Zamknij ten komunikat

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Na naszych stronach używamy informacji zapisanych za pomocą cookies m.in. w celach reklamowych i statystycznych. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty, takie jak firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W każdej przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce Cookies.

Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych
Serwis dla przyjaciół zwierząt
Dziedzictwo
Kultura, krajobraz, architektura...
Regulacje UE w zakresie obrotu żywnością

Politycy i urzędnicy wprowadzają w błąd opinię publiczną. To nie Unia Europejska wymusza restrykcyjne prawo, tylko polska biurokracja.

Polski rolnik właściwie nie ma możliwości legalnej sprzedaży swoich produktów polskiemu obywatelowi. Jest on zmuszany do sprzedaży pośrednikom. Restrykcyjne prawo dotyczy również drobnych producentów zdrowej żywności. W Polsce podlegają oni takim samym rygorom jak wielkie koncerny. W powszechnym odbiorze publicznym jest to wynik regulacji unijnych. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, w ramach Kampanii „Zostawcie w spokoju dobrą żywność”, postanowił sprawdzić i poddał analizie dyrektywy unijne w tym zakresie oraz regulacje obowiązujące w innych krajach UE.

Wynik tej analizy jest druzgocący dla polskiego Rządu. Absolutna większość represyjnych regulacji to nie unijne dyrektywy, tylko pomysły rodzimej biurokracji.

– Polska ma najbardziej restrykcyjne ustawodawstwo w zakresie obrotu żywnością na małą skalę w całej Unii Europejskiej – powiedział Zbigniew Kmieć, jeden z inicjatorów Kampanii „Zostawcie w spokoju dobrą żywność”. Ma to bardzo negatywne skutki dla zdrowia ludzi, dla konkurencyjności polskiej żywności oraz dla rolników. Jedynymi beneficjentami tych represyjnych przepisów są chyba koncerny spożywcze oraz biurokracja. Bardzo mnie dziwi, że rząd to toleruje.

Działalność organów Unii Europejskiej kojarzy się w społecznym odbiorze z biurokracją, inflacją prawa i zahaczającym o absurd interwencjonizmem. Taki wizerunek organów unijnych jest często na rękę władzom krajowym, które odpowiedzialność za wprowadzanie niepopularnych ze względu na swoją opresyjność przepisów, mogą skutecznie zrzucić na decydentów w Brukseli. Kwestia produkcji i obrotu żywnością na małą skalę pokazuje jednak, że to polskie władze odpowiadają za bezcelowe ograniczanie wolności gospodarczej, mimo, że pozostawiono im swobodę co do zakresu i charakteru przyjmowanych regulacji.

Oto wybrane przykłady.

W świetle polskich przepisów, rolnik sprzedający dżem z owoców z własnego gospodarstwa, musi zarejestrować pozarolniczą działalność gospodarczą, stając się płatnikiem podatków PIT i VAT.

Prawo unijne nie nakłada takiego wymogu.

Polskie przepisy wprowadzają bezcelowe rozróżnienie pomiędzy sprzedaż bezpośrednią, a dostawę bezpośrednią, w zależności od tego, czy żywność będąca przedmiotem transakcji jest pochodzenia zwierzęcego, czy roślinnego. 

Prawo unijne posługuje się jednolitą kategorią dostaw bezpośrednich.

Polskie prawo nakłada na rolnika dostarczającego małe ilości surowców do konsumenta końcowego obowiązek przestrzegania norm sanitarnych zawartych w rozporządzeniu nr 852/2004.

Prawo unijne wyłącza taką działalność z zakresu obowiązywania rozporządzenia nr 852/2004, zastrzegając jednocześnie, że państwa członkowskie mogą przyjąć bardziej restrykcyjne przepisy.

W świetle prawa polskiego, rolnik wypiekający i sprzedający na małą skalę chleb z własnej mąki, musi złożyć do Powiatowego Inspektoratu Sanitarnego wniosek o wpis swojego zakładu do rejestru oraz zatwierdzenie go po uprzedniej kontroli.

Prawo unijne nie przewiduje takiego obowiązku.

Jak widać, obwarowanie produkcji i sprzedaży żywności na małą skalę wydumanymi obostrzeniami jest „zasługą” nadgorliwego polskiego ustawodawcy, a nie organów unijnych. Warto o tym pamiętać, gdy kolejny raz usłyszymy w telewizji, że „Unia kazała…”.

– Jesteśmy w tej samej Unii co Włosi, których prawo stanowi, że żywność na małą skalę należy wytwarzać w „czystym pomieszczeniu”. W Polsce istnieją całe tomy różnych przepisów, które to opisują i zastęp biurokratów, który ma to egzekwować. Apeluję do rządu, żeby przerwał ten absurd i nie pozwalał na dalsze niszczenie dobrej polskiej żywności – powiedział Cezary Kaźmierczak, Prezes ZPP. – Jeśli ktoś się lubuje w chemicznie „wędzonych” kiełbasach z zawartością mięsa 18% lub w „sokach malinowych” z zawartością soku 0,01%, nie bronimy mu tego. Ale dajcie spokój normalnym ludziom, którzy chcą jeść prawdziwą żywność – apelował Kaźmierczak.

W zaprezentowanym przez ZPP raporcie „PRAWNE ASPEKTY PRODUKCJI I OBROTU ŻYWNOŚCIĄ NA MAŁĄ SKALĘ W KRAJACH EUROPEJSKICH. ANALIZA LEGISLACJI UNIJNEJ, PRZYKŁADY ROZWIĄZAŃ PRAWNYCH KRAJÓW CZŁONKOWSKICH UE” poddano analizie ustawodawstwo unijne oraz wybranych krajów UE.

Wniosek jest jednoznaczny: mamy najbardziej restrykcyjne prawo i jest to wybór polskiej administracji, a nie unijny przymus.

Raport do pobrania.

Wypowiedź Cezarego Kaźmierczaka, Prezesa ZPP_materiał video.

Wypowiedź Zbigniewa Kmiecia, Organizatora Kampanii "Zostawcie w spokoju dobrą żywność"_materiał video.

Wypowiedź Jakuba Bińkowskiego, Autora Raportu_materiał video.

Dodatkowe informacje:
Joanna Nowek
Tel/ 504-287-817
Email/ j.nowek@zpp.net.pl

Źródło: http://zpp.net.pl/

powrót

Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi