Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Kiedy prószy, dzieci się nie nudzą 

 

Przez ładnych kilka lat zimy mieliśmy raczej bezśnieżne. W czasie ferii szkolnych dzieciaki nie mogły sobie nawet na podwórzu bałwana ulepić. W tym roku jest inaczej. Meteorolodzy skrupulatnie wyliczyli, że już od ponad 40 dni nie ma w Polsce dnia bez opadów białego puchu. Kierowcy narzekają na katastrofalny stan dróg, piesi co rano łapią się za głowę, kiedy widzą skute lodem chodniki. Cieszą się tylko najmłodsi, którzy doskonale wiedzą, jak obejść się ze śniegiem.

Zmrożony śnieg to kiepski budulec, wcale nie chce się kleić. Wystarczył zaledwie jeden dzień odwilży, a można było pomyśleć o ulepieniu bałwana. Początki zazwyczaj są trudne, podstawę białego jegomościa stanowić będzie bryła zmarzniętego śniegu, znaleziona przy tuż chodniku. 

Pora na korpus. Teraz trzeba go tylko umocować i solidnie zespolić z podstawą. Trzeba to zrobić w miarę szybko, w przeciwnym razie jednej z dziewcząt przesadnie zmarzną ręce.

Jest już zarys całej postaci. Są oczy i guziki, do ich sporządzenia wystarczyło kilka niedużych węgielków. Za chwilę bałwan wyposażony zostanie w inne atrybuty.

Mamy wykonaną z gałęzi miotłę, którą wetknęliśmy bałwanowi w lewą dłoń. Nos zazwyczaj robi się z marchewki, tym razem pod ręką nie mieliśmy tego warzywa, trzeba było zatem wykonać go także ze śniegu.

 

Żeby naszemu „koledze” w głowę zimno nie było pomyśleliśmy o berecie. A potem przyszedł czas na wspólną fotografię. Prawda, że twarzowy gość z tego naszego bałwana?

Kiedy bałwan zaczął żyć własnym życiem, dziewczęta rzuciły się do sanek. Znaleźć górkę można teraz dosłownie wszędzie. Dwumetrowe hałdy śniegu zalegają przy każdej odśnieżonej uliczce.

Któż nie robił w młodości znaku orła na śniegu? Jak widać dawne pomysły na zabawę z białym puchem są wciąż żywe.

Czy to, że nie dysponujemy sankami dyskwalifikuje nas podczas zjazdu z ośnieżonej górki? Wcale nie! Wystarczy położyć się na plecach i podnieść wysoko nogi. Resztę pozostawmy grawitacji...

Na deser zostawiamy coś ekstra. Spróbujemy wywołać magiczny nastrój, chcemy poczuć się jak w bajce!

Chyba się udało. Tysiące śnieżnych gwiazdeczek uniosło się w powietrze dzięki sile naszych rąk. Szkoda, że takie chwile są nadzwyczaj ulotne...    

 

Tekst i Fot. Przemysław Chrzanowski

wersja do druku


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi