Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Jak owce w Karpaty wróciły?

 

Przemysław Chrzanowski: Reprezentuje pan Fundację „Pasterstwo Transhumacyjne” – dla laika trudna nazwa...

Józef Michałek: - Pasterstwo transhumacyjne to nic innego jak pasterstwo wędrowne. To odwieczne zajęcie nieodłącznie kojarzy się z kulturą drogi. Żeby móc wyżywić stado owiec, trzeba się przemieszczać. To dość prosta dedukcja.


Józef Michałek.

Ale jakoś tych owiec w górach nie widać. No może na Podhalu...

- I tu się pan myli. Dokładnie dziesięć lat temu zainicjowaliśmy realizację projektu, który miał zmaterializować nasze nieśmiałe pomysły, dotyczące wznowienia hodowli owiec w Beskidzie Śląskim. Dowiedzieliśmy się o istnieniu Fundacji Wspomagania Wsi, a potem złożyliśmy stosowny projekt. Pamiętam, że opiewał on na skromne cztery tysiące złotych. Ale na początek to wystarczyło. Zbudowaliśmy za to zagrodę w Istebnej. Następnie przyszedł czas na kolejny krok, postanowiliśmy zakupić owce i urządzić coś, co przez setki lat funkcjonowało w każdej wsi karpackiej – wiosenny redyk.. W naszej tradycji to tak zwane mieszanie owiec.

Brzmi tajemniczo. Po co miesza się owce?

- Trzeba zacząć od tego, że kiedy przychodzi czas wypasu owiec, wszyscy gospodarze przekazują swoje stada jednemu bacy. Ten prze kilka miesięcy będzie miał je pod swoją opieką, poprowadzi je na tak zwany sałasz. Owiec są setki, pochodzą z różnych zagród, czasem spędza się je z kilku wsi. Tworzą jedno stado, które musi być jednorodne. Aby tak się stało zwierzęta muszą wyzbyć się dotychczasowych przyzwyczajeń, muszą się zdezorientować, zagubić, a nawet nieco wystraszyć. Dopiero wówczas rodzą się stadne insynkty. Owce wybierają spośród siebie silniejsze jednostki, czyli tak zwane licówki.

To pradawny zwyczaj, celebrujecie go w jakiś szczególny sposób?

- Po mozolnych przygotowaniach udało się nam zrobić to tak, jak głosi odwieczna tradycja. Spotkaliśmy się na Stecówce, przepięknej polanie w górach nieopodal Istebnej. Przyszli lokalni włodarze, pojawiły się góralskie kapele, dotarli wszyscy ci, którym na sercu leży troska o kulturowe dziedzictwo regionu. Wspólnie utworzyliśmy spory okrąg, w jego środku umiejscowiliśmy umajoną jodłę. Jak łatwo się domyślić, wnętrze koła wypełniły nasze nieliczne jeszcze owce, które po krótkim czasie mieszając się ze sobą utworzyły jednorodny organizm stadny. Trzeba podkreślić, że cały rytuał służył nie tylko owcom, ale i ludziom. Tworząc krąg wkraczamy w pewien magiczny wymiar, mamy świadomość, że pochylamy się nad tradycją, którą kultywowali nasi przodkowie. Widok tych ludzi, bezgranicznie oddanych swoim owcom jest trudny do opisania.

Co dalej? Dokąd baca zabiera tę wymieszaną owczą brać?

- Oczywiście w góry. Oddaje się tam zajęciu, które nazywamy wypasem kulturowym. Jest u nas taki baca, Tadeusz Czechowicz, który przybywa do nas aż z Ratułowa z Podhala. Z końcem kwietnia opuszcza wieś, zabiera wszystkie owce i ślad po nim ginie... Nikt nie wie dokąd poszedł, czy owiec jakieś wilki nie pożerają. Nie ma komórki, nie używa internetu. Słowem, na kilka miesięcy przestaje istnieć. U nas mówi się, że jest w tym czasie w permanentnym stanie „poza zasięgiem”. A poza tym on nie ma czasu na kontaktowanie się ze światem zewnętrznym. Wstaje o trzeciej nad ranem, doi owce, robi oscypki, potem idzie wypasać i tak na okrągło. Jego dzień pracy kończy się mniej więcej o 21. I tak przez pięć miesięcy.

Niesamowite jest to, że wieś mu bezgranicznie ufa.

- Trudno, żeby było inaczej, skoro do tej pory nie zawiódł. Ale to wiele kosztuje, poświęca się do tego stopnia, że nawet śpi z tymi owcami. Wszystko dlatego, by je chronić przed wilkami, a ostatnio coraz częściej przed niedźwiedziami. Stara się przy tym, by owce zawsze były najedzone i wypoczęte. Wie, że ich właściciele muszą być zadowoleni.

Zazwyczaj apetyt rośnie w miarę jedzenia. Nie poprzestaliście zapewne na kilkudziesięciu owieczkach?

- Podeszliśmy do tego wyjątkowo poważnie, wiedząc, że trzymanie kilkudziesięciu owiec jest po prostu nieopłacalne. W krótkim czasie poszerzyliśmy stado do trzystu sztuk, a w tym roku dobiliśmy do ośmiuset. Po drodze zaczęliśmy współpracować z różnymi podmiotami, które z założenia miały nas wesprzeć. Podjęliśmy współpracę z Śląskim Urzędem Marszałkowskim, w efekcie powstał program wsparcia wypasu na halach górskich „Owca Plus”, który bardzo nam pomógł skonsolidować się i rozwinąć szeroko pojętą współpracę. Kolejnym krokiem było utworzenie spółdzielni tatrzańsko-beskidzkiej. A jeszcze później powołaliśmy Porozumienie Karpackie „Karpaty naszym domem”. A wszystko po to, by tworzyć jak najlepsze warunki do odbudowy tradycji wypasu kulturowego.

Doskonałym pomysłem na promocję tego projektu okazał się wypas transgraniczny.

- To nasza najważniejsza, życiowa decyzja. A właściwie decyzja naszego bacy Piotra Kochuta z Koniakowa. Zdecydowaliśmy się na przejście z owcami z Rumuni, aż na kraniec Karpat, czyli do Rożnowa na Morawach. Przedsięwzięcie udało się zrealizować w tym roku, dokładnie w dziesiątą rocznicę naszych starań o przywrócenie tradycji pasterskich na naszych terenach.

Celem kończącego się w połowie września redyku jest międzynarodowe spotkanie ludzi żyjących i tworzących w Karpatach, ich integracja, możliwość poznania oraz pokazania bogactwa kulturowego mieszkańców, jak również bogactwa przyrody oraz sposobu na zrównoważony rozwój terenów górskich, co z kolei wpisuje się w program Konwencji Karpackiej. Redyk ma również na celu wzmocnienie partnerstwa ludzi gór przez uczczenie wędrówek pasterzy wołoskich, które doprowadziły do zasiedlenia obszaru gór i powstania wspólnej wysokogórskiej kultury pasterskiej łączącej społeczności zamieszkujące Karpaty. W przedsięwzięcie zaangażowani są Rumuni, Ukraińcy, Polacy i Czesi. W rolę przewodników wcielają się przedstawiciele społeczności lokalnych, stale towarzyszą im oczywiście znający owce i psy pasterskie opiekunowie stada. Po drodze uczestniczymy w wielu imprezach propagujących ideę wypasu kulturowego owiec.

To gigantyczne przedsięwzięcie...

- Myślę, że na tak szeroką skalę nie zorganizowano dotąd żadnego wydarzenia w Karpatach. A trzeba zaznaczyć, że mowa tu o siedmiu państwach. Wiadomo, że trudno byłoby nasze stado przeprowadzić przez terytorium każdego z nich. Pominęliśmy na przykład Słowację, ale nie oznacza to, że to państwo nie angażuje się w organizację redyku karpackiego. Tam także tradycje wypasu kulturowego są silne. Chcemy mówić jednym głosem, chcemy naszą sprawą zainteresować Unię Europejską, chcemy kultywować nasze wspólne dziedzictwo kulturowe.

Po redyku następuje pewnie długo wyczekiwany powrót owiec do gospodarskich zagród. Jak hodowcy poznają swoje zwierzęta, które kilka miesięcy wcześniej zostały rytualnie wymieszane z setkami innych?

- Owce tak jak ludzie, mają swoje twarze... A właściciel stada doskonale zna po owych twarzach wszystkie swoje podopieczne. Mało tego, dobry baca zna po imieniu wszystkie swoje owce. Z odszukaniem zwierząt nie ma zatem żadnego problemu. 


Źródło: www.youtube.pl - Żywiecka Fundacja Rozwoju Żywiec.
Film powstał w ramach projektu: Nasze dziedzictwo- Górale Beskidzcy,
a tradycyjne pasterstwo. Projekt dokumentalny finansowany ze środków budżetu
Samorządu Województwa Śląskiego, w ramach programu Owca Plus.

***

Józef Michałek pochodzi z Istebnej w Beskidzie Śląskim, z wykształcenia leśnik, koordynator projektu: Owca PLUS (www.owcaplus.pl) programu Aktywizacji Gospodarczej oraz Zachowania Dziedzictwa Kulturowego Beskidów i Jury Krakowsko-Częstochowskiej, którego nadrzędnym celem jest ochrona środowiska przyrodniczego i zachowanie bioróżnorodności wskazanych terenów, poprzez przywrócenie i utrzymanie wypasu owiec na wskazanych halach i polanach górskich oraz murawach kserotermicznych. Pełnomocnik Spółdzielni „Gazdowie” (www.gazdowie.ebiznes.fm). Kierownik projektu: „Bliżej tradycji, bliżej siebie – Blíže tradic, blíže sebe”, którego celem było odkrywanie wspólnej tradycji pasterskiej, która w przeszłości kształtowała kulturę społeczności góralskich w Karpatach zarówno na terenach należących do Polski jak i Czech. Członek Zarządu Fundacji Pasterstwo Transhumancyjne (www.redykkarpacki.pl), organizatora międzynarodowego Redyku Karpackiego. Ekspert ds.pasterstwa w projekcie Karpaty Łączą (www.karpatylacza.pl) Ekspert ds. zrównoważonego rozwoju Karpat w Porozumieniu Karpackim; (grupa robocza: rolnictwo, dziedzictwo kulturowe, turystyka) www.porozumieniekarpackie.pl. Prezes Związku Podhalan Oddziału Górali Śląskich w Istebnej od 2011 r.

***


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi