Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...

Dożynkowy teatr kukiełkowy

 

Jeszcze do niedawna rolnicy przygotowujący się do obchodów święta plonów całą swoją energię poświęcali na dopieszczenie maszyn uczestniczących w żniwnej paradzie, czy przygotowanie dożynkowych wieńców. Obecnie najwięcej emocji towarzyszy dekorowaniu zagród. Podczas powiatowo-gminnych dożynek w Skomlinie (woj. łódzkie) gospodarze wykazali się w tej materii nie lada kunsztem. Warto dodać, że większość z nich debiutowała w dziedzinie dożynkowej aktywności twórczej – tym bardziej należą im się słowa uznania.

Dożynkowe kukły to postacie stworzone oczywiście ze słomy. Miejscowi gospodarze odziewają je w stare koszule, robocze spodnie, czy ludowe stroje. Sadzają przy stole, malują im uśmiechy na twarzach, wyposażają w rolnicze atrybuty. Dzieciaki chętnie pozują do zdjęć z tymi osobliwymi personami.

W zabawie wzięła udział również miejscowa pani sołtys. Zaznaczyła, że po dożynkowym świętowaniu przystąpi do wypełnienia swego przykrego obowiązku i wcieli się w zajadłego poborcę podatkowego.

Owoce na stole , kołowrotek przy nodze. Jest sielsko, anielsko – jak to po żniwach. W takich okolicznościach wypada już tylko wybrać się na dożynki.

Ta pani działa w pojedynkę. Uczestnikom dożynkowego korowodu oferuje ciepłe skarpety. Sugeruje tym samym, że już niebawem nadejdą jesienne chłody.

A tych panów skądś znamy! Toż to czterech bohaterów serialu „Ranczo” od rana do nocy przesiadując pod lokalnym sklepem snują filozoficzne wywody na tematy mocno życiowe. Kolorytu sprawie dodaje fakt, iż autorem powyższej instalacji jest właściciel miejscowego... sklepu właśnie.

Sprzedaj słomę, sprzedaj zboże, idź na dożynki i baw się jak możesz. Tak brzmi hasło kolejnej sceny rodzajowej. Niektórzy rzekliby: łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Ceny zbóż w stosunku do ubiegłego roku mocno spadły. Rolnicy magazynują plony w stodołach i przydomowych silosach w oczekiwaniu na lepsze stawki.

Z uroczystości dożynkowych cieszą się świnki, bo zamiast przerabiać je na szynki, gospodarz jedzie biesiadować z sąsiadami.

Jest stary patefon, z którego pewnie leniwie sączy się muzyka. Jest obszerne łoże, a w nim pogrążona we śnie gospodarska para. Wszystko to ma potwierdzać prawdziwość powiedzenia, że kiedy chłop śpi, to w polu wszystko samo sobie rośnie.

Skąd tradycja tworzenia dożynkowych kukieł dotarła do województwa łódzkiego? Większość autorów owych instalacji zachodzi w głowę. Jeden z gospodarzy z pełnym przekonaniem sugeruje, że od lat tworzy się je na wsi opolskiej. A że do Opolszczyzny stąd niedaleko, można przyjąć, że ma rację.

Słomianym postaciom nie można odmówić realizmu. Tutaj przedstawiono dziadków, zajmujących się wnukiem. Dziadkowi pod nogi postawiono kanę do „czynienia” masła, a babce kołowrotek z motkiem wełenki.

Obrazek zapomniany, a było to tak niedawno. Jeszcze kilkanaście lat temu niemal wszyscy rolnicy hodowali krowy, a mleko odstawiali do miejscowej zlewni. Codziennie rano kilkudziesięciu gospodarzy prowadziło rowery (czasem pozbawione powietrza) obwieszone kanami z świeżo nadojonym mlekiem.

Czyżbyśmy byli na łowickiej wsi? Tyle kolorów, tak zaawansowany kunszt... To typowe dla tamtych terenów. Nic bardziej mylnego, nadal jesteśmy w Skomlinie. Tutaj, prócz scenek rodzajowych można było zobaczyć słomiane pawie.

Dzisiejsza wieś po zęby jest uzbrojona w gigantyczne ciągniki, nowoczesne oprzyrządowanie, kombajny do wszelkiej maści upraw... Z okazji dożynek można jednak z szopy wyprowadzić dawną perełkę własnej roboty. Tak zwane „esy” dominowały niegdyś na rodzimych zagonach. Obecnie mogą co najwyżej okazać się dożynkową atrakcją.

A to cacko nigdy na pole nie wyjedzie. Chociaż do złudzenia przypomina prawdziwy traktor, niemal w stu procentach wykonane jest z słomianych bali.

Z tego samego budulca powstało w całej miejscowości wiele dożynkowych gigantów. Na rogatkach, skrzyżowaniach – niczym kamienne monumenty z Wysp Wielkanocnych – stały niewzruszone wieszcząc przejezdnym, iż tutaj właśnie odbywa się święto plonów.

Jak się okazuje nie wszystkim jest do śmiechu. Ten pobladły gospodarz narzeka na ceny skupu płodów rolnych. Chętnie poświętowałby, ale najwyraźniej nie ma za co. Wyeksponowana świnka-skarbonka czeka na korzystniejsze ceny w skupie.

A tu postawa na wskroś odmienna: „Wioska Skomlina z tego słynie, że jest najpiękniejsza w gminie. Nowy chodnik i lamp wiele, zaraz wszystkim jest weselej. Dziś dożynki tutaj mamy, więc do zabawy zapraszamy”.

Od razu widać, czym zajmuje się twórca tej instalacji. Dla niedomyślnych krótka informacja na różowej kartce: „Hodujemy polskie świnie od pokoleń tu w Skomlinie”.

Wyobraźnia twórców słomianych instalacji nie ma granic. Wystarczy kilka bali zestawić ze sobą, by powstał majestatyczny, kilkutonowy kot. To już pewne, że do tego gospodarstwa żadna mysz się nie przedrze...

„Wsi spokojna, wsi wesoła! Który głos twej chwale zdoła? Kto twe wczasy, kto pożytki może wspomnieć zaraz wszytki?” Słowa Jana Kochanowskiego w obliczu tak sielskiego obrazka materializują się same.

A na koniec prawdziwa bomba. Pośród słomianych kukieł znalazły się dwie autentyczne gospodynie, wrzaskliwym głosem zapraszające do uczestnictwa w kiszeniu kapusty. W dożynkowym korowodzie nie było chyba ani jednej osoby, która nie uśmiechnęłaby się na ich widok.

 

Tekst i fot. Przemysław Chrzanowski


Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi