Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Data utworzenia: 2011-04-04
Data modyfikacji: 2011-04-06

Pstryk i jest historia

 

Można by rzec: - To mało oryginalny obrazek. Po prostu tłum zamarłych w bezruchu, spoglądających przed siebie ludzi. Banalne, grupowe ujęcie, podporządkowane rozmiarowi kadru i liczbie przeznaczonych do umieszczenia w nim postaci.

Fotograf wprowadził przejrzysty porządek i klasyczną, pamiątkową symetrię. W obniżających się szeregach wyeksponował głowy i torsy, z rozmysłem zaakcentował społeczną hierarchię. W centrum sylwetka duchownego, u samego dołu dzieci. Siedzące z prawa układają nogi w lustrzanym odbiciu tych z lewa.

Pewien czerwcowy dzień

Po stu latach zwyczajne zdjęcie uchyla rąbka przeszłości niczym skrupulatnie prowadzony, lecz nagle przerwany pamiętnik. Każe na własną rękę dopisywać losy sztambuchowych person.


Bo obraz mocniejszy jest od słowa.

Zanotowany na odbitce, czerwcowy dzień 1911 roku prawdopodobnie nie jest tym, w którym przed obiektywem zgromadzili się mieszkańcy miasteczka. Mistrz wyrył datę retuszu lub nieuważnie spojrzał w kalendarz. Wtedy stworzenie obrazka nie było błyskawicznym, bezmyślnie zautomatyzowanym  procesem. Wymagało znajomości kanonów kompozycji, tajemnej wiedzy posługiwania się odczynnikami, godzin spędzonych w ciemni. Było połączeniem optyki, chemii, malarstwa. Było po prostu sztuką, a pochłonięty nią artysta miał prawo pomylić daty. Zapewne pracy nie brakowało, a ruch w jego fotograficznym zakładzie panował wielki, bo od czasów Daguerre'a ludzie zapragnęli uwieczniać w albumach warte odnotowania chwile. Te ze ślubów, chrzcin, pochówków i te z innymi ludźmi, których nazwiska pamięć zatarła, lecz twarze zostały na wieczność.

***

To musiało być w Boże Ciało. Za starannie upozowaną gromadą widać fragment kościoła, stroje są odświętne, ubrane na biało dziewczynki przed chwilą rozrzucały płatki kwiatów. Po procesji fotograf postawił na trójnogu zaopatrzoną w soczewkę skrzynię i poprosił o przyjemny wyraz twarzy.


Kiedyś mieszkali w naszym miasteczku.

Za trzy lata wybuchnie I wojna światowa. Zastygli przed kościołem ludzie nie wiedzą, czym jest front, okop, nie wyobrażają sobie świata bez carów i cesarzy. Minie niedługi czas i na samych siebie spoglądać będą, jak na kogoś z innej, odległej epoki. Będą z westchnieniem tęsknoty patrzeć na czas spokoju i odmierzanej religijnymi uroczystościami stabilizacji lub mówić w duchu: - Kto by pomyślał, że nastanie niepodległa Polska.

Minie jeszcze ćwierć wieku i ubrane na biało dziewczynki zadrżą o mężów i dzieci, bo przecież kolejna wojna za progiem.

Przerzedzi się tłum z tamtej procesji. Coraz trudniej będzie przypisać twarze do nazwisk, bo z tłumu odchodzą te starsze od dziewczynek roczniki. Dla rozrzucających płatki panienek większość na tym zdjęciu była bardzo dorosłymi lub starszymi osobami, którym z należnym w owym czasie szacunkiem mówiło się na ulicy „dzień dobry”. Po ćwierćwieczu tylko taki ich mglisty zarys w głowie pozostanie. A po stu latach? No cóż, po stu latach także ubrane na biało dziewczynki staną się anonimowe.

A gdyby tak

Czy na pewno wiekowa odbitka jest już tylko rozczulającym świadectwem belle époque?  

Jakieś piętnaście lat temu to zdjęcie ozdobiło wystawę w gminnym Domu Kultury. Maria Lipka-Stępniewska dostrzegła w nim siłę zdolną wskrzesić przeszłość. Dostrzegła i mozolnie zaczęła tę przeszłość odkrywać.


Maria Lipka-Stępniewska.

W niewielkim Ogrodzieńcu ludzie nie są żeglarzami, wyrzuconymi wartkim prądem kariery na nieznany ląd. Tu niemal każdy głęboko wrósł w krajobraz i na puszczonej z rąk do rąk fotografii odnaleźć może przodka. Wystarczy uważniej wpatrzyć się w postacie, wyciągnąć z szuflady własny album, dłużej zatrzymać przy najstarszych wizerunkach. Wystarczy niewielki wysiłek i minimum spostrzegawczości, by wykrzyknąć: - Eureka! To przecież praprababcia, a to jej znany z rodzinnych opowieści stryjek, co walczył w Legionach.

***

Ale badawcza pasja nie w każdym i nie od razu się budzi. Do sięgania wstecz trzeba dojrzeć, dopiero z wiekiem człowiek częściej odwraca w tył głowę. Marię Lipkę-Stępniewską ta retrospektywna refleksja na dobre ogarnęła przed sześciu laty. Wspomnienie zbiorowego zdjęcia skłoniło ją do ożywienia nieruchomej kompozycji, nadania ruchu stłoczonym przed aparatem ludziom.

Gdyby wiedzieć, z jakich rodów się wywodzą, kiedy przyszli na świat, zostali ochrzczeni, powołani do wojska, wzięli ślub, ochrzcili swoje dzieci, zmarli. Wtedy cała ta galeria przestanie być płaskim prostokątem sztywnego papieru. Wtedy po zrobionym „pstryk” mężczyźni, kobiety i dzieci odejdą spod kościoła, wrócą do domów, zasiądą do obiadu. Po Bożym Ciele czeka ich jeszcze wiele małych i wielkich spraw. 


W albumie pozostaniemy tacy sami.

A gdyby poznać życiowe cezury ich ojców i matek, a potem zajrzeć do biografii dzieci i wnuków. Wtedy stuletnią wyrwę zapełnią konkretni ludzie, a w twarzach z fotografii odbiją się rysy kuzyna, sąsiada, właścicielki sklepu. Wtedy jeszcze bliższa stanie się ta nasza mała miejscowość, w której nie tylko kościół jest taki sam.

Znów przyjdzie czerwiec

W domu Marii Lipki-Stępniewskiej widać przywiązanie do pamiątek i starych, a zadbanych przedmiotów. To otoczenie sprzyja ślęczeniu nad starodrukami, żmudnemu szperaniu w pożółkłych dokumentach.


W tym domu widać przywiązanie do pamiątek.

Przez parę lat kronikarskiej roboty przejrzała tysiące urzędowych stronic, zapisków, notatek, wniknęła w tajemnice parafialnych ksiąg i zasobów kieleckiego Archiwum Państwowego. Jakże pasjonujące są koleje obywatelskiej skargi, złożonej na gminnego nauczyciela w zaborowych czasach. Jakże szczęśliwy był dla rodziców i dzieci finał tej bulwersującej sprawy. Jak miło wiedzieć, że jedną z szacownych krakowskich aptek zakładał ktoś, kto u nas się urodził i czytania w Ogrodzieńcu się uczył.

***

Ale dla większości od słowa mocniejszy jest obraz. Obrazem łatwiej do wyobraźni trafić, a to uśmiech, a to łzę wywołać.

Więc zaczęła Maria Lipka-Stępniewska do wielu drzwi pukać i o stare fotografie prosić. Z tych życzliwie udostępnionych obrazów, z ukrytych w pudełkach po czekoladkach chwil ułożyła się szeroka, czarno-biała panorama. Ulice, płoty, ludzie. Radość, powaga, smutek - to wszystko można w niej zobaczyć.


Żmudna kronikarska praca.

I zrodził się pomysł, by po stu latach zdjęcie powtórzyć, by tę skrzętnie zgromadzoną historię spektakularnie pokazać.  W Boże Ciało pod kościołem znowu zgromadzą się mieszkańcy i znowu do dzieła przystąpi człowiek z aparatem. Przed posesjami tkwić będą ogromne powiększenia tych właśnie miejsc, widzianych oczami dawnych fotografów, a modelarska rekonstrukcja ukaże światu zamierzchły Ogrodzieniec. Jego wierną makietę od dłuższego czasu przygotowuje grupa entuzjastów, rozmiłowanych w precyzyjnej dłubaninie – „złotych rączek”. Żeby deszcz i wiatr misternej konstrukcji nie naruszyły a wandale godzin skupienia w niwecz nie obrócili, stanie makieta w zadaszonym, dobrze strzeżonym miejscu. Warty zaciągną przy niej najbardziej oddani z oddanych, ci, co bliźnim zawsze na ratunek spieszą a w Wielkanoc wytrwale przy Grobie Pańskim czuwają. Dla druhów z Ochotniczej Straży Pożarnej będą te warty patriotycznym zadaniem.

***

To będzie święto historycznej ciągłości. Nie tej wielkiej, od Piasta Kołodzieja i Grunwaldu, lecz tej małej, swojskiej, lokalnej. Tej od zdjęcia do zdjęcia, od Bożego Ciała do Bożego Ciała.

A za sto lat…

Maciej Pawłowski

PS. Maria Lipka-Stępniewska jest radcą prawnym, Przewodniczącą Rady Miasta i Gminy Ogrodzieniec. Zgromadzoną przez nią galerię zdjęć można zobaczyć w profilu Powiatu Zawierciańskiego na facebooku (zakładka „zdjęcia”, album „OGRODZIENIEC DAWNO MINIONY”).

Strona internetowa projektu: Wspólna pamięć - wspólna fotografia- Ogrodzieniec 1911-2011

wersja do druku


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi