Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Ludzie od dziedzictwa

 

Gdyby nie oni rozpędzona cywilizacja z pewnością pozbawiłaby nas tego, co pozostało po naszych przodkach. Poświęcają się bezgranicznie, by ratować od zapomnienia szeroko pojętą tradycję Śląska i Opolszczyzny. Wszyscy spotkali się w Farskiej Stodole w Biedrzychowicach.

 

Bernadeta Poplucz, sołtys Lubieszowa w gminie Bierawa.

- Mam w swojej wsi niewielki skansen i ludzi, którzy na co dzień kultywują dawne obyczaje. Boję się, że niebawem nasza tradycja zatraci się gdzieś w tym pędzącym świecie. Na takich konferencjach jak ta w Biedrzychowicach szukam pomysłu na to, jak ogarnąć lokalne zasoby kulturowego dziedzictwa. Szukam siły do działania, chciałabym nią potem obdzielić ludzi w swojej miejscowości, bo mam wrażenie, że nasz potencjał ostatnio nieco zmalał. Takie spotkania mają moc, wszyscy wzajemnie się nakręcamy. Wystarczy wejść na chwilę, posłuchać, wziąć udział w dyskusji... Mamy podobne problemy, dobrze się rozumiemy, wzajemnie dostarczamy sobie nowych pomysłów.

 ***

Brygida Wiencek ze Strzeleczek.

- Noszę w sobie taki pomysł, żeby odtworzyć dawne życie jednej z naszych ulic. Konsultowałam to z wieloma starszymi mieszkańcami naszej miejscowości. Dowiedziałam się interesujących rzeczy, okazało się, ze przy tej ulicy funkcjonowało niegdyś wiele zakładów rzemieślniczych. Był kowal, było kilka piekarni, były sklepiki z różnym asortymentem, a na dokładkę dwie karczmy. Marzy mi się taki projekt, żeby całą tą przeszłość odtworzyć na specjalnie skomponowanych tabloidach. Ustawilibyśmy je we właściwych miejscach, tak żeby ludzie mogli sobie porównać współczesny wizerunek konkretnych zakątków z tym sprzed kilkudziesięciu laty. Prócz starych fotografii zamieścilibyśmy dwujęzyczne opisy po polsku i niemiecku, dotyczyłyby one przy okazji dawnych obyczajów. W swoim wykładzie prof. Dorota Simonides podkreślała właśnie, że realizując podobne przedsięwzięcia trzeba pamiętać o topieniu marzanny, wodzeniu niedźwiedzia, obyczajach związanych ze świętami kościelnymi i innymi tradycjami, które na trwałe wpisały się w historię konkretnych miejscowości.

Na konferencji w Biedrzychowicach jestem dlatego, że to doskonałe miejsce do szukania inspiracji. Są tu ludzie z całego regionu śląskiego. Nie brak wśród nich takich, którzy robią świetne rzeczy. Można zasięgnąć języka, dowiedzieć się skąd biorą na to środki finansowe, kto im pomaga. To bardzo ważne, żeby dzielić się takimi doświadczeniami. Poza tym w takich miejscach czuje się silną energię ze strony zarówno samych uczestników, jak i wykładowców. 

***

Józef Michałek, Fundacja Pasterstwo Transhumacyjne z Koniakowa.

- Od razu się wytłumaczę, bo do dość intrygująca nazwa; transhumacyjne to znaczy wędrowne. A w Biedrzychowicach szukam odpowiedzi na klika pytań: Dlaczego w ogóle warto zachować dziedzictwo kulturowe, a szczególnie dziedzictwo wsi? Czy tradycja wnosi cokolwiek do rozwoju cywilizacyjnego? Przysłuchiwałem się tu wielu dyskusjom, z których płynęły skargi i narzekania. Mówiono, że o ile miasta troszczą się o swoje starówki, o tyle kwestii zabytkowych zespołów urbanistycznych wsi w ogóle się nie docenia. Czy to znaczy, że wieś przestanie istnieć? Moim zdaniem poniekąd jest w tym trochę racji. Proszę zwrócić uwagę na fakt, że powoli zatraca się to, co kiedyś było sensem jej istnienia. Mówię tu o rolnictwie i produkcji żywnościowej. Dziś zajmują się tym wielkie koncerny, które marginalizują rolę hodowcy, czy plantatora. Chcę się dowiedzieć, czy wieś ma jeszcze cokolwiek do powiedzenia we współczesnym świecie? Czy to, co najbardziej nęcące, czyli dynamiczny rozwój, wysoki dochód na głowę w państwie, skok cywilizacyjny mają rację bytu bez małych wiejskich społeczności? Będąc tu w Biedrzychowicach widzę jednak światełko w tunelu i dochodzę do przekonania, że siłą wsi są wspólnie celebrowane wydarzenia, kultywowanie tradycji. Jej \kwintesencją jest wspólnota, trzeba ją tylko odbudować i zachować. A wtedy nie będziemy musieli martwić się o dziedzictwo kulturowe, bo ono z natury rzeczy zostanie ocalone.

 ***

Anna Dudek i Anna Konopko ze Stowarzyszenia Rozwoju Odnowy i Promocji Wsi Żłobizna i Wilijki.

- Chcemy dowiedzieć się, jakie zmiany możemy wprowadzić u siebie. Jesteśmy dość młodym stowarzyszeniem, ale pełnym ochoty do pracy. Działamy dopiero od dwóch lat, więc cały czas staramy się podglądać, czerpać z pozytywnych doświadczeń innych. Tu w Biedrzychowicach bardzo zainteresował nas pomysł utworzenia izby regionalnej. Mamy u siebie dawną zabudowę, która daje szansę na zrealizowanie takiego projektu. Z pewnością zainteresujemy tą propozycją naszych działaczy i liderów – mówi Anna Dudek.

- Staramy się pracować nad zjednoczeniem mieszkańców wsi, chcemy, by wszyscy w ważnych sprawach mówili jednym głosem. Nie jest to proste, bo oprócz rdzennych mieszkańców mamy stale zwiększającą się grupę ludności napływowej. Ma to związek z coraz odważniej eksploatowanymi terenami inwestycyjnymi. Ludzie budują się w okolicy i niejako dołączają do lokalnej społeczności. Chcemy, by poważnie traktowali nasze kulturowe dziedzictwo i angażowali się w jego zachowanie. Podczas konferencji w Biedrzychowicach dowiedziałam się o kilku sposobach zaktywizowania młodych ludzi. Myślę tu o grze terenowej, która pozwala odkrywać interesujące miejsca w konkretnej miejscowości, czy gminie. Z pewnością będę chciała przeszczepić tą propozycję na rodzimy grunt – zapewnia Anna Konopko.

***

Janina Stanisz, sołtys wsi Rudziczka i Alicja Zawiślak, sołtys wsi Czyżowice.

- Temat dziedzictwa kulturowego nie jest nam obcy. W naszej wsi jest sporo ciekawych zabytków i staramy się o nie dbać na ile tylko nas stać. Na naszych oczach w latach 50. i 60. wiele zabytkowych budowli obrócono w pył, działo się to na fali powszechnego niezadowolenia wobec wszystkiego, co niemieckie. Dziś nie możemy pozwolić na dewastację, czy nawet samoistne niszczenie. Troska o zabytki to nasza powinność – podkreśla pani Janina.

- Cóż to za życie bez znajomości korzeni, bez świadomości swojej przynależności do konkretnej społeczności lokalnej? – retorycznie pyta pani Alicja. – Z całą stanowczością podkreślić trzeba konieczność przekazywania wiedzy o kulturowym dziedzictwie przedstawicielom naszego młodego pokolenia. Uświadomić im, że nie ma większego bogactwa. Żyjemy na terenach, gdzie występuje wyjątkowy wskaźnik emigracji. Ludzie opuszczają swoje śląskie domostwa i wyjeżdżają całymi rodzinami za granicę. Priorytetem są praca i dostatnie życie. Ginie w tym wszystkim pamięć o tradycji. Staramy się temu przeciwstawiać.

 ***

Maria Kania, Urząd Gminy Murów.

- Ludzie mają świadomość, że posiadają piękne zabytkowe domy z czerwonej cegły, z gzymsami, bogatą sztukaterią, artystycznie wykonanymi nadprożami, a mimo to bardzo często decydują się na krok, który to wszystko niweczy. Aby poprawić własności termiczne, ocieplają ściany styropianem i przykrywają wszystko współczesną elewacją. Z drugiej strony trzeba ich zrozumieć, bo przecież tu chodzi o domowe budżety. Żeby ogrzać zaizolowany budynek, trzeba wydać znacznie mniej pieniędzy na węgiel. To jest, póki co, argument nie do zbicia. Przydałyby się jakieś regulacje prawne w tym zakresie. Podczas konferencji wspominał o tym wojewoda Wilczyński.

Zdarzają się jednak sytuacje, gdzie nie trzeba na siłę termomodernizować domów i w tym upatruję poniekąd rolę dla siebie. Muszę się pochwalić, że udało mi się niedawno przekonać ludzi, by przy remoncie domu nie dewastowali zabytkowej, ceglanej elewacji. Jako że obiekt wykorzystywany jest jedynie latem, gospodarze na to przystali. Liczę, że podobnych sukcesów, będę miała na swym koncie więcej. 

Uważam, że szansą dla takich miejscowości jak te w mojej gminie jest dobrze zorganizowana turystyka wiejska. Powinniśmy przygotowywać krótkotrwałe pakiety turystyczne, które adresowane będą przede wszystkim dla gości weekendowych. Ludzie będą do nas przyjeżdżać nie tylko ze względu na walory przyrodnicze, ale i historyczno-poznawcze. Magnesem dla nich może być dawna, nienaruszona architektura wsi opolskiej. I między innymi dlatego warto o to zadbać.

***

Jacek A. Lupa, wójt gminy Lelów.

- Od kilku lat niezmiernie interesuje mnie sprawa dziedzictwa kulturowego. Ono szybko przemija, dlatego koniecznie trzeba o nie zadbać. Kluczowym zadaniem dla nas jest uwrażliwienie młodych ludzi na te problemy. Za piętnowanymi podczas konferencji w Biedrzychowicach zachowaniami stoją ludzie. Ludzie, którzy doprowadzają do dewastacji zabytków. To zazwyczaj wynika z niewiedzy, dlatego już na poziomie szkoły trzeba położyć nacisk na edukację regionalną. Zupełnie nie rozumiem w tym kontekście, dlaczego ze szkół wycofano plastykę – przecież to przedmiot, który daje podstawową wiedzę o sztuce, czy architekturze. To samo mogę powiedzieć o historii, którą aktualnie bardzo się ogranicza. Tutaj powinno się położyć nacisk na zagadnienia regionalne, a dopiero potem w naturalny sposób przejść do kwestii globalnych. Przecież z naszych wsi i miasteczek ludzie też uczestniczyli w powstaniach. Najpierw im się przyglądajmy, starajmy się nie zapominać o historii nam najbliższej.

Tekst i fot. Przemysław Chrzanowski


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi