. Z Bukowna wyruszają na podbój Europy stopowe bloki, płytki, kształtki i gąski (małe sztabki). Wyjeżdżają z niego cysterny wypełnione przydatnym w wielu przemysłach kwasem, a produkowany tu cynk ZGH Z1 ma rekomendację Londyńskiej Giełdy Metali LME.    

Ów kopalniano-przetwórczy kompleks daje ludziom pracę i niezłe zarobki, zaś samorządową kasę wzbogaca eksploatacyjnymi daninami. Dla wielu mieszkańców Bukowna, sąsiedniego Bolesławia i powiatowego Olkusza jest gwarantem życiowej stabilizacji, zaś w skali makro, znaczącą pozycją na gospodarczej mapie kraju.

Na tym zielonym, położonym w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej terenie ZetGieHa stały się enklawą uprzemysłowienia na miarę peerelowskich aspiracji. Nie jakąś tam, wytwarzającą trzonki wideł spółdzielnią inwalidów, lecz potężnym przedsiębiorstwem, łączącym toporną sferę pozyskiwania kopalin z zaawansowanym technologicznie przetwórstwem. Stały się wylęgarnią zawodowych karier i czynnikiem wzrostu samooceny przeciętnego mieszkańca. – Nie pochodzę z zabitej dechami dziury. Żyję w ważnej dla Polski miejscowości – mógł mówić z przekonaniem.

Zakłady zintegrowały tutejszą społeczność, przyczyniły się do powstania i utrwalenia międzyludzkich więzi. Stały się katalizatorem więcej niż poprawnych stosunków między gospodarzami terenu a sferą wielkiego, państwowego biznesu.

Szefostwo firmy propaguje jej pozytywny obraz, organizuje prasowe konferencje, chętnie zaprasza dziennikarzy na zwiedzanie cynkodajnych czeluści.

***

Biały łazik żwawo sunie pochylonym w dół korytarzem. Im niżej zjeżdża, tym więcej mija bocznych odnóg i skrzyżowań z podziemnymi tunelami. Co pewien czas przedziera się przez kurtyny luźno zwisających pasów, swoją obecność zaznacza donośnymi dźwiękami klaksonu. Półmrok rozjaśniany mglistym światłem rozstrzelonych w korytarzach lamp, przechodzi niekiedy w zupełną ciemność. Gdy spadek robi się bardziej płaski, podłoże robi się bardziej mokre, a lustra podziemnych rozlewisk dosięgają połowy wysokiego gumiaka.


Za snopami świateł sylwetka kolosa.

Jakiś ruch w labiryncie. Za zakrętem narasta warkot silnika, chwilę potem oślepiają zwielokrotnione kałużą reflektory. Są jak latarka policjanta na nocnej ulicy, za której blaskiem nie widać twarzy. Zmieniony kąt jaskrawych snopów ujawnia sylwetkę kryjącego się za nimi, mechanicznego giganta. Kolosem steruje jeden człowiek. W skalną komorę wnika gwałtownymi zrywami. W tył, w przód, w tył, w przód – precyzyjnie ustawia się czołem do ukrytej w niszy ściany. „Samobieżne działo” wali w skałę udarowym świdrem, przygotowuje główny atak. Po nim zjawią się nieomylni „saperzy” – górnicy strzałowi. W zrobionych wiertłem otworach zainstalują ładunki, a następna szychta zbierze urobek.


Sezamie otwórz się.

Po tym pogmatwanym polu walki krążą inne, jednoosobowe machiny bojowe. Na kołach, na gąsienicach, z ogromnymi szuflami i bębnami grubych lin realizują poszczególne zadania wydobywczej taktyki. Wyprodukowano je w Finlandii, surowym kraju ludzi zmagających się z nieprzyjazną naturą. Ich konstruktorzy dobrze wiedzieli, jak przystosować swe dzieła do potrzeb ekspansywnego zdobywcy. W „Pomorzanach” też jest surowo i nieprzyjaźnie.   

Jedni wybierają spod ziemi, drudzy pod ziemią wypełniają puste przestrzenie. Stałe stosowanie podsadzki jest, według kierownictwa, dowodem dbałości o środowisko i skutecznym sposobem zapobiegania górniczym szkodom.

I przy tej robocie maszyna plus człowiek tworzą samowystarczalny zespół. Tym razem nie w ścianie, lecz w skalnym suficie wiercone są otwory. Zawisną w nich, spojone specjalnym klejem, zaczepy szalowania podsadzkowej tamy.
 

Kuszenie robotą

 Kombinat zatrudnia tysiąc osiemset trzydziestu pracowników, a sama kopalnia tysiąc dwustu. Tego tłumu na dole nie widać. Może gromadzi się na niższych pokładach, a może obserwowana szychta ma wyjątkowo skromną obsadę?

Te sto tuzinów podobno tu pracuje, acz jedno jest pewne. Niebawem wyludnią się korytarze „Pomorzan”, znikną z nich kołowe i gąsienicowe kolosy. Za siedem lat kopalnia zostanie zamknięta, co oznacza odcięcie huty od własnych surowców. Bez nich kombinat straci rynkową pozycję, przestanie się liczyć w cynkowo-ołowiowym biznesie. Konkurencja w nim silna. Belgijski Nyrstar i szwajcarski Glencor na pewno nie przepuszczą żadnej okazji rozepchania się w branży.

Nowe złoża można eksploatować z dala od Polski, ale po co, skoro zalegają niemal pod nosem ZGH. Geologiczne ekspertyzy wykazały ich obecność w sąsiednim powiecie zawierciańskim. To jedyna w Polsce koncentracja pożądanych przez kombinat rud.

Warte drążenia zasoby stwierdzono w Ogrodzieńcu i „metropolitalnym” Zawierciu.


Świder wgryza się w scianę.

Promocyjne wydawnictwa nazywają Zawiercie „Bramą Jury Krakowsko-Częstochowskiej”, zaś urozmaicony wapiennymi skałami i średniowiecznym zamkiem Ogrodzieniec uchodzi za jeden z najciekawszych zakątków Szlaku Orlich Gniazd (zespołu powstałych na Jurze warowni). Ten niepowtarzalny, krajobrazowo-architektoniczny charakter okolicy aż woła o szczególną ochronę, o staranne pielęgnowanie naturalnych walorów.

Z drugiej strony, powiat ma najwyższą w województwie śląskim stopę bezrobocia (ok. 17%), światowy kryzys gospodarczy nie ominął resztek funkcjonującego tu (niegdyś całkiem znaczącego) przemysłu. Były zwolnienia, zawierciańskiej odlewni żeliwa odcinano (za długi) prąd, załoga protestowała przeciwko zwłoce w wypłatach.


W odlewni protestowali.

A ZGH „Bolesław” kuszą godziwie wynagradzaną pracą. Ekologów zapewniają o absolutnie neutralnej dla środowiska działalności, podnoszony przez nich problem obniżenia wód gruntowych uważają za wyolbrzymiony. Lokalną władzę przekonują perspektywą niebagatelnych podatków.

To rzeczywiście może przemawiać do wyobraźni, jednak gdy przyjrzeć się bliżej biznesowym planom kombinatu, przyszłość nie jawi się już tak różowo. Zawierciańska kopalnia miałaby zatrudniać sześćset osób, a więc połowę obecnej załogi „Pomorzan”. Oczywistym wydaje się, że w pierwszej kolejności pracę w nowym miejscu znajdą doświadczeni górnicy spod Olkusza (mało prawdopodobne by wszyscy w naturalny sposób wycofali się z zawodowego życia). Jeszcze większym sceptycyzmem napawa wielkość złóż. Oszacowano je na piętnaście lat wydobycia. Nawet jeśli część załogi stanowiliby mieszkańcy powiatu, to po piętnastu latach wielu z nich musiałoby ponownie szukać zajęcia. Z takim stażem nie będą młodzi i rozchwytywani przez potencjalnych pracodawców.

***

Czy bogactwa naturalne wygrają z bogactwem natury? Czy interes gospodarczy okaże się ważniejszy od kursu na ekologię, a siła koncernu większa od argumentacji nieżyciowych wrażliwców? W samorządowej kampanii wyborczej uchylano się od odpowiedzi na takie pytania. Pretendenci do władzy wymigiwali się „koniecznością przeprowadzenia referendum”.

Maciej Pawłowski

wersja do druku


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi